sobota, 31 maja 2014

Rozdział 9

Obudziło mnie walenie i dzwonienie do drzwi. Zaspana zeszłam na dół.
- O co cho...- tylko tyle udało mi się powiedzieć, gdy wszedł do mieszkania spychając mnie na ścianę.
- Co z tobą do cholery jest nie tak? Dzwonię, piszę, zapchałem ci chyba całą skrzynkę głosową a ty nic. Czemu mnie ignorujesz? Czemu tak cholernie chcesz pokazać jaka odważna jesteś doprowadzając mnie do złości? Czemu nie potrafisz odebrać pierdolnego telefonu albo odpisać na sms'a?
- Już powiedziałam ci wszystko co miałeś ode mnie usłyszeć. Czego jeszcze chcesz? Kolejny raz doprowadzić mnie do płaczu?- uspokoił się. Przynajmniej nie jest taki wściekły jak przed chwilą.
- Więc co chciałeś mi tak koniecznie powiedzieć.
- Przepraszam tak? Powiedzieć kurwa przepraszam i zaprosić cię na imprezę.
- Ale jak chcesz na mnie krzyczeć i obudzić wszystkich wokoło, którym o 6 rano dane jest jeszcze spać to możesz po prostu sobie iść.
Jego oddech stał się równy i spokojny. Zamknął na chwilę oczy wypuszczając głośno powietrze po czym zaczął patrząc na mnie.
- To jak będzie?
- A dlaczego miałabym z tobą iść?
- Kochanie. Oboje wiemy, że tego chcesz.
Chcę tego? Sama już nie wiem. Moja podświadomość krzyczy żebym się zgodziła ale cała reszta mnie wie jak to się skończy. Nie chcę kolejny raz płakać ale też może być fajnie.
- Dzisiaj o 20. Ubierz się w coś ładnego- szepnął mi do ucha. Ciepłe powietrze z jego ust sprawiały, że przez moje ciało przepłynęła fala przyjemnych dreszczy. Przygryzł delikatnie skórę mojej szyi i wyszedł, zostawiając mnie, samą ze swoimi myślami.
Nie wiem co się ze mną dzieje. Sama jeszcze nie rozumiem tego co robię ja i wszyscy wokoło. Dlaczego tak mu zależy? Sam mi powiedział, że się nie umawia i nie zakochał się we mnie. Dlaczego więc tak się zachowuje?
Postanowiłam ogarnąć się i iść z Lilly na zakupy. Nie mogę cały czas o tym myśleć. Muszę trochę się rozerwać a Lilly na kacu jest moim najlepszym pocieszeniem.
- Jak się czujesz?
- Chce mi się spać, głowa mi pęka- wymamrotała przeszukując schowek- jest tu gdzieś...coś...ohhhh
- mam tabletki w torebce jeśli chcesz- prowadziłam jej samochód. Ostatnimi czasy stało się to bardziej niż przyzwyczajeniem a codziennością.
- Zakupy mi pomogą. Nie będę brała żadnych proszków.
- Jak chcesz. A potem do Nando's?
- Po co się pytasz jak wiesz, że zawsze po zakupach tam lądujemy.
- No w sumie...
***
Zrobiłyśmy małe zakupy. Kupiłam sobie śliczną ale bardzo krótką różową sukienkę na dzisiejszy wieczór.
Do tego czarne szpilki i czarna kopertówka którą kupiłam kilka dni temu. Do domu wróciłam wieczorem i miałam tylko godzinę czasu. Boję się tej imprezy. Na pewno zjawią się jego przyjaciele i będą się koło nas kręcić. Nie bardzo tego chcę ale jakaś cząstka mnie mówi, że nie idąc będę bardzo żałować.
Ubrana umalowałam się i wyprostował włosy. Zamykając drzwi łazienki usłyszałam pukanie. Zeszłam powoli po schodach żeby nie zabić się w szpilkach i otworzyłam drzwi.
- Cześć kochanie- stał przed drzwiami opierając się o werandę. Wyglądał jak anioł w czarnych wąskich spodniach i opinającej jego umięsnione ciało koszulce. Zauważyłam czarny tusz na widocznej części jego ramion. Do tej pory chodził tylko w długich bluzach i nie miałam okazji ich podziwiać.
- Coś nie tak?- zauważył że mu się przyglądam.
- Nie...n-nie...jest ok.
- To...możemy iść?
- Tak
________________________
Przeczytałeś(łaś)?-skomentuj!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz