sobota, 1 listopada 2014

Rozdział 18

Minęło kilka tygodni. Z Harry'm od czasu mojego wyznania się nie widziałam i cóż, życie toczy się dalej. Praca, dom, imprezy i tak w kółko.
Dzisiaj wraca Leo. Nie rozmawialiśmy zbyt dużo w czasie jego wyjazdu ale jakoś specjalnie też mi na tym nie zależało. Nie odczuwałam wielkiej chęci słyszenia jego głosu ani prowadzenia konwersacji która od początku byłaby zdana na porażkę. Nie tęskniłam też za nim tak jak myślałam że będę więc dość dziwnie czułam się czekając na lotnisku. Samolot był opóźniony więc miałam dość dużo czasu na przemyślenia chociaż szczerze mogę powiedzieć, że w ostatnim czasie mojej egzystencji miałam go aż za dużo.
Po czterech godzinach bezczynnego siedzenia na ławce i sączenia kawy ze Starbucksa przez megafon został ogłoszony przylot jego samolotu. Wstałam z miejsca żeby chwilę później zobaczyć swojego chłopaka z ogromną walizką idącego w moją stronę. Uśmiechnęłam się słabo. On też nie był najszczęśliwszy.
- Hej.
- Cześć. Co tam?- a spoko. Zdradziłam cię z chłopakiem, którego kocham ale on mnie nie więc możemy dalej być słodką parą i zachwywać się jakby nic się nie stało-dobrze a jak ma być? Lepiej opowiadaj jak Nowy Jork?
- Dobrze. Wszystko gotowe na przeprowadzkę i ... przespałem się z jedną laską. Ale nie złość się. Proszę. To nic nie znaczyło.
- Nie, spoko. Fajnie wiedzieć. Coś jeszcze masz do powiedzenia?
- No i ona czeka aż się tam przeprowadzę. Ash wiesz, że to nie miało szansy wypalić, prawda? Wyjeżdżamy do różnych miast na różnych kontynentach i..
- Nie. Nie mów nic. Po prostu nie dawaj znaku życia. Nie chcę cię znać- łza spłynęła po moim policzku. Wzięłam torbę z siedzenia i wyszłam zostawiając go samego ale to mnie teraz najmniej obchodziło. Zadzwoniłam do Lilly żeby po mnie przyjechała. Gdy wyszłam z budynku łzy wypłynęły niczym wodospad. Usiadłam na ławce wiedząc że chwilę zajmie zanim szanowna dama ruszy się z miejsca żeby po mnie podjechać. A czekanie jeszcze pogorszyło sytuację. Płakałam jak nigdy. Jeden chłopak mnie nie kocha, drugi który być może przez sekundę swojego życia mnie kochał wykorzystując ogromną odległość między nami zdradził mnie. To było gorsze niż wszystko co kiedykolwiek czułam. Uczucie, które rozbijało mnie na kawałeczki których nie sposób pozbierać. Dlaczego musiało mi się to stać? I dlaczego obaj na raz? Jeden mógł trochę poczekać to cierpienie rozłożyłoby się w czasie bo podwójny ból jest nie do zniesienia.
-Wsiadasz?- usłyszałam dobrze znany mi, ochrypnięty głos z wnętrza stojącego przede mną samochodu.
- Nie płacz już. Nie był ciebie warty- wysiadł i przytulił mnie.
- Ja na jego miejscu nie pozwoliłbym ci odejść.
_________________________
Krótki trochę kiczowaty ale zadziało się troszeczkę ;)
Mam kilka ogłoszeń:
1. Strzasznie przepraszam ale gimnazjum okazało się nienajłatwiejszą sprawą. Cały czas mam coś do wykucia na pamięć lub szybkiego nauczenia się. Poza tym od września mam dwa instrumenty a w styczniu egzaminy więc dostałam już utwory do przygotowania na egzamin i muszę spiąć tyłek i to porządnie żeby się wyrobić :/
2. Ostatnio straciłam zupełnie chęć na pisanie. Rozdział miałam od dawna w głowie mniej więcej poukładany ale nie umiałam się zebrać żeby to napisać.
3. Nie mam zupełnie motywacji z Waszej strony. Dużo osób czyta mało komentuje co jest bardzo przykre ;( ale cóż... Wasz wybór :(
4. Pisania nie przerwę bo choć ostatnie rozdziały wychodzą kiczowate to wkręciłam się w tą historię i nie chcę zostawić kolejnego opowiadania bez zakończenia.
5. Pisanie mnie odstresowuje i zajmuje mi bardzo dużo czasu co przyda się w najbliższym czasie ponieważ w czerwcu jadę do Wiednia na OTRAT i nie mogę się doczekać a czekanie mnie wykańcza dlatego muszę sobie zająć jakoś tą niewielką ilość wolnego czasu ale chcę też pisać DLA KOGOŚ. Dlatego jak tutaj nie wypali to przeniosę się całkiem na Wattpada ponieważ tam pierwszy rozdział został przeczytany przez dużo osób i dostałam dużo gwiazdek więc być może kontynuacja nie pojawi się tutaj tylko tam.
PRZEPRASZAM ZA LUKĘ W ROZDZIAŁACH ALE NIE DAŁAM RADY I MAM NADZIEJĘ ŻE NASTĘPNE POJAWIĄ SIĘ SZYBCIEJ ;)

Ps. Rozdział nie sprawdzany przepraszam za błędy ;)

środa, 27 sierpnia 2014

Rozdział 17

- Ty..ty mnie kochasz?- zapytałam niepewnie.
- Nie, oczywiście, że nie. Nie spotykam się z dziewczynami.
Ałć, zabolało. I to bardzo.
- A ty?
- Nie wiem. Mam chłopaka ale do ciebie czuję dużo więcej niż do niego.
- Że co? Ty się we mnie zakochałaś?!- zapyt drwiąco.
- Nie wiem! A nawet jeśli, to ciebie i tak to nie obchodzi. Dziwki na jedną noc są dla ciebie nieprzekraczalną granicą co nie?!- z moich oczu wypłynął wodospad łez
- A żebyś wiedziała!!
Wrócił do samochodu i odjechał. Rozpłakałam się na dobre. Weszłam do domu zastanawiając się czemu wcześniej to powiedział. Nie rozumiem tego człowieka. Najpierw piepszy coś o jakimś gangu i nie spuszcza mnie z oka a potem drwi ze mnie i zostawia mnie całkiem samą.
Poprawiłam makijaż i zebrałam się do kupy po czym poszłam się spakować a raczej wrzucić do torby rzeczy do spania, coś na jutro i kosmetyczkę.
Gdy byłam gotowa zrobiłam sobie kawę i rozłożyłam się wygodnie na kanapie oglądając jakiś serial. Nim się obejrzałam Lilly zadzwoniła do drzwi.
- Cześć!
- Siemka
- Płakałaś- stwierdziła przyglądając się mojej twarzy.
- Skąd wiesz?
Popatrzała się na mnie z podniesioną brwią.
- Znowu on?
Tylko skinęłam głową na co mocno mnie przytuliła. Cieszę się, że ją mam. Że mnie wspiera i pomaga gdy wpakuję się w największe gówno.
- Jeszcze oberwie za to co ci robił. Osobiście mu wpierdole.
- Uspokój się. To nie jego wina, że się w nim zakochałam. Ale teraz już nieważne. Niech robi co chce i z kim chce. Jasno dał mi do zrozumienia, że nic do mnie nie czuje więc muszę zacząć żyć.
* Harry
- Bez niego- skończyła mówić i znów się rozpłakała. Podsłuchiwałem tak już dobre kilka minut. I co ja do kurwy nędzy najlepszego zrobiłem?! Nigdy nie skrzywdziłem dziewczyny i nie spodziewałem się, że skrzywdzę dziewczynę, na której naprawdę mi zależy. Ale stało się. Wystraszyłem się, że mnie wyśmieje i stracę swoją reputację ale teraz to ona płacze i zaczyna sobie układać życie jak sądzę z tym całym sukinsynem Leonem. "Dobra, nie ważne. Mam na to wyjebane i wracam do domu." pomyślałem i tak zrobiłem. Tylko problem w tym, że zapomnieć też nie jest tak prosto jak się wydaje....
____________________________
Kurde... wyszedł strasznie krótki, chaotyczny i nudny. Chciałam tylko wyjaśnić wszystko i pokazać tą sytuację z perspektywy obu osób i mam nadzieję, że chociaż to mi się udało. Poza tym przepraszam za tą wielką przerwę ale rozdział w ogóle mi nie szedł a swoją drogą zaczęła się szkoła i nie miałam w ogóle czasu.
I MALEŃKA PROŚBA
proszę każdą osobę, która przeczyta o komentarz. Może być kropka, przecinek COKOLWIEK bo nie wiem czy opłaca mi się tu pisać czy tylko na wattpadzie na którego zapraszam
ILYSM x

sobota, 16 sierpnia 2014

Rozdział 16

Obudził mnie hałas na zewnątrz. Sąsiadom znowu nie odpala auto i krzyczą na siebie nawzajem. Zerknęłam na zegarek.
- 5:30 no ekstra! Wcześniej kłócić się nie dało co nie?! Ohhhh- opadłam na łóżko. Bezskutecznie próbowałam zasnąć ale stwierdziłam, że już nic z tego i poszłam pod prysznic.
Ciepła woda spływająca po moim ciele rozluźniła mnie i zmyła oznaki niewyspania.
Po pół godzinie relaksu ubrałam się, umalowałam i spięłam włosy, po czym poszłam zrobić sobie herbatę i śniadanie. Płatki i owoce zalałam jogurtem i z kubkiem herbaty w drugiej ręce usiadłam przy wyspie. Nie spieszyło mi się w ogóle więc skończyłam jeść o wpół do ósmej. Powoli założyłam moje ukochane vansy i wyszłam klucząc dom. Harry stał oparty o maskę samochodu wyraźnie zniecierpliwiony.
- Cześć- powiedziałam mijając go i siadając na miejscu pasażera. Pisałam do Lilly że nie musi po mnie przyjeżdżać gdy on wsiadł i odpalił silnik. Gdy skończyłam zablokowałam ekran i oparłam głowę o szybę zamykając oczy.
- Nie zamierzasz dziś mówić że nie musiałem przyjeżdżać i sama być dotarła?- zapytał wyraźnie rozbawiony moją zmianą nastawienia.
- Chętnie zostałabym w łóżku bo jestem strasznie zmęczona i nic mi się nie chce ale muszę iść do pracy a potem z Lilly jedziemy za miasto na spotkanie a w ogóle nie mam na to ochoty i najlepsze jest to że nie damy rady wrócić dzisiaj do domu a spanie w hotelu jest o wiele gorsze niż w moim własnym łóżku więc możesz po prostu odstawić mnie do pracy i nie zadawać pytań?- wpatrywał się we mnie nie wiedząc co powiedzieć- proszę??
- Dla ciebie wszystko- uśmiechnął się i skupił na drodze. Znów zamknęłam oczy próbując nastawić się psychicznie na ten długi dzień.
W pracy czas mijał mi dość szybko i zanim się obejrzałam było już przed 4.
"Jeszcze kilku klientów i koniec na dziś"- pomyślałam biorąc notes i długopis z lady. Podeszłam do jedynej nieobsłużonej osoby. Lilly.
- Dzień dobry. Co podać?- uśmiechnęłam się szeroko.
- Małą kawę i ciebie na wynos- uśmiechnęła się przytulając mnie.
- Bardzo śmieszne. Kawa za minutę ja niestety za pięć- posłałam jej smutną minę i poszłam robić kawę. Gdy była gotowa zaniosłam jej na stolik i poszłam się przebrać.
- Jak tam twój ochroniarz?
- Nawet nic nie mów. Nie mogę sama przejść przez ulicę- powiedziałam siadając by zaczekać aż primadonna wypije swoją kawę.
- Ja przecież nic nie mówię. Tak tylko pytam. Wiesz. Muszę znać wszystkie szczegóły.
- Wiesz, że cię nienawidzę?
- Ja cię bardziej- posłała mi buziaka.
- Możemy iść?
- Tak. Zapłacę jutro-powiedziała do Chrisa zbierającego zamówienie stolik obok.
- Skąd mam wiedzieć czy mogę pani zaufać?
- Też cię kocham- przytuliła go. Ja zrobiłam to samo i wyszłyśmy. Przed budynkiem od razu zobaczyłam Harry'ego tradycyjnie opierającego się o maskę.
- Będę u ciebie za godzinę bo nie zdążymy tam zajechać przed nocą.
- Ok. Będę czekać- przytuliłam ją i poszłam do samochodu Harry'ego.
- Cześć.
- Hej.
- Mnie już nie przytulisz?
- Serio ci na tym zależy?
Przytaknął głową robiąc smutną minkę.
- No dobra- przytuliłam go.
- Jak wszyscy przyjaciele to wszyscy.
- Kto powiedział że się przyjaźnimy?
- A kto, że nie?
- Już nic nie mówię.
- I bardzo dobrze- otworzył mi drzwi a gdy wsiadłam zajął swoje miejsce i odjechaliśmy.
- To gdzie jedziecie?
- Na spotkanie z jakąś babką w sprawie studiów.
- Jadę z wami.
- Co? Nie!!!
- Będę po was za godzinę.
- Nie! Nie będziesz decydował o moim życiu i nigdzie z nami nie jedziesz! Czy nie mogę czasami spędzić dobę sama z przyjaciółką?!
- Nie! Wiesz jak jest i...
- Nie nie wiem! Z tego co mi powiedziałeś wiem tylko to, że mogę dostać kulką w głowę lub zostać porwana i zabita w każdy inny sposób i nic więcej do cholery nie rozumiem!!!- zatrzymał się pod moim domem i wysiadłam trzaskając drzwiami.
- Po prostu pozwól się chronić!- wysiadł i poszedł za mną pod dom- kocham cię i nie chcę żeby coś ci się stało czy to jest aż tak kurewsko trudne do zrozumienia?!?!
Odwróciłam się.
- Że co?!?!
________________________________________________________
YAY !!! Mamy następny!!!! Tak wiem, obiecałam go do końca tygodnia i prawie się nie wyrobiłam ale jest! I tak, wiem i przepraszam, że urwałam w takim momencie ale nie chciałam ciągnąć akcji dalej mimo, że rozdział i tak jest krótki. W każdym razie Harry powiedział kilka słów za dużo i ujawnił swoje uczucia...
Ale nie będę Wam spojlerować i wszystko wyjaśni się być może już w następnym rozdziale ;)
ILYSM.x

niedziela, 10 sierpnia 2014

Wattpad

Hej misiaki ;)
Nie  to nie rozdział ;(
W nocy wróciłam z wakacji a rozdział się pisze tylko nie miałam czasu go skończyć ;'(
Chciałam Wam powiedzieć, że Unsafe znajdziecie na Wattpadzie !! ;) Dodałam już prolog i 2 rozdziały więc jeśli ktoś dopiero dołączył do moich czytelników i nie chce mu się nadrabiać tych 15 rozdziałów na raz to tam będą dodawane od początku ;) Tak jak tutaj liczę na komentarze i gwiazdki i do następnego, który zamierzam dodać do końca tygodnia ;)

Opowiadanie na wattpadzie ma tytuł taki jak tutaj Unsafe i możecie go znaleźć pod tytułem lub na moim profilu OlciaXx

                        Kocham Was całym serduchem. x ;)

środa, 9 lipca 2014

Rozdział 15

- Cześć!
- Hej!- wstała i przytuliła się do mnie- kto to ma takie szczęście i podwozi moją siostrę?
- Znajomy. Nikt ważny.
- Ale auto ma......
- Oj nie przesadzaj. Lepiej opowiadaj co tam u ciebie?
Kiedyś byłyśmy na prawdę blisko. Alex była od zawsze moją najlepszą przyjaciółką, a czasami jedyną. Rozmawiałyśmy o wszystkim. Wiedziałyśmy wszystko o swoich życiach miłosnych i towarzyskich. Od pół roku strasznie mi tego brakowało. Miałam co prawda Lilly ale nigdy nie zastąpiłaby mi siostry.

Rozmawiałyśmy kilka godzin dosłownie o wszystkim. Leo dzwonił że jest na miejscu więc kolejne tematy się nasunęły.
Koło północy, gdy zamykali lokal zadzwoniłam do Harry'ego żeby po mnie przyjechał. Po Alex przyjechał tata więc musiałam chwilę poczekać. Cały czas miałam wrażenie, że ktoś mnie obserwuje a gdy wsiadłam do samochodu chłopaka zniknął.
- Cześć. Jak było?
- Dobrze. Dużo mnie ominęło w jej życiu.
- To fajnie.
- Na prawdę nie musisz tego robić. Sama dotarłabym do domu.
- Nie mów tak. Jak bym nie chciał to nie ruszyłbym się z miejsca.
- Na pewno miałeś plany na dziś.
- Tak, miałem. Zawieźć cię do restauracji a potem bezpiecznie odwieźć do domu. Nigdy więcej nie wracajmy do tego tematu. Proszę.....
- Dlaczego nie da się z tobą wygrać?
- Już nieraz ci się prawie udało. Byłaś strasznie wkurwiająca.
- Oh dziękuję ci za komplement.
- Dla ciebie wszystko- uśmiechnął się na chwilę odwracając wzrok od drogi. Chwilę później podjechaliśmy pod mój dom. Zobaczyłam, że jakiś samochód, który widziałam czekając na Harry'ego zatrzymał się ulicę dalej. Teraz zaczęłam się bać. Chciałam jak najszybciej powiedzieć Harry'emu ale nie zrobię tego tu bo pójdzie i zatłucze na śmierć tego gościa.
- Wejdziesz?
- Jest po północy.
- No i co z tego? Mam lody i szafę pełną filmów. Chcesz żebym cię lepiej poznała.....
- No dobra. Ale tylko jeden film.
- Tylko jeden- uśmiechnęłam się szeroko na to, że się zgodził i poszłam otworzyć drzwi.
* Harry
Zgodziłem się zostać na jeden film. Była taka słodka jak prosiła....Nie. Stop. Mam tylko zabić tego chuja i wykonać zadanie. Tylko, że....nie potrafię. Im więcej o niej wiem i spędzam z nią więcej czasu, tym bardziej zależy mi na jej zdrowiu i życiu, tym badziej chcę sprawić żeby była bezpieczna, tym bardziej chcę ją mieć przy sobie. Sam tego nie rozumiem i wiem, że to głupie ale tak jest. Muszę ją chronić i to jest mój cel i zajęcie póki tamci nie odpuszczą. Jest tyle lasek w Londynie a oni musieli chcieć Ashley. I tak mam na głowie swoje zadanie a oni jeszcze komplikują sprawę.
- To co oglądamy?
- A co chcesz?
- Uwielbiam Batmana i Iron-Mana.
- Batman. Mój ulubiony. Włączyła film a ja usiadłem na kanapie. Podała mi pilota a sama poszła do kuchni. Wróciła chwilę później z dwoma pudełkami lodów. Podała mi jedno i zajęła miejsce koło mnie.
- Chyba ktoś mnie śledzi- powiedziała ze strachem w głosie. Prawie wyplułem to co miałem w buzi.
- Co? Kiedy?
- Jak czekałam na ciebie przed restauracją jakiś gość stał niedaleko i mnie obserwował. Potem przyjechałeś i zniknął ale ktoś jechał za nami aż tu, pod dom. Harry, boję się. Powiedz mi o co chodzi- prawie płakała. Musiałem jej powiedzieć chociaż część tego co się dzieje.
- Posłuchaj. Są tacy ludzie, którzy chcą cię mieć.
- Po co?
- Lubią bawić się dziewczynami i zabijać. Szukają okazji żeby cię złapać i zemścić się na nas.
- Że co? Dlaczego się mszczą?
- Nie mogę ci na razie nic więcej powiedzieć.
- To co ja mam teraz robić?
Była roztrzęsiona i ledwo powstrzymywała łzy.
- Pozwól mi cię chronić. Zrobię wszystko zeby nic ci się nie stało. Poprostu mi zaufaj.
- Ufam ci Harry- uśmiechnęła się lekko i przytuliła się do mnie.
***
Ktoś chce mnie gwałcić a potem zabić.
Tylko tyle do mnie dotarło.
Od poznania Harry'ego całe moje życie się zmieniło. Nie jest nudne ani bezpieczne. Wręcz przeciwnie pełne strachu i łez. On sam ranił mnie a teraz chce chronić. Czemu wszystko jest takie popiepszone! Nic się nie klei i nie ma sensu.
- Dlaczego mnie chronisz?
- Co?
- Dlaczego to robisz? Równie dobrze mógłbyś pozwolić mnie zabić i nie robić nic.
Potarł ręką kark i przeczesał dłonią włosy.
- Nie wiem. Sam tego nie rozumiem...po prostu..oh czuję, że muszę cię chronić i zależy mi na tobie i twoim życiu. Nie wybaczyłbym sobie jeśli coś by ci się stało- popatrzał się w moje oczy i pocałował mnie.
Całowaliśmy się dłuższą chwilę aż przypomniałam sobie. Leo.
- Harry ja nie mogę- powiedziałam w jego usta. Odepchnęłam się od niego- ja mam chłopaka!- prawie krzyknęłam.
Odsunął się ode mnie. Trwała niezręczna cisza po czym wstał.
- Zapomnijmy o tym. Nic się nie stało. Będę jutro o 7:30. Zamknij wszystkie okna i wszystkie drzwi. W razie czegoś dzwoń. Dobranoc- mruknęłam ciche "dobranoc" unikając jego wzroku. Na moich policzkach na pewno pojawiły się wielkie czerwone plamy. Zauważył to i nic więcej nie mówiąc wyszedł.
- Dobra Ashley ogarnij się- powiedziałam sama do siebie. Upewniając się, że wszystko jest porządnie zamknięte poszłam pod prysznic i położyłam się spać.

_____________________________
Rozdział nie sprawdzany. Myślę że może być ;)
Komentować, oceniać
Love Ya xx

poniedziałek, 7 lipca 2014

Rozdział 14

Pojechałam do Lilly oddać jej samochód. Jak zwykle zasiedziałam się u niej. Wyszłam po kilku godzinach jak stwierdziłam, że zaczyna robić się ciemno.
Dotarłam do domu. Na podjeździe stał czarny Camaro i oparty o niego....Harry. Ile on ma do cholery samochodów?
- Idź stąd. Dlaczego w ogóle tu jesteś?
- Witaj, ciebie też miło widzieć.
Przeczesałam ręką włosy.
- Dobra powiedz mi czego chcesz i idź już- weszłam do mieszkania zostawiając otwarte drzwi. I tak by wszedł więc czy zostawiłam otwarte czy bym zamknęła żadna różnica. Usiadłam na kanapie czekając aż zrobi to samo.
- Więc?- zapytałam gdy zajął miejsce obok mnie.
- Dlaczego mnie nie lubisz?
- Że co?
- Dlaczego mnie nie lubisz?
- A dlaczego miałabym? Nie znam cię dobrze ale słyszałam dużo na twój temat a przynajmniej wystarczająco żeby móc cię nie lubić.
- Ludzie nie mówią prawdy. Nie jestem taki jak w tych opowieściach.
- Skąd mam mieć pewność, że mogę ci wierzyć?
- Nie musisz mi wierzyć. Sama możesz się o tym przekonać.
- Jak?
- Normalnie. Będę jutro o 15- wstał z kanapy i wyszedł zamykając drzwi. Chwilę potem przez otwarte okno usłyszałam jak odjeżdża.
- Co to było do cholery?- powiedziałam sama do siebie. Zrobiłam sobie herbatę i usiadłam w ogrodzie.
Postanowiłam zadzwonić do siostry.
- Halo?
- Siemka młoda. Co tam?
- A nic. Siedzę w domu i nie mam nic do roboty.
- Spotkajmy się w centrum na kawie. Dużo straciłyśmy przez te pół roku.
- Jasne. To za godzinę?
- Tak. Do zobaczenia- rozłączyłam się. Dawno nie rozmawiałam z nią jak siostra z siostrą i bardzo mi tego brakowało. Ucieszyłam się na spotkanie tym bardziej, że spotkamy się pierwszy raz od dawna sam na sam, bez rodziców i będziemy mogły normalnie porozmawiać.
Skończyłam moją herbatę po czym ubrałam się w jeansy, bluzkę i brązowy sweter. Włosy związałam w kucyk i wyszłam z domu. Robiło się ciemno bo było już po 9 ale w miarę ciepło jak na wiosenny wieczór.
- Co robisz poza domem o tej porze?
- A dlaczego mnie śledzisz?- próbowałam przyśpieszyć kroku ale chłopak szedł koło mnie cały czas- nie masz nic innego do roboty?
- Nope... Odpowiesz na moje pytanie?
- Idę do centrum na kawę z siostrą.
- O 9 wieczorem?
- A co w tym złego?
- Ktoś może cię skrzywdzić.
- Za chwilę będę na miejscu więc nic mi się nie stanie.
- Nie kłam. Jeszcze dobre pół godziny drogi przed tobą. Podwiozę cię.
- Nie musisz ja...
- Zawiozę cię i koniec. Chciałaś mnie lepiej poznać czyż nie?
- A co to ma do rzeczy?
- W samochodzie człowiek szybciej otwiera się przed kimś.
- No dobra....- poszłam za nim. Wsiadłam do czarnego Range Rovera.
- Czemu jesteś taka zimna i oschła?
Zdziwiłam się ale po chwili zdałam sobie sprawę że ma rację. Patrzę na niego z perspektywy tego co ludzie mówią zamiast dowiedzieć się jak jest naprawdę. On się stara zdobyć moje zaufanie a ja nawet nie daję mu takiej szansy.
- Naprawdę cię przepraszam. Zachowuję się jak ostatnia suka zamiast spróbować ci zaufać. Możemy zacząć jeszcze raz?- podałam mu rękę. Uścisnął ją a na jego twarzy smutek zastąpił szeroki uśmiech.
- Jestem Ashley Stone. Miło mi cię poznać.
- Harry Styles. Mi równiesz jest miło panią poznać. Gdzie szanowna pani sobie życzy?
- Do centrum poproszę- zaczęłam się śmiać, co zielonooki odwzajemnił tym samym.
- Więc ile masz lat?
- 20. Ty 18 prawda?
- Skąd wiesz?
- Takie rzeczy się wie. Wiem też, że za 3 tygodnie masz urodziny a twojego chłopaka nie będzie w kraju i nawet do ciebie nie zadzwoni bo nie ma o nich bladego pojęcia.
- Nic mu nie mówiłam. Nie chcę żadnych prezentów ani żeby odkładał swoje plany z powodu moich urodzin. Poza tym nie jesteśmy razem tak długo by musiał o nich pamiętać.
- My znamy się od- spojrzał na zegarek- pięciu minut....
- Wróć, od kilku miesięcy......
- Ale rozmawiamy normalnie pierwszy raz a ja już wiem o twoich urodzinach i pamiętam o nich cały czas.
- Ale na pewno nie wiesz o nich ode mnie. A od niego nie wymagam pamiętania o tym.
- Ale w głębi duszy będzie ci przykro jeśli nawet nie zadzwoni...
I kolejny raz ma rację.
- Dobra zmieńmy temat. Masz pracę?
- Pracuję w wydawnictwie. Czytam rękopisy.
- Ale na pewno to nie jest twoje jedyne źródło zarobków.
- Masz rację ale nie rozmawiajmy teraz o tym.
- Dlaczego?
- Nie chcę żebyśmy znowu byli w punkcie wyjścia.
Nic już nie powiedziałam. Nie chciałam znów zepsuć tego "czegoś" czymkolwiek to jest, co udało nam stworzyć.
- Zadzwoń jak będziesz chciała wracać do domu- zatrzymał się przed restauracją w której byłam umówiona z Alex.
- Ale ja przecież...
- Nie. Będzie późno i nie chcę żeby coś ci się stało.
- Ale ty masz swoje życie. Nie możesz cały czas mnie pilnować.
- Dlaczego?
- Masz swoich znajomych i na pewno mnóstwo rzeczy do roboty zamiast robienia za mojego szofera.
- Moi znajomi są naszymi znajomymi. Badzo cię polubili i czekają na następne spotkania. Poza tym nie, nie mam nic do roboty a muszę cię chronić.
- Dlaczego?
- Ugh proszę. Powiem ci innym razem tylko obiecaj mi że jak będziesz gdzieś wieczorem szła albo cokolwiek będzie nie tak lub będziesz miała nawet najgłupsze wrażenie że coś się stanie dzwoń do mnie. Nie ważne o jakiej porze dnia czy nocy. Obiecasz mi to???
Co to miało być? Co do kurwy nędzy może mi się stać?
- Tak jeśli ty obiecasz, że powiesz mi co się do cholery dzieje?
- Dobrze ale nie teraz. Zadzwoń jak skończycie. Będę u Liama niedaleko.
- Spoko, cześć- wyszłam z auta i poszłam do stolika przed lokalem gdzie siedziała moja siostra.
________________________
Czytasz=Skomentuj ;)

środa, 2 lipca 2014

...

A więc tak...
1.  Druga część 13 rozdziału jest prawie gotowa. Zamierzam ją dodać do końca tygodnia. Nie udało mi się skończyć jej wcześniej bo próbuję dostać się do gimnazjum a to, niestety, jest ważniejsze niż pisanie ;(

2. W wakacje będę pisać kiedy tylko będę mogła i nie będę mogła czyli ogólnie cały czas. Wyjeżdżam prawdopodobnie dopiero pod koniec lipca a gdy wrócę jadę gdzieś indziej więc w sierpniu nie będzie mnie za bardzo w domu. Na szczęście istnieje internet w telefonie więc leżąc na plaży na pewno będę coś tworzyć.

3. Jest mi strasznie przykro, że tylko 1 lub 2 osoby komentują. Udostępniałam bloga gdzie się dało i nie wierzę, że nikt nie zobaczył albo przeczytał opowiadania. Poza tym widzę ile osób wchodzi i czyta poszczególne opowiadania i nie komentuje. Inni blogerzy wiedzą jak to jest gdy nie ma się komentarzy na blogu. Dlatego kolejny raz proszę o komentarze. Wiem, że jestem już nudna, piszę ciągle o tym samym itp, itd ale tak jest. Ja nie mam motywacji więc Wy nie macie często rozdziałów. I tak będzie.
brak komentarzy = brak rozdziałów ;(

A teraz kończę moje nudne monologi i kończę ten rozdział a Was proszę o komy i udostępnianie opowiadania (jeśli chcecie i Wam się podoba)
Love yaaa xx

środa, 25 czerwca 2014

Rozdział 13 cz. II

-Ashley!!! Co z tobą? Nie odbierałaś telefonów, nie odpisywałaś a ja się martwiłam! Myślałam już, że coś ci zrobił?- Lilly wbiła do mojego domu. Usiadłam na kanapie a ona chodziła niespokojnie po pokoju bie umiejąc się uspokoić.
- Dobra ale weź się uspokój i mów powoli o co chodzi. Kto miał mi coś zrobić?
- Ten skurwiel który prawie rzucił się na chłopaków.
- Kiedy? Dlaczego chciał ich pobić? O czym w ogóle mówisz?- wypuściła głośno powietrze i usiadła obok mnie.
- Wczoraj Harry był na tej imprezie co wy. My też byliśmy chwilę ale poszliśmy na domówkę. Zanim wyszliśmy zobaczył was na parkiecie i wkurwił się jak nigdy. Potem podszedł do nas i zapytał kim jest ten chłopak. Jak chłopaki powiedzieli, że jesteście razem i, że Leo o wiele bardziej na ciebie zasługuje chciał ich uderzyć ba, rzucił się na nich ale go powstrzymałam. Ashley on go zabije!!!- potrząsnęła mną. Wtedy dotarło do mnie kim on naprawdę jest. Jest niebezpieczny i groźny. Kto wie, może nawet zabija za pieniądze.
Gdy tylko o tym pomyślałam zrobiło mi się słabo. Byłam na kolacji, imprezie i jechałam samochodem z kryminalistą! Come on!!!!!
- Muszę do niego jechać. Jest w pracy i Harry na pewno juź tam jest- zerwałam się z miejsca. Pobiegłam po torbę, założyłam moje miętowe Vansy. Gdy wybiegłam przed dom Lilly odpalała silnik swojego samochodu.
Gdy dojeżdżałyśmy do kawiarni zobaczyłam to, czego się bałam. Chłopak z burzą loków, którego chciałam od dawna pozbyć się z mojego życia właśnie wchodził do budynku.
- Wysadź mnie tutaj.
- Czekaj zaparkuję.
- Wysadź mnie i znajdź miejsce. Potem może być za późno- zatrzymała się przy krawężniku. Wyskoczyłam jak oparzona i pobiegłam do kawiarni. Wparzyłam przez drzwi w momencie, w którym Harry walnął z pięści mojego chłopaka. Wszyscy próbowali go powstrzymać ale był po prostu zbyt silny.
- Harry!- podbiegłam do niego- Harry, uspokój się!!
Odwrócił się do mnie. Leo nieprzytomny zsunął się na ziemię.
- Co to miało być?!- po moim policzku spłynęło kilka łez.
- Ashley to nie t...
- Tak. To tak Harry. Nie potrafisz po prostu dać spokój? Dlaczego to robisz? Jaki cel masz w ciągłym pojawianiu się w moim życiu a teraz bijesz mojego chłopaka?!?!?!
- Twojego chłopaka?!
- Tak. Ja i Leo jesteśmy razem. Nie zabronisz mi tego. A teraz po prostu stąd idź.
Nic więcej nie powiedział. Kopnął stół i wyszedł. Dobrze, że był remanent i nikogo nie było w lokalu. Szef by mi tego nie wybaczył.
- Leo, żyjesz?- podeszłam do siedzącego już chłopaka. Chris ma skończony kurs pierwszej pomocy i nie było potrzeby wzywać karetki.
- Tak. Jest ok.
- Przepraszam za niego. Widział nas w klubie i wpadł w szał.
- Czemu mi nie powiedziałaś, że tam był?
- Dowiedziałam się dzisiaj od Lilly. Nie powinno go tam być bo w piątki siedzi na domówkach. A tu bum szakalaka i Harry wkurwiony zabija wszystkich po kolei- uśmiechnęłam się lekko a on odwzajemnił tym samym.
- Dobra trzeba pracować. Wracasz do domu?
- Nie. I tak za dwie godziny kończysz a mam cię odwieźć na lotnisko.
- No tak

- Masz wszysko?- zamknęłam auto, które pożyczyłam od Lilly.
- Tak- poszliśmy do bramek. Po załatwieniu wszyskich formalności musiał iść na odprawę.
- No to widzimy się za miesiąc.
- Tak, będę tęsknić.
- Ja też. Zadzwonię jak wylądujemy.
- Będę czekać- przytuliłam go i... pocałowałam. Już nie raz próbował ale nie pozwalałam mu na to. Teraz, gdy nie będzie go miesiąc chcę, aby wiedział, że mi na nim zależy.
Trochę się zdziwił ale odwzajemnił pocałunek. Przerwał nam głos megafonu oznajmiający ostatnie 10 minut odpraw.
- Muszę iść.
- Jasne. Papa- ostatni raz go przytuliłam i widząc jak znika za bramkami wróciłam do samochodu.

__________________________
Tak jak obiecałam jest rozdział. Czekam na Wasze opinie ;)

Czytasz-Skomentuj

wtorek, 17 czerwca 2014

Rozdział 13 cz. I

- Hej! Gotowa?
- Cześć, tak- zamknęłam dom i poszłam za nim do jego samochodu.
- To gdzie jedziemy?
- Do klubu w centrum. Chyba, że nie chcesz...
- Nie jest ok- uśmiechnęłam się lekko. Szczerze, to nie miałam ochoty na żadną imprezę ale nie chciałam zrobić mu przykrości. Więc mimo wolnie poszłam do klubu.
***
Bawiliśmy się dobrze. Może nie był to szczyt marzeń ale było ok. W pewnym momencie miałam wrażenie, że w tłumie osób widziałam Harry'ego ale po przemyśleniu "za i przeciw" stwierdziłam, że on w piątki nie bawi się w klubach a flirtuje  przypadkowymi laskami na domówkach. Szybko odsunęłam od siebie myśl, że widział mnie z Leo na parkiecie i bawiłam się dalej.

- Dzięki za wieczór. Było świetnie.
- To ja dziękuję tobie- szepnął mi do ucha i pocałował mnie. Nie odwzajemniłam pocałunku. Czułam się...dziwnie. Stałam jak wryta nie wiedząc co zrobić. Odsunął się ode mnie patrząc mi w oczy. W błękicie jego tęczówek zobaczyłam zdziwienie i...żal? Wyglądał na zmartwionego i zdziwionego. Szepnęłam ciche "przepraszam" i weszłam do domu. Czułam się strasznie. Jesteśmy ze sobą już jakiś czas a gdy spóbował mnie pocałować po prostu uciekłam.
- Chore!- krzyknęłam i podniosłam się z ziemi. Poszłam pod prysznic. Po drodze wzięłam z pokoju piżamę i zamknęłam się w łazience.
Ciepła woda spływająca po moim ciele działa na mnie kojąco. Przesunęłam głowę pod gorący strumień żeby się zrelaksować. Nie zadziałało aż tak, jakbym tego chciała ale mimo wszystko wystarczająco. Wyszłam susząc włosy ręcznikiem. Alkohol, którego w porównaniu z innymi imprezami, nie było we mnie dużo wyparował z mojego ciała pozostawiając po sobie lekki ból głowy i zmęczenie.
Na telefonie zobaczyłam nieodebrane połączenie od Lilly ale nie miałam siły dzwonić. Miała być też na tej imprezie ale chyba nie przyszła bo znając życie pierwsza bym wiedziała o jej przybyciu. Postanowiłam zadzwonić do niej jutro i położyłam się spać.
_______________________________
Wiem, wiem, wiem....
1. Dawno mnie nie było
2. Rozdział krótki jak cholera
3. Nic się nie dzieje
4. Miało mnie nie być do końca roku........
Ale mimo wszystko jestem!!!
Dziś tylko pół rozdziału bo niedawno wróciłam z egzaminu i nie miałam czasu ani weny na pisanie.
Ogólnie jestem bardzo niezadowolona z tej części rozdziału ale może Wam się spodoba.
Ale życie toczy się dalej! 
Trzeba iść do przodu i ruszyć dupę do następnego rozdziału, który (w zależności od weny i komentarzy) mam nadzieję jeszcze w tym tygodniu ;)
LOVE YAAAAA ;*

niedziela, 15 czerwca 2014

Rozdział 12

Od kłótni z Harrym na imprezie minęły trzy tygodnie. Vicki stała się naszą przyjaciółką i spędzamy w trójkę mnóstwo czasu. Z Harrym od tego czasu się nie widziałam. Ale to nawet lepiej. Nie potrafię mu wybaczyć tego co mi zrobił.
A Leo?
Kilka dni po feralniej imprezie zaprosił mnie na randkę. Na jednej się nie skończyło a wczoraj zapytał się mnie czy chcę z nim być. Zdziwiłam się ale nie miałam powodu odmówić. Więc...mam chłopaka!! JEJ!!! Dawno nie czułam się tak jak teraz. Jestem...szczęśliwa? Zachwycona? Lub po prostu czuję się fajnie i.....normalnie. To dziwne bo zawsze myślałam, że miłości towarzyszy jakieś wyjątkowe uczucie. Coś wspaniałego, niesamowitego albo ekscytującego. Coś, o czego istnieniu nie ma się pojęcia, póki nie jest się zakochanym. A tu? Nic. Pustka. Normalność. Żadna rewelacja.
- To co dzisiaj robimy?
- Nie wiem.
- Może kino?
- Z chęcią- uśmiechnęłam się, gdy puścił moją dłoń by wyciągnąć telefon.
Po wybraniu filmu poszliśmy do kina. Zapłacił za bilety. Na początku chciałam ja to zrobić, przynajmniej za siebie ale nie uległ. Wybraliśmy jakiś film i poszliśmy na salę.

***
- Wybierzemy się gdzieś wieczorem?
- Dzisiaj nie dam rady. Jadę do rodziców na kolację- wyszliśmy z pracy. Odprowadzał mnie prawie codziennie.
- Ohh szkoda. Wyjeżdżam na miesiąc za dwa dni.
- Zupełnie zapomniałam. Przepraszam.
- Nie. Nie ma sprawy.
- Jutro możemy iść na imprezę. Nie mam żadnych planów.
- To świetnie.
- Wrócisz dopiero za miesiąc?
- Tak. Muszę załatwić kilka rzeczy w NY przed wyjazdem na studia.
- Oh. No tak- straciłam humor. We wrześniu oboje wyjeżdżamy. On do Nowego Jorku ja do Manchesteru. Nie wiem czy jeszcze się zobaczymy i czy nasz związek w ogóle będzie miał sens ale narazie muszę cieszyć się chwilą i nim. Póki jeszcze go mam...
Dotarliśmy do mojego domu.
- Czyli jak? Widzimy się jutro w pracy?
- Tak. Do zobaczenia- przytuliłam go i weszłam do domu. Od razu mój telefon zaczął wibrować. Lilly.
- Hej! Co się stało?
- Ashley on was widział! Jest porządnie wkurwiony i jedzie do ciebie!!!
- Ej ale spokojnie. Kto?
- Harry, tuku!!!!
- Kurwa!
- No właśnie. Za moment u ciebie będę. Może uda mi się przed nim...
- Nie Lilly. Nie możesz przyjść. Będzie jeszcze bardziej wkurzony i może się to źle skończyć.
- Racja ale zadzwoń jak tylko wyjdzie.
- Oczywiście, że zadz....- ktoś zaczął walić w drzwi.
- Dobra kończę.
- Pamiętaj o telefonie do mnie.
- Jasne. Cześć- rozłączyłam się i podeszłam do drzwi. Otworzyłam je a jego ręka zatrzymała się centymetr przed moją twarzą.
- Czego chcesz?
- Dlaczego ten kutas trzymał cię za rękę? Dlaczego odprowadził cię do domu. Dlaczego, do kurwy nędzy bez przerwy robisz mi na złość i doprowadzasz mnie do szewskiej pasji???!!!!!
- A co cię to obchodzi? Zostawiłeś mnie na imprezie trzy tygodnie temu. Flirtowałeś i robiłeś rzeczy, o których nawet nie chcę wiedzieć z przypadkowymi laskami, gdy ja siedziałam nie wiedząc co z sobą zrobić wśród twoich znajomych. Gdyby nie Vicki i Liam byłabym zupełnie sama na imprezie, na którą przypominam to ty mnie zaprosiłeś!!!- odpowiedziałam na prawie jednym tchu- A ten "kutas" który trzyma mnie za rękę i odprowadza mnie do domu to Leo, mój chłopak!!- jego oczy miały wielkość pięciozłotówek w odpowiedzi na moje słowa- coś jeszcze chcesz wiedzieć?!
Otworzył usta ale nie powiedział nic. Wrócił do auta i odjechał. Trzasnęłam drzwiami i opierając się o nie zjechałam na podłogę. Po prostu rozpłakałam się.
Ostatnie trzy tygodnie były przerwą w ciągłym płaczu, bólu i złości. Gdy tylko znów pojawia się w moim życiu, wszystko zaczyna się od początku. Ból i płacz powracają a złość, którą duszę w sobie wypływa na wierzch gdy przypominam sobie co mi robi. To dzieje się zdecydowanie za często a ja nic nie mogę na to poradzić. Tylko dlaczego to robi? Nic mu nie zrobiłam. Trzymałam się od niego z daleka choćby ze względu na opinię o nim, krążącą między ludźmi. A on tak nagle pojawił się, zadał mi mnóstwo bólu i płaczu, po czym zniknął na trzy tygodnie by pojawić się znów i zniszczyć to, co udało mi się odbudować.
- Lilly?
- Ash co się stało?
_____________________________
Jestem znów!!!
Nie było zakończenia roku ale...no cóż. Jest dużo wyświetleń ale mało komentarzy. Nie będę Wam ściemniać, mimo Waszej niechęci do komentowania kocham Was bardzooooooo i nie potrafię nie pisać ;) Cieszę się jeśli jest Was chociaż kilka osób a jeśli Wam się podoba to mam nadzieję na kilka komentarzy. Możecie też udostępniać bloga na TT albo FB lub co tam jeszcze macie. Jeśli chcecie. Uwielbiam pisać, miejąc świadomość, że piszę "DLA KOGOŚ" więc każdy czytelnik jest na wagę złota ;)
Nie wiem kiedy następny. Zacznę go na pewno już za chwilę i jeśli uda mi się go skończyć przed weekendem to go dodam. W poniedziałek mam ważny egzamin i muszę ćwiczyć na okrągło przez weekend.
No to na tyle o mnie.

Ash znowu płacze!!!!!! Ja nie wiem dlaczego zawsze tak to się kończy. Na szczęście ma Leo. YAY są razem!!! Sama jestem ciekawa jak długo uda im się być parą.
Piszę o czymś co zależy ode mnie. Naprawdę jest ze mną coś nie tak ;) Kończę na dziś zanim za dużo napiszę i zepsuję akcję z kilku następnych rozdziałów.
Do zobaczonka ;* Xxx

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Rozdział 11

- Dziękuję zo to co dla mnie zrobiłeś.
- Nie ma sprawy. Harry to trudny typ.
- Zauważyłam- w tym momencie dotarliśmy do czekającej przy taksówce dziewczyny.
- No nareszcie. Ileż można?!
- Sorry. Problemy...no wiesz.
- Taaa jasne- powiedziała nachylając się między nas- ja wiem ale ten typ widocznie ma problem ze zrozumieniem zdania "już idą"- szepnęła i zaczęła się śmiać.
- Ile jeszcze mam czekać gówniaro?!- powiedział gościu siedzący w naszej taksówce.
- Uważaj kurwa na słowa i nie nazywaj mojej dziewczyny gówniarą, dotarło?- krzyknął mu w twarz. Posłałam im spojrzenie "WTF?".
- Potem ci wyjaśnię- powiedziała ledwo słyszalnym głosem chwytając Liama za rękę i ciągnąc mnie za sobą.

- Co to było?- powiedziałam gdy wyszliśmy z auta. Stwierdzili, że nie zamierzają dłużej okazywać sobie czułości i z mojej ulicy wrócą piechotą.
- Wkurzył mnie.  Zawsze tak robimy kiedy ktoś źle traktuje albo mówi coś obraźliwego na dziewczyny.
- Ale kurwa bez przesady! Myślałam, że zwymiotuję słysząc te durne, słodkie słówka.
- Wpadniesz jutro do mnie do pracy? Postawię ci kawę.
- Spoko a potem impreza!!!
- Tak. Lilly się ucieszy na twój widok.
- Ej dobra wy się umawiajcie a ja spadam. Do zobaczenia!- przytulił nas obie i odszedł. Mimo tego kim był on i jego kumple wydawał się całkiem normalnym człowiekiem. Gdyby nie liczne tatuaże zdobiące jego umięśnione ciało powiedziałabym nawet, że może studiować medycynę albo prawo lub zakuwać nocami jedno i drugie.
- Czyli widzimy się później?
- Jak później?
- Jest po pierwszej kochana.
- Aaa spoko- przytuliłam ją- papa.
- Cześć.
Weszłam do domu a ona zniknęła w mroku ulicy.
***
- Hej jak tam wczoraj?
- Spoko. Nie obrazisz się jak dołączy dzisiaj do nas Vicki?
- Znajoma Harry'ego?
- Taa ale nie mówmy o nim. Nie ma przyjaciółek swojej płci i zaprosiłam ją. Jest spoko.
- To fajnie. A jak Leo?
- A jak ma być? Czemu się mnie pytasz?
- No bo wieszzzzz. Tak się na ciebie patrzał......
- Ohhh skończ już. Jesteś straszna.
- Wmawiaj sobie Ashley.
- Nie mów do mnie pełnym imieniem. Wiesz jak tego nienawidzę.
- Też cię kocham Ashley.
- Ugh. Okropna jesteś.
- Taki mój urok- puściła mi oczko wychodząc z auta. Leo już był w środku. Jego auto stało na parkingu. Gdy weszłyśmy do kawiarni wszystkie stoliki były czyste a on stał wycierając filiżanki.
- Hej! Długo jesteś?
- Z pół godziny. Chciałem sam spróbować to ogarnąć i wreszcie nauczyć się gdzie co jest.
Wszyscy zaczęliśmy się śmiać.
- Dobra. To my się przebierzemy i otwieramy.
- Spoko.

______________________
Heloł kochani!!!!! Oceny wystawione więc wracam z 11 rozdziałem.
Jest bardzo krótki ale nie chciałam ciągnąć akcji dalej.
Mam nadzieję, że mimo to się podoba.
Następny prawdopodobnie dopiero po zakończeniu roku ;(
Tak wiem, że to długo ale mam egzaminy i dwa koncerty więc muszę wziąść się w garść. Poza tym jeśli nikt nie komentuje albo jest to jedna lub dwie osoby (za co swoją drogą strasznie dziękuję Xx) nie wiem czy ma sens dodawać wcześniej ;(
Przypominam Wam o akcji w związku z OTRAT na TT.
Tutaj macie linka 
http://www.twitlonger.com/show/n_1s1vvdk
Wszystko tam jest napisane. I najważniesze:
Udostępniajcie, wklejajcie i piszcie o tym gdzie się da. To naprawdę strasznie ważne.
Musi nam się udać.
KOCHAM WAS!!!!!!!!!!!!! <3 ;* ;) Xx

niedziela, 1 czerwca 2014

Rozdział 10

Dotarliśmy na jakieś blokowisko za miastem.
- Domówka?
- Taaa. W piątki w klubach niezły tłok- wyszliśmy z auta. Zaprowadził mnie do jednej z klatek schodowych a potem weszliśmy przez otwarte drzwi. Muzyka dudniła w moich uszach już od momentu wyjścia z auta.
Dotarliśmy do pomieszczenia przypominającego salon. Na kanapie siedziała grupa ludzi. Oprócz czwórki, którą znałam siedziały tam dwie dziewczyny, blondynka i ruda oraz chłopak. Od razu zwrócili swoją uwagę na nas.
- Hej stary! Jak nowa laseczka? -Zamknij mordę Josh- wysyczał na chłopaka z bląd włosami, mnóstwem tatuaży i kolczykiem w wardze.
- Hej! Jestem Vicki- blondynka wstała i podała mi rękę. Uśmiechnęłam się do niej. Wydaje się strasznie miłą osobą. Usiadłam obok niej. Druga dziewczyna nie odezwała się do mnie. Pogramiała wzrokiem moją osobę jakby chciała mnie zabić.
- To jest Amber. Nie będzie dla ciebie miła bo przyszłaś z Harrym. Przeleciał ją kiedyś raz czy dwa ale ona chce więcej i nie potrafi pogodzić się z tym, że on jej nie chce- powiedziała mi na ucho.
- I jak stary? Załatwiłeś?
- Nawet mnie nie wkurwiaj i zamknij ryj.
- Chodź na chwilę- Josh, Louis i Niall, przed chwilą poznałam ich imiona, wstali i oczekiwali tego od Harry'ego. Nie wiedziałam o co chodzi. Co miał załatwić?
- Nie.
- Nie bądź chujem i chodź do kuchni jak ci mówię- coraz mniej mi się podoba sposób bycia i słownik tej grupy. Wstał a zanim poszedł popatrzał się błagalnie na Vicki i złowrogo na Amber.
- Załatw drinki dla wszystkich- Powiedział jej Niall.
- Chyba cię poj...
- Idź po drinki do jasnej cholery!- wykrzyczał jej w twarz- Zayn idź z nią. Harry, Josh, Louis do kuchni, Liam zostajesz z nimi- skończył po czym zniknęli w drzwiach.
- To...miło mi cię poznać- chłopak uśmiechnął się.
- Mi też.
- Dobra Liam. Nie zanudzaj. Idziemy po coś do picia? Nam ta jędza na pewno nie przyniesie.
- Mi nie ale czemu tobie?
- Nie lubi mnie. Harry wolał kochać się ze mną a nie z nią więc byłam jej przeszkodą. Potem ja mu się znudziłam ale ona po roku jest dalej ofochana.
- Aha...- no cóż. Muszę się przyzwyczaić, że prawie wszystkie dziewczyny z imprez zostały przez niego zaliczone. Oprócz mnie. Idąc za Vicki zobaczyłam Harry'ego z jakąś laską popijających drinki.
- Zaraz skończą w sypialni. Chodźmy stąd!- podała mi kubek. Wypiłam całą jego zawartość. Gdy zobaczyłam go z tą dziewczyną poczułam coś dziwnego. Można powiedzieć, że nawet mnie to zabolało. Chciałam teraz o nim zapomnieć. Zabawić się jak na każdej imprezie i zapomnieć jak widok jego z inną mnie rani.
- Wygląda na to, że zaprosił mnie na tą imprezę i zostawił samą.
- Nie przejmuj się. Masz mnie i Liama a myślę, że reszta też cię lubi- podała mi następny kubeczek- chodźmy może już wrócili.
Zaciągnęła mnie z powrotem i chwilę później znów siedziałyśmy na tej kanapie. Harry'ego nie było. Już się przyzwyczaiłam.
- Dobrze, że cię poznałam. Wreszcie mam przyjaciółkę swojej płci. Może wyskoczyłybyśmy jutro razem na zakupy albo coś?
- Umówiłam się z przyjaciółką- zobaczył smutek na jej twarzy- możesz iść z nami. Na pewno się dogadacie.
- Jeśli jest taka jak ty a nie jędzowata jak ona to na pewno- wszyscy ze mną włącznie zaczęli się śmiać a Amber fuknęła pod nosem i obrażona siedziała na swoim miejscu. Gdy wszyscy zajęci byli rozmową poszła gdzieś ale nikt nie zauważył braku jej obecności.

Koło pierwszej w nocy miałam już dość. Harry'ego dalej nie było co porządnie mnie wkurzyło.
- Zamawiam taksówkę. Bierzesz się z nami?
- Kto jedzie?
- Ja i Liam. Reszta zostaje jak zwykle do rana.
- Aha spoko. Mogę jechać.
Zebraliśmy się i ruszyliśmy w stronę wyjścia. Vicki poszła czekać na taksówkę na zewnątrz chwilę temu.
- A ty gdzie do cholery się wybierasz?- usłyszał głos za sobą. Pan Styles sobie o mnie przypomniał.
- Wychodzę ale ciebie to chyba nie obchodzi. Wróć do swojej dziuni i nie przejmuj się mną.
- Coś ty kurwa powiedziała?
- To co usłyszałeś, zostaw ją.
- Ty Liam nie wtrącaj się i nie wkurwiaj mnie po raz kolejny. A ty tu zostajesz i wracasz ze mną.
- Chyba coś ci się pomyliło.
- Zostajesz.
- Ona chce wrócić z nami zrozum to wreszcie.
- Odpierdol się od niej. Jeśli chcę żeby została to tak będzie- wkurzał się coraz bardziej.
- Ja w ogóle nie wiem po co zaprosiłeś mnie na tą imprezę jak i tak po kilku minutach zostawiłeś mnie i zniknąłeś na pół nocy. Po co byłam ci ja?
- Nie wiem. Nie wiem kurwa nie powinienem cię brać. To był błąd. I tak skończyłoby się to tak jak się skończyło i miałem przyjechać tutaj sam!
Rozpłakałam się i patrzałam na niego z niedowierzaniem.
- I widzisz co narobiłeś? Do czego doprowadziłeś? Chodź, idziemy stąd- Liam obiął mnie ramieniem.
- Spróbuj ją dotknąć. Chociaż kurwa palcem a zabiję cię. Przypominam ci, że przyszła tu ze mną.
- A wychodzę z nim i Vicki. Gdzie masz problem? Przecież i tak moje przyjście tu było błędem co nie? Nie mam zamiaru tu zostać Harry i zrozum to. Nie potrafię patrzeć jak osoba, która zaprosiła mnie na imprezę i jeszcze chwilę temu śmiała się ze mną w aucie teraz flirtuje z przypadkową dziewczyną i ma mnie centralnie w dupie!- wybuchnęłam. Jego oddech trochę się uspokoił a mięśnie rozluźniły się.
- To nie tak ja...
- Przepraszam- szepnęłam nie powstrzymując łez płynących po moich policzkach i razem z Liamem wyszliśmy z tego okropnego miejsca.

sobota, 31 maja 2014

Rozdział 9

Obudziło mnie walenie i dzwonienie do drzwi. Zaspana zeszłam na dół.
- O co cho...- tylko tyle udało mi się powiedzieć, gdy wszedł do mieszkania spychając mnie na ścianę.
- Co z tobą do cholery jest nie tak? Dzwonię, piszę, zapchałem ci chyba całą skrzynkę głosową a ty nic. Czemu mnie ignorujesz? Czemu tak cholernie chcesz pokazać jaka odważna jesteś doprowadzając mnie do złości? Czemu nie potrafisz odebrać pierdolnego telefonu albo odpisać na sms'a?
- Już powiedziałam ci wszystko co miałeś ode mnie usłyszeć. Czego jeszcze chcesz? Kolejny raz doprowadzić mnie do płaczu?- uspokoił się. Przynajmniej nie jest taki wściekły jak przed chwilą.
- Więc co chciałeś mi tak koniecznie powiedzieć.
- Przepraszam tak? Powiedzieć kurwa przepraszam i zaprosić cię na imprezę.
- Ale jak chcesz na mnie krzyczeć i obudzić wszystkich wokoło, którym o 6 rano dane jest jeszcze spać to możesz po prostu sobie iść.
Jego oddech stał się równy i spokojny. Zamknął na chwilę oczy wypuszczając głośno powietrze po czym zaczął patrząc na mnie.
- To jak będzie?
- A dlaczego miałabym z tobą iść?
- Kochanie. Oboje wiemy, że tego chcesz.
Chcę tego? Sama już nie wiem. Moja podświadomość krzyczy żebym się zgodziła ale cała reszta mnie wie jak to się skończy. Nie chcę kolejny raz płakać ale też może być fajnie.
- Dzisiaj o 20. Ubierz się w coś ładnego- szepnął mi do ucha. Ciepłe powietrze z jego ust sprawiały, że przez moje ciało przepłynęła fala przyjemnych dreszczy. Przygryzł delikatnie skórę mojej szyi i wyszedł, zostawiając mnie, samą ze swoimi myślami.
Nie wiem co się ze mną dzieje. Sama jeszcze nie rozumiem tego co robię ja i wszyscy wokoło. Dlaczego tak mu zależy? Sam mi powiedział, że się nie umawia i nie zakochał się we mnie. Dlaczego więc tak się zachowuje?
Postanowiłam ogarnąć się i iść z Lilly na zakupy. Nie mogę cały czas o tym myśleć. Muszę trochę się rozerwać a Lilly na kacu jest moim najlepszym pocieszeniem.
- Jak się czujesz?
- Chce mi się spać, głowa mi pęka- wymamrotała przeszukując schowek- jest tu gdzieś...coś...ohhhh
- mam tabletki w torebce jeśli chcesz- prowadziłam jej samochód. Ostatnimi czasy stało się to bardziej niż przyzwyczajeniem a codziennością.
- Zakupy mi pomogą. Nie będę brała żadnych proszków.
- Jak chcesz. A potem do Nando's?
- Po co się pytasz jak wiesz, że zawsze po zakupach tam lądujemy.
- No w sumie...
***
Zrobiłyśmy małe zakupy. Kupiłam sobie śliczną ale bardzo krótką różową sukienkę na dzisiejszy wieczór.
Do tego czarne szpilki i czarna kopertówka którą kupiłam kilka dni temu. Do domu wróciłam wieczorem i miałam tylko godzinę czasu. Boję się tej imprezy. Na pewno zjawią się jego przyjaciele i będą się koło nas kręcić. Nie bardzo tego chcę ale jakaś cząstka mnie mówi, że nie idąc będę bardzo żałować.
Ubrana umalowałam się i wyprostował włosy. Zamykając drzwi łazienki usłyszałam pukanie. Zeszłam powoli po schodach żeby nie zabić się w szpilkach i otworzyłam drzwi.
- Cześć kochanie- stał przed drzwiami opierając się o werandę. Wyglądał jak anioł w czarnych wąskich spodniach i opinającej jego umięsnione ciało koszulce. Zauważyłam czarny tusz na widocznej części jego ramion. Do tej pory chodził tylko w długich bluzach i nie miałam okazji ich podziwiać.
- Coś nie tak?- zauważył że mu się przyglądam.
- Nie...n-nie...jest ok.
- To...możemy iść?
- Tak
________________________
Przeczytałeś(łaś)?-skomentuj!

poniedziałek, 26 maja 2014

Rozdział 8

Za chwilę jedziemy do moich rodziców. Prawo jazdy mam od dawna ale nie kupiłam jeszcze samochodu. Właśnie w takich momentach jestem na siebie za to strasznie zła. Chyba porządnie rozważę ten zakup bo bardzo mi się przyda od września gdy zacznę studia. Jeśli w ogóle się dostanę.
- Możemy iść?- krzyknęłam z salonu.
- Tak już- usłyszałam trzask drzwi jej sypialni i kroki na schodach. Chwilę później stała obok kanapy.
- No to w drogę!- chwyciła klucze z auta i wyszłyśmy z jej mieszkania.

- Cześć!
- Hej- odpowiedziałam bez emocji. Alex nie była na liście osób "koniecznie spotkać". Wręcz przeciwnie. Miałam nadzieję, że tak jak ostatnio nie będzie jej w domu. To właśnie moja rok młodsza siostra była powodem tego wszystkiego co się stało. Może kiedyś uda nam się naprawić zniszczone relacje.
- Cześć Ashley, witaj Lilly. Jak dawno cię nie widziałam.
- Ja pano również pani Stone.
Usiedliśmy w jadalni. Stół pięknie nakryty. Jak zwykle z resztą. Mama ma od zawsze kręćka na punkcie perfekcji. Wszystko musiało być idealne. Nasze rzeczy w szafach idealnie ułożone, nasze stroje i włosy porządne, czyste i stosowne do okazji i miejsca. Na pierwszy rzut oka mogło się to wydawać fajne, bo często chodziłyśmy na zakupy a nasze szafy były pełne czystych i świeżych ubrań ale na dłuższą metę, robiło się strasznie męczące. Nawet książki na półkach układała alfabetycznie a skarpetki w szufladzie kolorami. Nie pomogło wmawianie o chorpbie ani szpitalu dla psychicznie chorych. Ona cały czas robiła swoje.
To chociaż w niewielkim znaczeniu również wpłynęło na moją decyzję o wyprowadzce.
- To co? Może wina?
- Chętnie- wypaliła Lilly.
- Ejejejj powoli! A kto zawiezie nas do domu co?
- Alex- no to żeś mamusiu dosrała. ONA ma mnie zawieźć?- albo tata. On i tak nie może dzisiaj wypić.
Znacznie lepiej. Nie wytrzymałabym w jednym samochodzie z nią.
Usiedliśmy do kolacji.
- Czy..czy wy z Harrym jesteście...no wiesz... razem?- zaczęła niepewnie moja mama.
- Nie, oczywiście, że nie.
- Nie podoba mi się ten typ i to że kręci się blisko ciebie- wypalił tata.
- Wiem, mnie też ale ta sprawa jest już skończona- przynajmniej mam taką nadzieję.

- Ashley możemy pogadać?- zapytała moja siostra.
- Nie mamy o czym.
- Proszę. Daj mi tylko 2 minuty.
Mama pogromiła mnie wzrokiem. Nie raz mówiła, żebym chociaż spróbowała jej wysłuchać. Nie chodziło nawet o wybaczanie ale po prostu żebym usłyszała co chce mi powiedzieć.
Kiwnęłam głową i poszłyśmy do kuchni.
- Wiem, że nie chcesz mnie znać, że przeze mnie się wyprowadziłaś ale ja o niczym nie wiedziałam. Żyłam w przekonaniu, że obie jesteśmy na równi, że rodzice traktują nas tak samo. Nie dostrzegałam jak cierpisz a gdy próbowałam się dowiedzieć odpychałaś mnie. Gdy się wyprowadziłaś nie chcieli mi powiedzieć czemu a ty zmieniłaś numer. Ja też się wyprowadziłam ale tylko na miesiąc do Justina. Potem rodzice mnie znaleźli. Wszysko mi powiedzieli. Było mi strasznie głupio i źle. Próbowaliśmy cię znaleźć ale nic z tego. Proszę, zrozum mnie i postaraj się mi wybaczyć. Jeśli nie to zrozumiem ale jesteś moją jedyną siostrą. Nie mamy nic oprócz siebie.
- Ja...ja nie wiem. Muszę to ogarnąć, poukładać sobie wszystko w głowie.
- Spoko. Zadzwoń kiedyś- podała mi małą, postrzępioną karteczkę. Uśmiechnęłam się lekko i schowałam ją do kieszeni jeansów. Nie wiem jak to się wszystko potoczy. Myślę, że kiedyś znów zbliżymy się do siebie. Tak jak to było kiedyś.
***
Tata odwiózł nas do domów. Zobaczyłam na telefonie kilka nieodebranych połączeń i wiadomości od Harry'ego. Usunęłam wszystkie bez czytania i poszłam pod prysznic. Po wyjściu nie miałam siły na nic więc po prostu poszłam spać.
_________________________
Hejjj! Mamy 8 rozdział. Wiem, że daty faktycznego dodania i te, pokazujące się nad rozdziałami mogą się różnić. Pokazują one kiedy zaczęłam pisać rozdział a nie kiedy go dodałam. Dzieje się tak, ponieważ dodaję rozdziały przez aplikację bloggera na telefpn i nie wiem jak ustawić daty. Jak tylko do tego dojdę to będą prawidłowe ale jeszcze trochę mi to zajmie ;)
W każdym razie rozdział dodałam dzisiaj aby uczcić moje 37 punktów ze sprawdzianu szóstoklasisty, o których dowiedziałam się kilka godzin temu. Więc będzie mi bardzo miło zobaczyć kilka komentarzy. Do zobaczenia niedługo ;) Xx

niedziela, 25 maja 2014

Rozdział 7

- I jak randka?
- Frajer- wtoczyła się do mojego mieszkania. Nie miałabym nic przeciwko, nawet w takim upitym stanie, w jakim się znajdowała ale nie o 2 w nocy do cholery!
- Dobraaa a co robisz u mnie?
-Bo...ja....umm...tylko..bo...uhh miałam bliżej.
- Ohhh jasne. Z centrum. Sory ale swój dom musiałaś minąć.
- Oj nie bądź taka tylko polej coś bo zaraz wybuchnę ze złości- wymamrotała coś jeszcze idąc do salonu ale nie dało się nic zrozumieć z tej zlepki słów. Powstrzymałam się żeby nie wybuchnąć śmiechem. Jej nietrzeźwość zawsze doprowadza mnie do łez.
Nalałam jej wody i poszłam do salonu.
- Więc...
- Zabrał mnie do jakiegoś tandetnego baru z bilardem i lotkami zamiast na imprezę. Zamiast drinka z parasolką dostałam kufel piwa, którego swoją drogą nienawidzę a koniec końców dosiadł się do nas jakiś pocieszny staruszek i zaczął opowiadać jak to zabił kurczaka, którego mamy na talerzach. Wtedy stwierdziłam, że mam dość i wyszłam upić się do klubu. Coś jeszcze chcesz wiedzieć czy mogę iść spać?
Wybuchnęłam śmiechem. Historia opowiedziana jednym tchem przez pijaną Lilly była przezabawna.
- Tak naprawdę chciałam tylko wiedzieć czy zostajesz na noc ale cieszę się, że opowiedziałaś mi tą niesamowitą historię.
- A weź idź się utop. Dobranoc.
Odwróciła się na drugi bok i zasnęła. Na wszelki wypadek sprawdziłam czy drzwi na pewno są zamknięte i wróciłam do łóżka.
***
- Idziemy do mnie? Chcę się przebrać przed pracą.
- Jasne tylko się ogarnę- wysuszyłam szybko włosy, ubrałam się w jeansy i biały sweterek. Do tego założyłam moje miętowe vansy i mogłyśmy iść.
- Idziemy jutro wieczorem na imprezę? Mike się pyta- powiedziała czekając aż zamknę drzwi.
- Nie wiem.
- No to się dowiedz bo muszę mu odpisać.
- Pojadę chyba do rodziców. Zaprosili mnie na kolację. Ciebie też.
- No to jedziemy do twojej rodzinki- powiedziała stukając palcami w telefon. Po wczorajszych zdarzeniach chcą koniecznie ze mną porozmawiać. Na pewno mama już zmieniła zdanie i będą mi mówić jaki zły i nieodpowiedni dla mnie jest. Ale po tym co mi zrobił i nawet małej ilości rzeczy, które o nim wiem całkowicie się z nimi zgadzam.

Lilly szybko się przebrała i pojechałyśmy do pracy. Leo pracował dziś z nami. Może wreszcie Lilly się do niego przekona.
- Ash jest sprawa. Moja kuzynka przyjeżdża z Włoch i za pół godziny muszę być po nią na lotnisku.
- Za godzinę i tak zamykamy. Zmykaj bo są korki.
- Będę ci wdzięczna do końca życia.
- Oj już nie pierwszy raz.
- Dobra lecę- przytuliła mnie i wybiegła.
Ostatnia godzina szybko przeleciała. Było dużo klientów i na szczęście żadnych chłopaków pokroju Harry'ego.
- Odprowadzić cię do domu? Mieszkam niedaleko a nie wziąłem auta.
- Z wielką chęcią.
- To ja zamknę a ty się zbieraj- uśmiechnął się lekko zakłopotany. Poszłam do szatni i szybko się ubrałam. Nie chcę, żeby już przy pierwszym naszym wspólnym powrocie do domu musiał na mnie czekać.
- Możemy iść?
- Tak, jasne- wyszliśmy przed budynek. Było już całkiem ciemno więc tym bardziej byłam mu wdzięczna, że będzie mi towarzyszył.
- Co to kurwa ma być?- Harry. Odwróciłam się w stronę, z której dochodził głos. Szedł szybko w naszą stronę. Był wkurzony to mało powiedziane.
- Co ty tu robisz?
- Przyszłem tu do ciebie porozmawiać. Powiedzieć kurwa przepraszam i zaprosić na kolację! A ty co? Z chłoptasiami się umawiasz i chcesz mi pokazać jak cholernie masz mnie w dupie?!
- W ogóle nie chodzi o ciebie!!! A swoją drogą chyba masz mnie gdzieś po tym co mi powiedziałeś! No to o co do cholery ci chodzi?! Chcesz mnie znów pogrążyć?-proszę bardzo. Upokorzyć?-masz wolną rękę. Tylko po co? Co ja ci zrobiłam? Jaki masz w tym cel?- rozpłakałam się. Leo stał obok mnie jak wryty. Nie wiedział czy ma coś powiedzieć albo się ruszyć. Dziękowałam mu, że mimo natłoku myśli w jego głowie nie zrobił nic. A Harry? Stał przez moment patrząc się raz na mnie, raz na niego a potem odszedł. Tak po prostu.
- Dziękuję.
- Za co?
- Za to, że nie zostawiłeś mnie tu samej.
- Od tego tu jestem- uśmiechnął się i obiął mnie ręką. Wtedy usłyszeliśmy pisk opon odjeżdżającego samochodu. Przestraszyłam się. I to bardzo.
________________________
No to mamy następny rozdział już dziś!! Nie wiedziałam, że powstanie tak szybko. Liczę na komy ;) love ya Xx

niedziela, 18 maja 2014

Rozdział 6

Zmiana minęła bardzo szybko. Leo okazał się cudownym człowiekiem. Od razu się z nim zaprzyjaźniłyśmy.
Oboje proponowali mi podwózkę do domu ale postanowiłam się przejść.
- Czego do kurwy nędzy w zdaniu  
"nie ma jej w domu" nie zrozumiałeś?!
- Skoro jej nie ma to co do cholery robisz tu ty?!
- Nie twój zasrany interes!!!
- Co tu się dzieje? Lilly słońce kto to jest?
- Frajer który przylepił się do Ashley.
No pięknie. Lilly z moim tatą i Harry w furii w moim domu. Tylko tego dzisiaj mi brakowało.
- Czy ktoś może mi wytłumaczyć co tu się dzieje!!- krzyknęłam do obrażającej się wyzwiskami szanownej trójki moich gości.
- Ten przyjeb przyszedł do ciebie i za cholerę nie chciał pojąć, że cię nie ma.
- Ej uspokój się i bez takich słów!- uspokoiłam ją
- Słyszałaś szmato?
- Oboje!!- wydarłam się słysząc te słowa określające moją przyjaciółkę.
- Zadzwoń wieczorem jak wszystko sobie wyjaśnicie- powiedział mój tata wychodząc z domu po czym odjechał.
- Ty wychodzisz i nie przychodzisz tutaj więcej a my idziemy do kuchni.
- Co ty właśnie powiedziałaś?
- Tak Harry. To co usłyszałeś. Nie chcę cię znać.
- Czemu do cholery?
- To zabolało. I to bardzo.
- A co ty kurwa sobie myślałaś? Że się w tobie zakochałem i chcę z tobą być? No to cię zmartwię. Ja nie chodzę na posrane randki i nie kocham- ałć- nikogo!!!!!!- dodał i poszedł do swojego Range Rovera.
- Mówiłam. Chodźmy do środka. Nie przejmuj się nim.
Próbowałam powstrzymać łzy cisnące się do moich oczu.
Bolało. Cholernie. Dlaczego ja? Co zrobiłam, że się na mnie wyżywa?
- Po co w ogóle przyszedł?
- Chciał z tobą porozmawiać. Ale zmieńmy temat. Jak nowy?
- Jest spoko. Można powiedzieć, że się z nim zaprzyjaźniłyśmy.
- Tego bym się nie spodziewała.
- A widzisz! Co więcej myślę, że tobie też się uda.
- Spróbuję. Ale tylko dla ciebie.
- Ohh dziękuję.
- Dobra spadam. James zaprosił mnie na imprezę.
- Uuuu- pogromiła mnie wzrokiem- bawcie się dobrze. I grzecznie- dodałam gdy zbierała się do wyjścia.
- Już tym się nie martw. Nie zaprzątaj swojej małej główki takimi myślami.
- Na pewno?
- Obiecujemy pani być baldzo gzecni i ładnie się bawić.
- No dobra. Leć bo się spóźnisz.
- Dobra. Papa do jutra.
- Będę u ciebie przed pracą.
- Ok- wyszła.
Od razu poszłam do łazienki. Odprężająca kąpiel była jedyną rzeczą, która mogła mi pomóc.
Przebrana w piżamę usiadłam na tarasie z kubkiem gorącej herbaty. Musiałam wszystko przemyśleć. Poukładać sobie w głowie dzisiejszy dzień i spróbować zrozumieć jaki on ma w tym cel? Co chce osiągnąć raniąc i niszcząc mnie?
Nim zdążyłam się rozpłakać z bólu rozsadzającego moje wnętrze poszłam do sypialni i zasnęłam.
__________________________
  Hejjj!!!! Jest następny rozdział!        Cieszę się bo udało mi się pobrać na telefon apkę bloggera i mogę pisać będąc wszędzie. Bardzo mi to odpowiada a rozdziały będą pojawiały się częściej.
Co do tego rozdziału...
Byłby o kilka dni wcześniej ale byłam na dwudniowej wycieczce w Warszawie i nie miałam czasu pisać.

Smutno mi bo widzę ile osób czyta a nikt nie komentuje ;(

Ja rozdział piszę kilka dni a zostawienie komentarza, nawet zwykłej kropki zajmuje kilka sekund. Byłoby mi strasznie miło zobaczyć chociaż jeden albo dwa komentarze.
Liczę na Was Xx

piątek, 16 maja 2014

Rozdział 5

-Skarbie co się stało?- Lilly dotarła szybciej niż bym się po niej spodziewała -Rozerwę go na strzępy jeśli coś ci zrobił.
- Nie..to nie tak...ja po prostu..ohh byłam taka głupia. Spodziewałam się, że zaprosi mnie, zjemy w miłej atmosferze a potem odwiezie mnie do domu może nawet całując na pożegnanie. Ale nie! Musiałam trafić na ten typ człowieka, któremu dziewczyna potrzebna jest do zaspokajania wyłącznie swoich potrzeb!
-Ej dobra ale teraz wolniej i prościej. Mój mózg nie przyswaja tyle ile ty w złości wypowiadasz w ciągu sekundy- czasami jej wolne rozumowanie strasznie mnie wkurza.
- W największym skrócie najpierw wydawał się miły, normalny, po czym oświadczył, że najchętniej pozbawiłby mnie sukienki jak najszybciej jest to możliwe i nie oczekuje ode mnie nic poza tym.
- Kurwa mać. Gruba sprawa. Tylko nie użalaj się nad sobą do cholery bo to nie twoja wina, że taki z niego chuj.
- A ty przestań ze swoim niewyparzonym językiem bo przekleństwa mi nie pomogą.
- Sorki. Wiesz jaka jestem.
- Chyba za dobrze.
- To co? Może mała imprezka?  Na rozluźnienie?
- Jutro o 8:00 rano mamy być w pracy a ty chcesz iść się nachlać. Ty i te twoje pomysły.
- Tylko jeden drink, proszeeee. Ja nie idę jutro do pracy.
- Ok ale nie chce cię znowu znaleźć na lotnisku.
- Spoko- powiedziała przez śmiech.
-Swoją drogą dalej nie wiem jakim cudem tam się znalazłaś.
- Uwierz ja też. Chyba wygodnie mi się tam spało- zaczęłyśmy się śmiać.
- Skoro ciebie jutro nie ma to z kim zostanie mi pracować?
- Z tym nowym. Jak mu tam leci? Leo?
- Chyba tak.
- Nie zazdroszczę. Ja już mam go dość. Po tylko 8 godzinach.
- Oj biedna.
- Ale Nat chyba też będzie więc nie musisz się martwić.
- Oh dziękuję za wsparcie.
- Nie przesadzaj. Nie wiem w ogóle o co ci chodzi. Weź się ogarnij bo nie lubię pić z wkurzoną Ash.
- No dobra.
***
Tak jak sądziłam, Lilly się upiła i musiałam prowadzić. Dla jej bezpieczeństwa przetrzymałam ją na noc na swojej kanapie. Rano postanowiłam jej nie budzić. Zostawiłam jej klucze i list, żeby przyniosła mi je do pracy. Wiem, że tak nie zrobi i poczeka na mnie tutaj ale dla wszelkiej pewności nie zaszkodzi napisać. Dotarłam do kawiarni. W środku czekał już średniego wzrostu blondyn. Stał do mnie tyłem ale od razu wiedziałam, że najbrzydszy nie jest. Jego twarz, która ukazała mi się chwilę później tylko utwierdziła mnie w tym przekonaniu.
- Cześć!
- H-hej- odpowiedziałam cicho.
- Więc... jestem Leo.
- Ashley- podałam mu rękę. Na pierwszy rzut oka nie wygląda na takiego złego jak Lilly opowiadała.
- Jestem!!!- jak na zbawienie pojawiła się Nat !!!
- Hej!!! Jesteś wcześniej niż zwykle.
- Chciałam jak najszybciej dowiedzieć się jak po wczorajszym wieczorze?
Dałam jej porozumiewawcze spojrzenie. Szybko się przebrała i poszłyśmy do jednego ze stolików.
- Więc...
- Byłam głupia. Chciał mnie po prostu wykorzystać. Czuję się strasznie.
- Jest dupkiem. Nie zasługuje na ciebie.
- Nie pomagasz.
- Ale tak jest. Nie ma nic do zaoferowania a ty zasłużyłaś na coś zdecydowanie ponad to wszystko.
- Dzięki- przytuliłam ją.
- Nie chcę wam przeszkadzać ale powinniśmy otwierać.
- Jasne. Jest ok- wstałam ocierając ostatnie łzy

czwartek, 8 maja 2014

Rozdział 4

- Jesteśmy- powiedział uśmiechając się. Za oknem zobaczyłam jeden z najwyższych wieżowców w mieście.
- Tu chciałeś mnie zabrać? Do biurowca?
- Nie całkiem- wyszedł i otworzył mi drzwi. Wygramoliłam się z auta z jego małą pomocą. Nie miałam szansy uwolnić swojej dłoni z jego uścisku. Czemu musi być tak cholernie silny?
Weszliśmy do środka i  nie mówiąc słowa zaciągnął mnie do windy. Wcisnął guzik.
- Dach?- zapytałam. W moim głosie wyraźnie słychać było strach. Od małego mam lęk wysokości.
- Tak. Boisz się?- zapytał. Nie odpowiedziałam- nie mam zamiaru cię z niego zepchnąć więc nie martw się.
Uśmiechnęłam się lekko. Dotarliśmy na górę. Moim oczom ukazał stolik z dwoma krzesłami i wiaderko z szampanem. Nigdy nie spodziewałabym się po nim czegoś... chociaż w połowie takiego jak to co zobaczyłam. Harry pewnym krokiem podszedł do stolika a ja dalej stałam jak słup telegraficzny nie umiejąc zrobić kroku.
- Będziesz tak stać? Nie wiem jak ty ale chciałbym zjeść... jeszcze dzisiaj- stał patrząc się na mnie. Lekko się zarumieniłam po czym zajęłam swoje miejsce. Pomijając kelnera, który co jakiś czas wyłaniał się z windy by dolać szampana albo podać jedzenie, nie było tu nikogo ani żadnej drogi ucieczki. No chyba że chciałabym skończyć na swojej mszy żałobnej po skoku z dachu. Od razu odpycham od siebie tą myśl ale jednocześnie nie chcę tu być. Nie znam go. No przynajmniej na tyle by siedzieć i jeść z nim sam na sam. Inne laski byłyby w siódmym niebie spędzając czas z prawdziwym bad boy'em- typem uwielbianym przez młode dziewczyny ale mnie to w ogóle nie pociąga. Wolę być z kimś kto zaprosi mnie na spacer, przytuli do snu i poprzytula się na kanapie a ten typ człowieka na pewno nigdy do tego by się nie posunął.
- Żyjesz jeszcze.. tam...w środku?- z zamyśleń wyrwał mnie jego głos, zupełnie nie współgrający z słowami, które wypowiedział.
- Tak jest ok. Tylko..zamyśliłam się.
- Ohh to..dobrze- tak bo cię interesuje co się ze mną dzieje. Naprawdę mnie irytuje. Najpierw próbuje się do mnie dobrać, potem pojawia się w moim domu i zaprasza nie wiadomo gdzie a teraz rozmawia ze mną przy kolacji. Ale jedno pozostaje niezmienne jego szorstki głos i nie wyrażający żadnych uczuć wyraz twarzy, pomijając kilka uśmiechów, znikających z resztą w mgnieniu oka. Wiedziałam, że ma jeden cel. Upatrzył sobie mnie jako cel do zaliczenia i robi to wszystko żebym wepchała mu się do łóżka. Będzie miał trochę roboty bo nie mam najmniejszego zamiaru skończyć jak wszystkie jego "koleżanki z korzyściami". Zaczął znacznie szybciej niż się spodziewałam.
- Co masz na sobie pod tą kiecką?
- Czemu pytasz?
- Chętnie bym ją z ciebie zerwał.
- Ani o tym nie myśl.
- Sprawię, że się mi nie oprzesz. Działa na wszystkie.
- No to chyba jestem wyjątkiem.
- Jeszcze zmienisz zdanie.
- Nie i pogódź się z tym. Jeśli nic innego ode mnie nie chcesz to wracam do domu- wstałam czekając na odpowiedź. Nie odezwał się ani słowem. Tak jak powiedziałam weszłam do windy i zadzwoniłam do Lilly żeby po mnie przyjechała. Potem rozpłakałam się. Mimo wszystko wiedząc, że zaprosił mnie na kolację, w głębi duszy miałam nadzieję na coś bardziej wartościowego z jego strony. Ale pomyliłam się. On nie ma uczuć. Wykorzystuje dziewczyny żeby zaspokoić siebie a potem o nich zapomnieć. Czułam się strasznie.

_____________________________________________
Hejjjjjjj !!!!!!!!!!!!
Co tam u Was?
Cieszę się, że pojawił się 4 rozdział.
Jest mi strasznie przykro, że nie komentujecie ale cóż.
Nie mogę Was zmuszać ale wiedzcie, że miło by mi było zobaczyć
że ktoś jednak czyta to opowiadanie. 
Wystarczy choćby kropka!!!
Dla Was to kilka sekund a dla mnie wiele znaczy.
To chyba tyle. Zabieram się za następny żeby nie było znowu takiej luki
a jeśli będzie choć jeden komentarz rozdział pojawi się jeszcze szybciej.
Wiem, że Was na to stać.
LOOOOOVVVEEEEEE Xxx

środa, 23 kwietnia 2014

Rozdział 3

- Co Lilly mu powiedziała
- Nic. To znaczy, że już tu nie pracujesz i ma więcej się nie pokazywać, bo ciebie i tak nie będzie. A czemu?
- Tak się składa, że kiedy rozmawiałam z nią moja mamusia wpuściła go do domu.
- Był u ciebie?
- Tak. Normalny, słodki, czarujący a moja mama mu uwierzyła. Mało tego jak z nią rozmawiam uważa go za najodpowiedniejszą osobę dla mnie i najlepszą rzecz jaka mnie spotkała. Dowiedział się o tym kłamstwie i dał mi do zrozumienia, że tu dziś będzie.
- Ty masz szczęście do chłopaków.
- Potrafisz pocieszyć.
- Oj nie bądź taka. Wszyscy staramy się ci pomóc.
- Wiem i dziękuję wam za to. Idę na chwilę. Zaraz wracam- poszłam do szatni. Wyciągnęłam mój telefon z torebki i zobaczyłam wiadomość:

"Będę po twojej zmianie. Wezmę Cię gdzieś. Tylko nie próbuj się wykręcać. I tak Cię znajdę
                                 H Xx "

I co ja mam teraz robić? Raczej co on chce ze mną zrobić? Już wiem:

"Dziś nie mogę. Jadę do rodziny. Może jutro?"

Nie odpisał. Z jednej strony cieszę się, że udało mi się chociaż po części opóźnić nasze spotkanie
''sam na sam'' ale z drugiej strony na pewno przyjdzie sprawdzić czy napisałam prawdę. Zaczęłam płakać.
- Ash, pomóż nam. Mamy niezły tłok. Słyszysz mnie?- głos Kim był coraz głośniejszy. Po chwili stała w drzwiach.- Ashley? Co jest?- usiadła i przytuliła mnie. pokazałam jej naszą wymianę zdań i wtuliłam się w jej ramię.
- Ej, nie płacz. Dasz sobie radę.
- Co mam robić?
- Wrócić do pracy i zapomnieć o tym. Do końca zmiany jeszcze daleko.
- Racja. Trzeba się pozbierać.
                                               ***
Zimny wiatr otoczył mnie gdy tylko przeszłam próg kawiarni. Otuliłam się ciaśniej kurtką i wsadziłam słuchawki do uszu. Zawsze gdy wracam sama do domu słucham muzyki. Kilka razy wpadłabym pod samochód ale ze słuchawkami w uszach czuję się pewniej, wśród otaczającej mnie ciemności. Moje miętowe Vansy były bardziej widoczne od samej mnie w jeansowych rurkach i czarnej kurtce. Mimo wiosny, wieczorami jest bardzo zimno i ciemno. Tak jak ów pechowego dnia uciekł mi autobus i musiałam dreptać pieszo. Tylko, że tym razem szłam do domu a nie do Lilly, która mieszka bliżej centrum niż ja. Niestety nie mogłam przerwać trasy na jej mieszkaniu, ponieważ była właśnie w pracy. Tego dnia trafiły nam się inne zmiany.
Szlam ulicą mijając ludzi, obserwując odjeżdżające samochody i spacerujące pary. Wszystkie były takie słodkie. Ja nadal mogłam tylko marzyć, żeby znaleźć się na miejscu jednej z tych szczęściar.
Nagle przede mną zatrzymało się czarne, duże auto. ściągnęłam słuchawki  patrząc, kto wyłoni się zza otwierającej się szyby.
- Cześć skarbie. Podrzucić cię do rodziny?
- Nie, trafię sama- kontynuowałam swoją drogę mijając samochód.
Uśmiechnął się i wysiadł.
- Wsiądziesz sama czy ja mam cię wsadzić?- w jego głosie pojawiła się złość. Zauważyłam, że to co nawet podobało mi się w nim, w czasie naszego pierwszego spotkania, zielone oczy, wyraźnie pociemniały. Mimo przeszywającego strachu starałam się nie pokazywać, jak bardzo się go boję. Moje nogi najchętniej zaliczyłyby teraz maraton biegnąc do domu, byle by być jak najdalej niego.
- Więc jak?- stanął  blisko mnie , plecami przywierającej do ściany tak , że nie mogłam uciec, a jego oddech przyprawiał mnie o ciarki. Kilka łez spłynęło po moim policzku. Zauważył to.
- Boisz się?- zapytał z uśmiechem na twarzy. Nie odpowiedziałam ale moje trzęsące się ciało dało mu wystarczającą odpowiedź- bądź grzeczna to może postaram się być miły.
Chwycił moją dłoń i zaprowadził mnie do samochodu. Nie opierałam się. Nie chcę, żeby zrobił mi krzywdę. Usiadłam na fotelu pasażera.
- Więc jak ci na imię, skarbie?
- A..Ashley
- Bardzo ładne. Moje chyba już znasz- odpowiedź była oczywista. Wszyscy wiedzieli jak on ma na imię, więc nie mogłam być wyjątkiem.
Dotarliśmy pod mój dom.
- Chyba twój przystanek- zatrzymał si przy krawężniku i zbliżył do mnie. Poczułam jak wpija się w moją szyję. Z zaciśniętymi zębami czekałam aż się odsunie.
- Pasujemy do siebie- uśmiechnął się i wyszedł by chwilę później pojawić się koło moich drzwi. Wysiadłam i ruszyłam w stronę domu.
- Jutro o 6 będę po ciebie. Ubierz się w coś ładnego- ukazał dołeczki w swoich policzkach i odjechał.
Nic nie wymyślę. Muszę z nim iść. Może nie będzie tak tragicznie.
                                              ***
- Hej !
- Ashley ! Żyjesz? Tak się o ciebie martwiłam.
- Żyję. Przynajmniej do wieczora.
- Czemu?
- Harry chce mnie gdzieś zabrać.
- I co? Zamierzasz się zgodzić?
- A mam inne wyjście?
- Nooo... nie.
- Właśnie. A to wszystko przez to, że musiałam wracać wczoraj sama.
- Ojj. Sory, nie wiedziałam, że to się tak skończy.
- Dobra zmieńmy temat. Jak tam ten nowy?
- Masakra. Podrywał wczoraj mnie i Kim. Czemu akurat nam trafiła się zmiana z nim?
- Nie wiem. Dobra, otwierajmy. Już ósma.
- Racja- nie wiem czemu ale reszta osób, z naszej zmiany przychodzi zawsze na ostatnią chwilę.
- Hej! Sorki za spóźnienie
- Przyzwyczaiłyśmy się.
- Spoko, dzięki.
- Mam nadzieję, że przy kasie nie będziecie trzymać się za ręce?- Kim i Mike mieli zwyczaj pokazywania się wszędzie trzymając się za ręce. To jest bardzo słodkie ale na dłuższą metę staje się męczące.
- Oj nie bądź taka.
- Dobra lećcie się przebrać. Nasze gołąbeczki- Za te słowa Lilly dostała kuksańca w ramię. Nie zostało nam nic innego jak czekać na klientów i modlić się, żeby ON się nie pojawił.
                                                       ***
- Dobra, trzymamy kciuki. Dzwoń jak coś- cała banda odwiozła mnie do domu.
- Dzięki. Kocham was.
- Wzajemnie. Tylko nie wylądujcie w krzakach.
- Spoko.
- Jak tylko wrócisz daj znać. Albo przynajmniej napisz smsa wieczorem. Bo jeśli wrócisz jutro rano to ja  zdążę umrzeć z nerwów.
- Nie przesadzaj. Będzie dobrze. Cześć- zamknęłam drzwi i pomknęłam do domu.
Miałam ponad godzinę więc na spokojnie wzięłam prysznic, ogarnęłam włosy i umalowałam się. Wybrałam to mając nadzieję na brak wiatru. Nie chcę zmarznąć a tym bardziej znaleźć się w jego ramionach. Włosy zostawiłam rozpuszczone.
Nim się obejrzałam  wybiła 6. Sprawdziłam czy wzięłam telefon i klucze, po czym wyszłam z domu.
Gdy tylko zamknęłam dom ujrzałam to samo auto, którym zostałam odwieziona dzień wcześniej. Wypuściłam głośno powietrze i ruszyłam w stronę czarnego Rang Rovera.
- Cześć skarbie- stał oparty o bok samochodu. Założył czarne rurki, białą koszulkę i marynarkę. Bez czapki jego włosy były jeszcze gęstsze i bujniejsze niż miałam okazję widywać wcześniej.
- Ślicznie wyglądasz- złapał mnie w talii i przyciągnął do siebie. Odgarnął moje włosy by przyjrzeć się fioletowej plamce na mojej szyi. Odepchnęłam go od siebie.
- Możemy już jechać?
- A co ci się tak spieszy?
Chyba każda laska chciałaby mieć to już za sobą. Ugryzłam się w język. Nie chcę wiedzieć jak zachowałby się słysząc takie słowa. Tak jak poprzedniego dnia otworzył mi drzwi a gdy omal nie zabijając się o kamień wsiadłam zamknął je.
- To gdzie jedziemy?
- Niespodzianka- uśmiechnął się szeroko i skupił uwagę na drodze przed nami.
_____________________________________________________
Jestem znów !!!!!!!!!!!!!!!
I jak 3 rozdział? 
Mam nadzieję, że Wam się podobał,
bo pisałam go bardzo długo.
Nie wiem czy dobrze zrobiłam dodając go dziś.
Jutro mam sprawdzian i dużo roboty przy 3 konkursach.
W sumie wszystko ma być gotowe na już a ja siedzę i piszę.
 Chciałam Wam wynagrodzić tą przerwę w dodawaniu rozdziałów.
Jeśli ktoś z Was w ogóle czyta to myślę, że zostawi komentarz
a zawalony sprawdzian i szkoła nie pójdzie na marne ;)
Love Ya Xx

Aha jeszcze jedno.
 Nie wiem czy słyszeliście ale próbujemy dobić do biliona wyświetlenia WMYB.
Chcemy zrobić prezent chłopakom na 4 rocznicę powstania zespołu
 i uczynić ich pierwszym zespołem o takiej ilości wyświetleń. 
Więc nie ma na co czekać tylko wyświetlać ile się da
Tu macie link <klik>
Do zobaczenia niedługo Xx

sobota, 12 kwietnia 2014

Rozdział 2

- Będę o 18
- Jasne, cześć- przytuliłam ją i wyszłam. W tamtym momencie chciałam tylko wrócić do domu i położyć się spać. Zaczęłabym się o siebie martwić, gdyby po całonocnym oglądaniu filmów i gadaniu było inaczej. Gdy wreszcie dotarłam do domu byłam najszczęśliwszym człowiekiem na Ziemi. Wzięłam prysznic i położyłam się na te kilka godzin, które mi zostały do wyjścia na imprezę.
***
Obudziłam się. Liczne przekleństwa wydostały się z moich ust, gdy zobaczyłam na zegarku godzinę. Mam tylko pół godziny. Wzięłam prysznic, ubrałam się a zanim zrobiłam makijaż, pobiegłam otworzyć drzwi. Lilly, jak zwykle była przed czasem i stała w drzwiach mojej sypialni, gdy ja kręciłam się po niej szukając potrzebnych rzeczy. Potem ostatni raz przejrzałam się w lustrze i mogłyśmy iść.
- Następnym razem ustaw sobie budzik
- Następnym razem nie zatrzymuj mnie u siebie na całą noc- powiedziałam uśmiechając się ironicznie do niej. Do końca naszej niezbyt długiej drogi nie rozmawiałyśmy, uważając, żeby nie zabić się na kostkach chodnikowych. Potem zostało nam tylko czekać, aż wpuszczą do środka wszystkich stojących w kolejce przed nami. Co jakiś czas wchodził ktoś bez kolejki ale nie zwracałyśmy na to uwagi. Jeśli 50 osób kłóci się z ochroną to nie jesteśmy tam potrzebne jeszcze my.
W końcu po pół godzinie dostałyśmy się do klubu.
- Hej, jesteście wreszcie !- przywitali nas Kim, Mike, Nat i Chris. Dwie słodkie pary. Uwielbialiśmy się razem bawić, mimo tego, że prawie cały czas zajmowali się tylko sobą.
- Strasznie dużo ludzi.
- Wiem ale mamy stolik- dosiadłyśmy się.
- Komu drinka?
- Co to za pytanie ?
- No dobra, zaraz wracam.
- Pomóc ?
- Nie.
- Na pewno barman nie oprze się takiej lasce i przyniesie wszystko za nią- Mike oberwał za to po głowie ode mnie i Kim po czym udałam się do baru. Zamówiłam to po co przyszłam i czekałam.
- Jak miło znów cię widzieć, skarbie !- odwróciłam się prosząc Boga, żeby to nie był on.
- Kurwa
- Też się cieszę- obiął mnie w talii i zaczął całować w szyję. Sprawnym ruchem wyciągnął z kieszeni mojej kurtki mój telefon. Chwilę później jego telefon zaczął wibrować. Zadzwonił. Ma mój numer. Ostatni raz pocałował mnie w szyję i wziął sobie jednego z zamówionych przeze mnie drinków. Poszedł. Musiałam zamówić jeszcze jednego.
- Co to było ?- Lilly przyszła do mnie.
- Zadzwonił do siebie z mojego telefonu i wziął sobie drinka. Przeraża mnie to- wzięłyśmy napoje i wróciłyśmy do reszty.
- Co to za chłopak ?
- Nie znasz?
- No znam ale czemu cię całował?
- Uwziął się na mnie w kawiarni. Możemy zmienić temat?
- Jasne. Idziemy potańczyć?
- Oczywiście- poszliśmy na parkiet. Tańczyłyśmy dość długo, kiedy ktoś zaczął się do mnie kleić.
- Mam nadzieję, że tańczysz dla mnie, skarbie.
- Odwal się.
- Co proszę?
- To co słyszałeś, debilu. Zostaw mnie w świętym spokoju.
- Czego od niej chcesz, gnoju?
- Nie twój zasrany interes.
  W tym momencie Mike i Chris odepchnęli go ode mnie. Strasznie się cieszę, że ich mam. Zawsze mi pomogą. Nie ważne, jak natrętny typ się trafi.
- Jeszcze się zobaczymy, skarbie- odszedł. Nie miałam już najmniejszej ochoty na zabawę, więc wróciłam do stolika, sącząc drinka. Wkrótce Lilly przyszła żeby mi towarzyszyć.
- Nie przejmuj się tak nim. Na pewno się upił jak nie naćpał przy okazji i zarywa do każdej laski w klubie. Weź sobie kilka dni wolnego. Jak będzie przychodził dowie się, że już tam nie pracujesz i znajdzie sobie kogoś innego do dręczenia a twoje życie tak jak i moje wróci do normy.
- Dzięki, że tak mi pomagasz.
- Ty też mi strasznie pomogłaś...dwa lata temu...dobra zmieńmy temat- wiem, że było jej ciężko jak tylko sobie o tym przypominała ale cóż, tak chyba musiało być.
                                                               ***
Jakiś czas nie chodzę do pracy. Szef się zgodził jak opowiedziałam mu całą historię. Jutro wracam do pracy a po wczorajszej imprezie nie czuję się najlepiej. Po prysznicu i ogarnięciu się zeszłam zrobić kawę.
Gdy wreszcie usiadłam przy stole ktoś natrętnie zaczął pukać w drzwi i dzwonić.
- Już idę, moment !- nie byłam zbyt szczęśliwa, że muszę wstać z miejsca. A tym bardziej dotrzeć na moich odmawiających posłuszeństwa nogach do drzwi wśród nieprzerwanego dzwonienia i pukania.
- Mama?! Co ty tu robisz?
- Córcia! Ja chciałam z tobą porozmawiać.
- Ale nie mamy o czym rozmawiać.
- Proszę cię. Nie zajmę dużo czasu a bardzo mi na tym zależy.
- No dobra ale szybko- wpuściłam ją do domu. Jakim cudem mnie znalazła? Po jaką cholerę przyszła? Po tym co mi zrobili, jak mnie potraktowali nie miałam najmniejszej ochoty widzieć jej i taty na oczy. Poszłyśmy do jadalni.
- Więc...
- Ja cię chciałam strasznie przeprosić. Zrozumiałam jak bardzo cię to zraniło, co czułaś.
- Kiedy? Kiedy chociaż raz zainteresowałaś się mną? Kiedy ja chociaż przez moment byłam dla ciebie tak ważna jak wasza idealna córeczka?
- Alex nie jest idealna.
- Dopóki z wami mieszkałam tak właśnie było.
- Nigdy nie byłaś gorsza, zawsze dbałam o was obie tak samo, starałam się, żeby było wam dobrze.
- No to chyba ci nie wyszło skoro zapomniałaś o moich egzaminach do akademii muzycznej a pamiętałaś o treningu Alex albo zapomniałaś kupić mi kartkę na urodziny i zamówić durny tort, kiedy jej urodzinową imprezę przygotowywałaś przez dwa miesiące! Nie pomyślałaś wtedy, że może mi się zrobić przykro jak całe moje urodziny, kilka lat pod rząd spędzacie w pracy a ja płacząc w swoim pokoju? Nie przyszło wam to na myśl?- rozpłakałam się. Kiedy przypominałam sobie te wszystkie chwile, kiedy najbardziej ich potrzebowałam, płakałam a ich nie było. Byli za bardzo zajęci swoim idealnym, mega uzdolnionym i wspaniałym dzieckiem. Dopiero teraz, po pół roku samotności i 18 latach nieobecności w moim życiu, przypomniało im się, że mają drugą córkę. Powinni Nobla dostać za swoje odkrycie.
- Ja cię naprawdę przepraszam i chciałabym to wszystko naprawić. Żebyś wróciła do domu i pomogła nam stać się lepszymi rodzicami.
- Do domu na pewno nigdy nie wrócę ale postaram się. Możemy co jakiś czas się spotkać, rozmawiać przez telefon, ale jeśli jeszcze raz tak to się skończy to nigdy więcej mnie nie zobaczycie.
- Dziękuję. Zrobię co w mojej mocy- przytuliła mnie- brakuje nam ciebie.
- Mi was też- zdziwiły mnie moje własne słowa ale także zachowanie mojej matki. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz mnie przytuliła, powiedziała coś miłego. Teraz zauważyła moje zdziwienie i chyba poczuła się głupio. Zdała sobie sprawę, że gdyby od początku zachowywała się inaczej, pokazywała swoje uczucia, to może do tego wszystkiego by nie doszło. Mieszkałabym dalej z nimi w Brixton i nie byłoby żadnego nękającego mnie typa. Moje życie było by aż za piękne, żeby mogło być prawdziwe. Mama siedziała u mnie pijąc kawę. Dużo rozmawiałyśmy. Potem zostawiłam ją na chwilę i skoczyłam do sypialni. Lilly musiała o tym wiedzieć. Gdy skończyłam z nią rozmawiać wróciłam do mamy. Siedziała w salonie i rozmawiała z... nie. Boże powiedz, że
- Cześć, skarbie.
- H..Harry?? C..co..ty....
- Przyszedłem cię odwiedzić. Podobno już tam nie pracujesz. Lilly mi powiedziała. Chciałem zobaczyć czy wszystko u ciebie w porządku- taa bo cię obchodzi co się ze mną dzieje.
- Czemu wpuściłaś go do domu?
- Powiedział, że jest twoim bliskim znajomym. Wydawał się taki słodki i miły więc myślałam, że się ucieszysz.
- Dobrze, ja muszę lecieć. Do widzenia pani Stone- uśmiechnął się.
- Do widzenia Harry.
- Do zobaczenia w kawiarni, skarbie- puścił do mnie oczko i wyszedł. Jak dowiedział się prawdy? Skąd wie gdzie mieszkam? Dlaczego tak cholernie dobrze potrafi udawać normalnego słodkiego chłopaka?
- Ashley czy ty i Harry..
- Nie, mamo. Nie jesteśmy razem i raczej nie będziemy.
- Dlaczego?
- Nie ważne. Możemy porozmawiać o czymś innym?
- Przyjedziesz do nas jutro?
- Nie mogę, mam pracę ale za tydzień?
- Spoko. Będziemy czekać. Do zobaczenia.
- Papa- przytuliłam ją
- Kocham cię. Pamiętaj o tym- uśmiechnęła się i wyszła. Pierwszy raz powiedziała mi to prosto w twarz. Dwa słowa, które przez te wszystkie lata powinna mówić mi codziennie. No ale cóż, lepiej późno niż wcale.
Zobaczymy co z tego będzie.

____________________________________________________
Heejjjjjj !!!!!!!!!!!!!
Jestem znowu !!!!
No to mamy 2 rozdział.
Jest nie najkrótszy więc chyba dobrze.
Mimo nawału wszystkiego udało mi się go skończyć.
Myślę, że Wam się podobał.
Czekam na komentarze.
Jeśli czytasz zostaw po sobie ślad !!!
Chciałabym zobaczyć ile osób w ogóle wie o tym opowiadaniu.
Liczę na Was ;)
Love Ya
              Olcia Xxx