-Ashley!!! Co z tobą? Nie odbierałaś telefonów, nie odpisywałaś a ja się martwiłam! Myślałam już, że coś ci zrobił?- Lilly wbiła do mojego domu. Usiadłam na kanapie a ona chodziła niespokojnie po pokoju bie umiejąc się uspokoić.
- Dobra ale weź się uspokój i mów powoli o co chodzi. Kto miał mi coś zrobić?
- Ten skurwiel który prawie rzucił się na chłopaków.
- Kiedy? Dlaczego chciał ich pobić? O czym w ogóle mówisz?- wypuściła głośno powietrze i usiadła obok mnie.
- Wczoraj Harry był na tej imprezie co wy. My też byliśmy chwilę ale poszliśmy na domówkę. Zanim wyszliśmy zobaczył was na parkiecie i wkurwił się jak nigdy. Potem podszedł do nas i zapytał kim jest ten chłopak. Jak chłopaki powiedzieli, że jesteście razem i, że Leo o wiele bardziej na ciebie zasługuje chciał ich uderzyć ba, rzucił się na nich ale go powstrzymałam. Ashley on go zabije!!!- potrząsnęła mną. Wtedy dotarło do mnie kim on naprawdę jest. Jest niebezpieczny i groźny. Kto wie, może nawet zabija za pieniądze.
Gdy tylko o tym pomyślałam zrobiło mi się słabo. Byłam na kolacji, imprezie i jechałam samochodem z kryminalistą! Come on!!!!!
- Muszę do niego jechać. Jest w pracy i Harry na pewno juź tam jest- zerwałam się z miejsca. Pobiegłam po torbę, założyłam moje miętowe Vansy. Gdy wybiegłam przed dom Lilly odpalała silnik swojego samochodu.
Gdy dojeżdżałyśmy do kawiarni zobaczyłam to, czego się bałam. Chłopak z burzą loków, którego chciałam od dawna pozbyć się z mojego życia właśnie wchodził do budynku.
- Wysadź mnie tutaj.
- Czekaj zaparkuję.
- Wysadź mnie i znajdź miejsce. Potem może być za późno- zatrzymała się przy krawężniku. Wyskoczyłam jak oparzona i pobiegłam do kawiarni. Wparzyłam przez drzwi w momencie, w którym Harry walnął z pięści mojego chłopaka. Wszyscy próbowali go powstrzymać ale był po prostu zbyt silny.
- Harry!- podbiegłam do niego- Harry, uspokój się!!
Odwrócił się do mnie. Leo nieprzytomny zsunął się na ziemię.
- Co to miało być?!- po moim policzku spłynęło kilka łez.
- Ashley to nie t...
- Tak. To tak Harry. Nie potrafisz po prostu dać spokój? Dlaczego to robisz? Jaki cel masz w ciągłym pojawianiu się w moim życiu a teraz bijesz mojego chłopaka?!?!?!
- Twojego chłopaka?!
- Tak. Ja i Leo jesteśmy razem. Nie zabronisz mi tego. A teraz po prostu stąd idź.
Nic więcej nie powiedział. Kopnął stół i wyszedł. Dobrze, że był remanent i nikogo nie było w lokalu. Szef by mi tego nie wybaczył.
- Leo, żyjesz?- podeszłam do siedzącego już chłopaka. Chris ma skończony kurs pierwszej pomocy i nie było potrzeby wzywać karetki.
- Tak. Jest ok.
- Przepraszam za niego. Widział nas w klubie i wpadł w szał.
- Czemu mi nie powiedziałaś, że tam był?
- Dowiedziałam się dzisiaj od Lilly. Nie powinno go tam być bo w piątki siedzi na domówkach. A tu bum szakalaka i Harry wkurwiony zabija wszystkich po kolei- uśmiechnęłam się lekko a on odwzajemnił tym samym.
- Dobra trzeba pracować. Wracasz do domu?
- Nie. I tak za dwie godziny kończysz a mam cię odwieźć na lotnisko.
- No tak
- Masz wszysko?- zamknęłam auto, które pożyczyłam od Lilly.
- Tak- poszliśmy do bramek. Po załatwieniu wszyskich formalności musiał iść na odprawę.
- No to widzimy się za miesiąc.
- Tak, będę tęsknić.
- Ja też. Zadzwonię jak wylądujemy.
- Będę czekać- przytuliłam go i... pocałowałam. Już nie raz próbował ale nie pozwalałam mu na to. Teraz, gdy nie będzie go miesiąc chcę, aby wiedział, że mi na nim zależy.
Trochę się zdziwił ale odwzajemnił pocałunek. Przerwał nam głos megafonu oznajmiający ostatnie 10 minut odpraw.
- Muszę iść.
- Jasne. Papa- ostatni raz go przytuliłam i widząc jak znika za bramkami wróciłam do samochodu.
__________________________
Tak jak obiecałam jest rozdział. Czekam na Wasze opinie ;)
Czytasz-Skomentuj
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz