Od kłótni z Harrym na imprezie minęły trzy tygodnie. Vicki stała się naszą przyjaciółką i spędzamy w trójkę mnóstwo czasu. Z Harrym od tego czasu się nie widziałam. Ale to nawet lepiej. Nie potrafię mu wybaczyć tego co mi zrobił.
A Leo?
Kilka dni po feralniej imprezie zaprosił mnie na randkę. Na jednej się nie skończyło a wczoraj zapytał się mnie czy chcę z nim być. Zdziwiłam się ale nie miałam powodu odmówić. Więc...mam chłopaka!! JEJ!!! Dawno nie czułam się tak jak teraz. Jestem...szczęśliwa? Zachwycona? Lub po prostu czuję się fajnie i.....normalnie. To dziwne bo zawsze myślałam, że miłości towarzyszy jakieś wyjątkowe uczucie. Coś wspaniałego, niesamowitego albo ekscytującego. Coś, o czego istnieniu nie ma się pojęcia, póki nie jest się zakochanym. A tu? Nic. Pustka. Normalność. Żadna rewelacja.
- To co dzisiaj robimy?
- Nie wiem.
- Może kino?
- Z chęcią- uśmiechnęłam się, gdy puścił moją dłoń by wyciągnąć telefon.
Po wybraniu filmu poszliśmy do kina. Zapłacił za bilety. Na początku chciałam ja to zrobić, przynajmniej za siebie ale nie uległ. Wybraliśmy jakiś film i poszliśmy na salę.
***
- Wybierzemy się gdzieś wieczorem?
- Dzisiaj nie dam rady. Jadę do rodziców na kolację- wyszliśmy z pracy. Odprowadzał mnie prawie codziennie.
- Ohh szkoda. Wyjeżdżam na miesiąc za dwa dni.
- Zupełnie zapomniałam. Przepraszam.
- Nie. Nie ma sprawy.
- Jutro możemy iść na imprezę. Nie mam żadnych planów.
- To świetnie.
- Wrócisz dopiero za miesiąc?
- Tak. Muszę załatwić kilka rzeczy w NY przed wyjazdem na studia.
- Oh. No tak- straciłam humor. We wrześniu oboje wyjeżdżamy. On do Nowego Jorku ja do Manchesteru. Nie wiem czy jeszcze się zobaczymy i czy nasz związek w ogóle będzie miał sens ale narazie muszę cieszyć się chwilą i nim. Póki jeszcze go mam...
Dotarliśmy do mojego domu.
- Czyli jak? Widzimy się jutro w pracy?
- Tak. Do zobaczenia- przytuliłam go i weszłam do domu. Od razu mój telefon zaczął wibrować. Lilly.
- Hej! Co się stało?
- Ashley on was widział! Jest porządnie wkurwiony i jedzie do ciebie!!!
- Ej ale spokojnie. Kto?
- Harry, tuku!!!!
- Kurwa!
- No właśnie. Za moment u ciebie będę. Może uda mi się przed nim...
- Nie Lilly. Nie możesz przyjść. Będzie jeszcze bardziej wkurzony i może się to źle skończyć.
- Racja ale zadzwoń jak tylko wyjdzie.
- Oczywiście, że zadz....- ktoś zaczął walić w drzwi.
- Dobra kończę.
- Pamiętaj o telefonie do mnie.
- Jasne. Cześć- rozłączyłam się i podeszłam do drzwi. Otworzyłam je a jego ręka zatrzymała się centymetr przed moją twarzą.
- Czego chcesz?
- Dlaczego ten kutas trzymał cię za rękę? Dlaczego odprowadził cię do domu. Dlaczego, do kurwy nędzy bez przerwy robisz mi na złość i doprowadzasz mnie do szewskiej pasji???!!!!!
- A co cię to obchodzi? Zostawiłeś mnie na imprezie trzy tygodnie temu. Flirtowałeś i robiłeś rzeczy, o których nawet nie chcę wiedzieć z przypadkowymi laskami, gdy ja siedziałam nie wiedząc co z sobą zrobić wśród twoich znajomych. Gdyby nie Vicki i Liam byłabym zupełnie sama na imprezie, na którą przypominam to ty mnie zaprosiłeś!!!- odpowiedziałam na prawie jednym tchu- A ten "kutas" który trzyma mnie za rękę i odprowadza mnie do domu to Leo, mój chłopak!!- jego oczy miały wielkość pięciozłotówek w odpowiedzi na moje słowa- coś jeszcze chcesz wiedzieć?!
Otworzył usta ale nie powiedział nic. Wrócił do auta i odjechał. Trzasnęłam drzwiami i opierając się o nie zjechałam na podłogę. Po prostu rozpłakałam się.
Ostatnie trzy tygodnie były przerwą w ciągłym płaczu, bólu i złości. Gdy tylko znów pojawia się w moim życiu, wszystko zaczyna się od początku. Ból i płacz powracają a złość, którą duszę w sobie wypływa na wierzch gdy przypominam sobie co mi robi. To dzieje się zdecydowanie za często a ja nic nie mogę na to poradzić. Tylko dlaczego to robi? Nic mu nie zrobiłam. Trzymałam się od niego z daleka choćby ze względu na opinię o nim, krążącą między ludźmi. A on tak nagle pojawił się, zadał mi mnóstwo bólu i płaczu, po czym zniknął na trzy tygodnie by pojawić się znów i zniszczyć to, co udało mi się odbudować.
- Lilly?
- Ash co się stało?
_____________________________
Jestem znów!!!
Nie było zakończenia roku ale...no cóż. Jest dużo wyświetleń ale mało komentarzy. Nie będę Wam ściemniać, mimo Waszej niechęci do komentowania kocham Was bardzooooooo i nie potrafię nie pisać ;) Cieszę się jeśli jest Was chociaż kilka osób a jeśli Wam się podoba to mam nadzieję na kilka komentarzy. Możecie też udostępniać bloga na TT albo FB lub co tam jeszcze macie. Jeśli chcecie. Uwielbiam pisać, miejąc świadomość, że piszę "DLA KOGOŚ" więc każdy czytelnik jest na wagę złota ;)
Nie wiem kiedy następny. Zacznę go na pewno już za chwilę i jeśli uda mi się go skończyć przed weekendem to go dodam. W poniedziałek mam ważny egzamin i muszę ćwiczyć na okrągło przez weekend.
No to na tyle o mnie.
Ash znowu płacze!!!!!! Ja nie wiem dlaczego zawsze tak to się kończy. Na szczęście ma Leo. YAY są razem!!! Sama jestem ciekawa jak długo uda im się być parą.
Piszę o czymś co zależy ode mnie. Naprawdę jest ze mną coś nie tak ;) Kończę na dziś zanim za dużo napiszę i zepsuję akcję z kilku następnych rozdziałów.
Do zobaczonka ;* Xxx
Ten rozdział bardzo mi się spodobał :) Z przyjemnością go czytałam :D A oto link do mojego bloga mam nadzieję ,że wpadniesz :3
OdpowiedzUsuńhttp://kochampisachistorie.blogspot.com/