środa, 23 kwietnia 2014

Rozdział 3

- Co Lilly mu powiedziała
- Nic. To znaczy, że już tu nie pracujesz i ma więcej się nie pokazywać, bo ciebie i tak nie będzie. A czemu?
- Tak się składa, że kiedy rozmawiałam z nią moja mamusia wpuściła go do domu.
- Był u ciebie?
- Tak. Normalny, słodki, czarujący a moja mama mu uwierzyła. Mało tego jak z nią rozmawiam uważa go za najodpowiedniejszą osobę dla mnie i najlepszą rzecz jaka mnie spotkała. Dowiedział się o tym kłamstwie i dał mi do zrozumienia, że tu dziś będzie.
- Ty masz szczęście do chłopaków.
- Potrafisz pocieszyć.
- Oj nie bądź taka. Wszyscy staramy się ci pomóc.
- Wiem i dziękuję wam za to. Idę na chwilę. Zaraz wracam- poszłam do szatni. Wyciągnęłam mój telefon z torebki i zobaczyłam wiadomość:

"Będę po twojej zmianie. Wezmę Cię gdzieś. Tylko nie próbuj się wykręcać. I tak Cię znajdę
                                 H Xx "

I co ja mam teraz robić? Raczej co on chce ze mną zrobić? Już wiem:

"Dziś nie mogę. Jadę do rodziny. Może jutro?"

Nie odpisał. Z jednej strony cieszę się, że udało mi się chociaż po części opóźnić nasze spotkanie
''sam na sam'' ale z drugiej strony na pewno przyjdzie sprawdzić czy napisałam prawdę. Zaczęłam płakać.
- Ash, pomóż nam. Mamy niezły tłok. Słyszysz mnie?- głos Kim był coraz głośniejszy. Po chwili stała w drzwiach.- Ashley? Co jest?- usiadła i przytuliła mnie. pokazałam jej naszą wymianę zdań i wtuliłam się w jej ramię.
- Ej, nie płacz. Dasz sobie radę.
- Co mam robić?
- Wrócić do pracy i zapomnieć o tym. Do końca zmiany jeszcze daleko.
- Racja. Trzeba się pozbierać.
                                               ***
Zimny wiatr otoczył mnie gdy tylko przeszłam próg kawiarni. Otuliłam się ciaśniej kurtką i wsadziłam słuchawki do uszu. Zawsze gdy wracam sama do domu słucham muzyki. Kilka razy wpadłabym pod samochód ale ze słuchawkami w uszach czuję się pewniej, wśród otaczającej mnie ciemności. Moje miętowe Vansy były bardziej widoczne od samej mnie w jeansowych rurkach i czarnej kurtce. Mimo wiosny, wieczorami jest bardzo zimno i ciemno. Tak jak ów pechowego dnia uciekł mi autobus i musiałam dreptać pieszo. Tylko, że tym razem szłam do domu a nie do Lilly, która mieszka bliżej centrum niż ja. Niestety nie mogłam przerwać trasy na jej mieszkaniu, ponieważ była właśnie w pracy. Tego dnia trafiły nam się inne zmiany.
Szlam ulicą mijając ludzi, obserwując odjeżdżające samochody i spacerujące pary. Wszystkie były takie słodkie. Ja nadal mogłam tylko marzyć, żeby znaleźć się na miejscu jednej z tych szczęściar.
Nagle przede mną zatrzymało się czarne, duże auto. ściągnęłam słuchawki  patrząc, kto wyłoni się zza otwierającej się szyby.
- Cześć skarbie. Podrzucić cię do rodziny?
- Nie, trafię sama- kontynuowałam swoją drogę mijając samochód.
Uśmiechnął się i wysiadł.
- Wsiądziesz sama czy ja mam cię wsadzić?- w jego głosie pojawiła się złość. Zauważyłam, że to co nawet podobało mi się w nim, w czasie naszego pierwszego spotkania, zielone oczy, wyraźnie pociemniały. Mimo przeszywającego strachu starałam się nie pokazywać, jak bardzo się go boję. Moje nogi najchętniej zaliczyłyby teraz maraton biegnąc do domu, byle by być jak najdalej niego.
- Więc jak?- stanął  blisko mnie , plecami przywierającej do ściany tak , że nie mogłam uciec, a jego oddech przyprawiał mnie o ciarki. Kilka łez spłynęło po moim policzku. Zauważył to.
- Boisz się?- zapytał z uśmiechem na twarzy. Nie odpowiedziałam ale moje trzęsące się ciało dało mu wystarczającą odpowiedź- bądź grzeczna to może postaram się być miły.
Chwycił moją dłoń i zaprowadził mnie do samochodu. Nie opierałam się. Nie chcę, żeby zrobił mi krzywdę. Usiadłam na fotelu pasażera.
- Więc jak ci na imię, skarbie?
- A..Ashley
- Bardzo ładne. Moje chyba już znasz- odpowiedź była oczywista. Wszyscy wiedzieli jak on ma na imię, więc nie mogłam być wyjątkiem.
Dotarliśmy pod mój dom.
- Chyba twój przystanek- zatrzymał si przy krawężniku i zbliżył do mnie. Poczułam jak wpija się w moją szyję. Z zaciśniętymi zębami czekałam aż się odsunie.
- Pasujemy do siebie- uśmiechnął się i wyszedł by chwilę później pojawić się koło moich drzwi. Wysiadłam i ruszyłam w stronę domu.
- Jutro o 6 będę po ciebie. Ubierz się w coś ładnego- ukazał dołeczki w swoich policzkach i odjechał.
Nic nie wymyślę. Muszę z nim iść. Może nie będzie tak tragicznie.
                                              ***
- Hej !
- Ashley ! Żyjesz? Tak się o ciebie martwiłam.
- Żyję. Przynajmniej do wieczora.
- Czemu?
- Harry chce mnie gdzieś zabrać.
- I co? Zamierzasz się zgodzić?
- A mam inne wyjście?
- Nooo... nie.
- Właśnie. A to wszystko przez to, że musiałam wracać wczoraj sama.
- Ojj. Sory, nie wiedziałam, że to się tak skończy.
- Dobra zmieńmy temat. Jak tam ten nowy?
- Masakra. Podrywał wczoraj mnie i Kim. Czemu akurat nam trafiła się zmiana z nim?
- Nie wiem. Dobra, otwierajmy. Już ósma.
- Racja- nie wiem czemu ale reszta osób, z naszej zmiany przychodzi zawsze na ostatnią chwilę.
- Hej! Sorki za spóźnienie
- Przyzwyczaiłyśmy się.
- Spoko, dzięki.
- Mam nadzieję, że przy kasie nie będziecie trzymać się za ręce?- Kim i Mike mieli zwyczaj pokazywania się wszędzie trzymając się za ręce. To jest bardzo słodkie ale na dłuższą metę staje się męczące.
- Oj nie bądź taka.
- Dobra lećcie się przebrać. Nasze gołąbeczki- Za te słowa Lilly dostała kuksańca w ramię. Nie zostało nam nic innego jak czekać na klientów i modlić się, żeby ON się nie pojawił.
                                                       ***
- Dobra, trzymamy kciuki. Dzwoń jak coś- cała banda odwiozła mnie do domu.
- Dzięki. Kocham was.
- Wzajemnie. Tylko nie wylądujcie w krzakach.
- Spoko.
- Jak tylko wrócisz daj znać. Albo przynajmniej napisz smsa wieczorem. Bo jeśli wrócisz jutro rano to ja  zdążę umrzeć z nerwów.
- Nie przesadzaj. Będzie dobrze. Cześć- zamknęłam drzwi i pomknęłam do domu.
Miałam ponad godzinę więc na spokojnie wzięłam prysznic, ogarnęłam włosy i umalowałam się. Wybrałam to mając nadzieję na brak wiatru. Nie chcę zmarznąć a tym bardziej znaleźć się w jego ramionach. Włosy zostawiłam rozpuszczone.
Nim się obejrzałam  wybiła 6. Sprawdziłam czy wzięłam telefon i klucze, po czym wyszłam z domu.
Gdy tylko zamknęłam dom ujrzałam to samo auto, którym zostałam odwieziona dzień wcześniej. Wypuściłam głośno powietrze i ruszyłam w stronę czarnego Rang Rovera.
- Cześć skarbie- stał oparty o bok samochodu. Założył czarne rurki, białą koszulkę i marynarkę. Bez czapki jego włosy były jeszcze gęstsze i bujniejsze niż miałam okazję widywać wcześniej.
- Ślicznie wyglądasz- złapał mnie w talii i przyciągnął do siebie. Odgarnął moje włosy by przyjrzeć się fioletowej plamce na mojej szyi. Odepchnęłam go od siebie.
- Możemy już jechać?
- A co ci się tak spieszy?
Chyba każda laska chciałaby mieć to już za sobą. Ugryzłam się w język. Nie chcę wiedzieć jak zachowałby się słysząc takie słowa. Tak jak poprzedniego dnia otworzył mi drzwi a gdy omal nie zabijając się o kamień wsiadłam zamknął je.
- To gdzie jedziemy?
- Niespodzianka- uśmiechnął się szeroko i skupił uwagę na drodze przed nami.
_____________________________________________________
Jestem znów !!!!!!!!!!!!!!!
I jak 3 rozdział? 
Mam nadzieję, że Wam się podobał,
bo pisałam go bardzo długo.
Nie wiem czy dobrze zrobiłam dodając go dziś.
Jutro mam sprawdzian i dużo roboty przy 3 konkursach.
W sumie wszystko ma być gotowe na już a ja siedzę i piszę.
 Chciałam Wam wynagrodzić tą przerwę w dodawaniu rozdziałów.
Jeśli ktoś z Was w ogóle czyta to myślę, że zostawi komentarz
a zawalony sprawdzian i szkoła nie pójdzie na marne ;)
Love Ya Xx

Aha jeszcze jedno.
 Nie wiem czy słyszeliście ale próbujemy dobić do biliona wyświetlenia WMYB.
Chcemy zrobić prezent chłopakom na 4 rocznicę powstania zespołu
 i uczynić ich pierwszym zespołem o takiej ilości wyświetleń. 
Więc nie ma na co czekać tylko wyświetlać ile się da
Tu macie link <klik>
Do zobaczenia niedługo Xx

sobota, 12 kwietnia 2014

Rozdział 2

- Będę o 18
- Jasne, cześć- przytuliłam ją i wyszłam. W tamtym momencie chciałam tylko wrócić do domu i położyć się spać. Zaczęłabym się o siebie martwić, gdyby po całonocnym oglądaniu filmów i gadaniu było inaczej. Gdy wreszcie dotarłam do domu byłam najszczęśliwszym człowiekiem na Ziemi. Wzięłam prysznic i położyłam się na te kilka godzin, które mi zostały do wyjścia na imprezę.
***
Obudziłam się. Liczne przekleństwa wydostały się z moich ust, gdy zobaczyłam na zegarku godzinę. Mam tylko pół godziny. Wzięłam prysznic, ubrałam się a zanim zrobiłam makijaż, pobiegłam otworzyć drzwi. Lilly, jak zwykle była przed czasem i stała w drzwiach mojej sypialni, gdy ja kręciłam się po niej szukając potrzebnych rzeczy. Potem ostatni raz przejrzałam się w lustrze i mogłyśmy iść.
- Następnym razem ustaw sobie budzik
- Następnym razem nie zatrzymuj mnie u siebie na całą noc- powiedziałam uśmiechając się ironicznie do niej. Do końca naszej niezbyt długiej drogi nie rozmawiałyśmy, uważając, żeby nie zabić się na kostkach chodnikowych. Potem zostało nam tylko czekać, aż wpuszczą do środka wszystkich stojących w kolejce przed nami. Co jakiś czas wchodził ktoś bez kolejki ale nie zwracałyśmy na to uwagi. Jeśli 50 osób kłóci się z ochroną to nie jesteśmy tam potrzebne jeszcze my.
W końcu po pół godzinie dostałyśmy się do klubu.
- Hej, jesteście wreszcie !- przywitali nas Kim, Mike, Nat i Chris. Dwie słodkie pary. Uwielbialiśmy się razem bawić, mimo tego, że prawie cały czas zajmowali się tylko sobą.
- Strasznie dużo ludzi.
- Wiem ale mamy stolik- dosiadłyśmy się.
- Komu drinka?
- Co to za pytanie ?
- No dobra, zaraz wracam.
- Pomóc ?
- Nie.
- Na pewno barman nie oprze się takiej lasce i przyniesie wszystko za nią- Mike oberwał za to po głowie ode mnie i Kim po czym udałam się do baru. Zamówiłam to po co przyszłam i czekałam.
- Jak miło znów cię widzieć, skarbie !- odwróciłam się prosząc Boga, żeby to nie był on.
- Kurwa
- Też się cieszę- obiął mnie w talii i zaczął całować w szyję. Sprawnym ruchem wyciągnął z kieszeni mojej kurtki mój telefon. Chwilę później jego telefon zaczął wibrować. Zadzwonił. Ma mój numer. Ostatni raz pocałował mnie w szyję i wziął sobie jednego z zamówionych przeze mnie drinków. Poszedł. Musiałam zamówić jeszcze jednego.
- Co to było ?- Lilly przyszła do mnie.
- Zadzwonił do siebie z mojego telefonu i wziął sobie drinka. Przeraża mnie to- wzięłyśmy napoje i wróciłyśmy do reszty.
- Co to za chłopak ?
- Nie znasz?
- No znam ale czemu cię całował?
- Uwziął się na mnie w kawiarni. Możemy zmienić temat?
- Jasne. Idziemy potańczyć?
- Oczywiście- poszliśmy na parkiet. Tańczyłyśmy dość długo, kiedy ktoś zaczął się do mnie kleić.
- Mam nadzieję, że tańczysz dla mnie, skarbie.
- Odwal się.
- Co proszę?
- To co słyszałeś, debilu. Zostaw mnie w świętym spokoju.
- Czego od niej chcesz, gnoju?
- Nie twój zasrany interes.
  W tym momencie Mike i Chris odepchnęli go ode mnie. Strasznie się cieszę, że ich mam. Zawsze mi pomogą. Nie ważne, jak natrętny typ się trafi.
- Jeszcze się zobaczymy, skarbie- odszedł. Nie miałam już najmniejszej ochoty na zabawę, więc wróciłam do stolika, sącząc drinka. Wkrótce Lilly przyszła żeby mi towarzyszyć.
- Nie przejmuj się tak nim. Na pewno się upił jak nie naćpał przy okazji i zarywa do każdej laski w klubie. Weź sobie kilka dni wolnego. Jak będzie przychodził dowie się, że już tam nie pracujesz i znajdzie sobie kogoś innego do dręczenia a twoje życie tak jak i moje wróci do normy.
- Dzięki, że tak mi pomagasz.
- Ty też mi strasznie pomogłaś...dwa lata temu...dobra zmieńmy temat- wiem, że było jej ciężko jak tylko sobie o tym przypominała ale cóż, tak chyba musiało być.
                                                               ***
Jakiś czas nie chodzę do pracy. Szef się zgodził jak opowiedziałam mu całą historię. Jutro wracam do pracy a po wczorajszej imprezie nie czuję się najlepiej. Po prysznicu i ogarnięciu się zeszłam zrobić kawę.
Gdy wreszcie usiadłam przy stole ktoś natrętnie zaczął pukać w drzwi i dzwonić.
- Już idę, moment !- nie byłam zbyt szczęśliwa, że muszę wstać z miejsca. A tym bardziej dotrzeć na moich odmawiających posłuszeństwa nogach do drzwi wśród nieprzerwanego dzwonienia i pukania.
- Mama?! Co ty tu robisz?
- Córcia! Ja chciałam z tobą porozmawiać.
- Ale nie mamy o czym rozmawiać.
- Proszę cię. Nie zajmę dużo czasu a bardzo mi na tym zależy.
- No dobra ale szybko- wpuściłam ją do domu. Jakim cudem mnie znalazła? Po jaką cholerę przyszła? Po tym co mi zrobili, jak mnie potraktowali nie miałam najmniejszej ochoty widzieć jej i taty na oczy. Poszłyśmy do jadalni.
- Więc...
- Ja cię chciałam strasznie przeprosić. Zrozumiałam jak bardzo cię to zraniło, co czułaś.
- Kiedy? Kiedy chociaż raz zainteresowałaś się mną? Kiedy ja chociaż przez moment byłam dla ciebie tak ważna jak wasza idealna córeczka?
- Alex nie jest idealna.
- Dopóki z wami mieszkałam tak właśnie było.
- Nigdy nie byłaś gorsza, zawsze dbałam o was obie tak samo, starałam się, żeby było wam dobrze.
- No to chyba ci nie wyszło skoro zapomniałaś o moich egzaminach do akademii muzycznej a pamiętałaś o treningu Alex albo zapomniałaś kupić mi kartkę na urodziny i zamówić durny tort, kiedy jej urodzinową imprezę przygotowywałaś przez dwa miesiące! Nie pomyślałaś wtedy, że może mi się zrobić przykro jak całe moje urodziny, kilka lat pod rząd spędzacie w pracy a ja płacząc w swoim pokoju? Nie przyszło wam to na myśl?- rozpłakałam się. Kiedy przypominałam sobie te wszystkie chwile, kiedy najbardziej ich potrzebowałam, płakałam a ich nie było. Byli za bardzo zajęci swoim idealnym, mega uzdolnionym i wspaniałym dzieckiem. Dopiero teraz, po pół roku samotności i 18 latach nieobecności w moim życiu, przypomniało im się, że mają drugą córkę. Powinni Nobla dostać za swoje odkrycie.
- Ja cię naprawdę przepraszam i chciałabym to wszystko naprawić. Żebyś wróciła do domu i pomogła nam stać się lepszymi rodzicami.
- Do domu na pewno nigdy nie wrócę ale postaram się. Możemy co jakiś czas się spotkać, rozmawiać przez telefon, ale jeśli jeszcze raz tak to się skończy to nigdy więcej mnie nie zobaczycie.
- Dziękuję. Zrobię co w mojej mocy- przytuliła mnie- brakuje nam ciebie.
- Mi was też- zdziwiły mnie moje własne słowa ale także zachowanie mojej matki. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz mnie przytuliła, powiedziała coś miłego. Teraz zauważyła moje zdziwienie i chyba poczuła się głupio. Zdała sobie sprawę, że gdyby od początku zachowywała się inaczej, pokazywała swoje uczucia, to może do tego wszystkiego by nie doszło. Mieszkałabym dalej z nimi w Brixton i nie byłoby żadnego nękającego mnie typa. Moje życie było by aż za piękne, żeby mogło być prawdziwe. Mama siedziała u mnie pijąc kawę. Dużo rozmawiałyśmy. Potem zostawiłam ją na chwilę i skoczyłam do sypialni. Lilly musiała o tym wiedzieć. Gdy skończyłam z nią rozmawiać wróciłam do mamy. Siedziała w salonie i rozmawiała z... nie. Boże powiedz, że
- Cześć, skarbie.
- H..Harry?? C..co..ty....
- Przyszedłem cię odwiedzić. Podobno już tam nie pracujesz. Lilly mi powiedziała. Chciałem zobaczyć czy wszystko u ciebie w porządku- taa bo cię obchodzi co się ze mną dzieje.
- Czemu wpuściłaś go do domu?
- Powiedział, że jest twoim bliskim znajomym. Wydawał się taki słodki i miły więc myślałam, że się ucieszysz.
- Dobrze, ja muszę lecieć. Do widzenia pani Stone- uśmiechnął się.
- Do widzenia Harry.
- Do zobaczenia w kawiarni, skarbie- puścił do mnie oczko i wyszedł. Jak dowiedział się prawdy? Skąd wie gdzie mieszkam? Dlaczego tak cholernie dobrze potrafi udawać normalnego słodkiego chłopaka?
- Ashley czy ty i Harry..
- Nie, mamo. Nie jesteśmy razem i raczej nie będziemy.
- Dlaczego?
- Nie ważne. Możemy porozmawiać o czymś innym?
- Przyjedziesz do nas jutro?
- Nie mogę, mam pracę ale za tydzień?
- Spoko. Będziemy czekać. Do zobaczenia.
- Papa- przytuliłam ją
- Kocham cię. Pamiętaj o tym- uśmiechnęła się i wyszła. Pierwszy raz powiedziała mi to prosto w twarz. Dwa słowa, które przez te wszystkie lata powinna mówić mi codziennie. No ale cóż, lepiej późno niż wcale.
Zobaczymy co z tego będzie.

____________________________________________________
Heejjjjjj !!!!!!!!!!!!!
Jestem znowu !!!!
No to mamy 2 rozdział.
Jest nie najkrótszy więc chyba dobrze.
Mimo nawału wszystkiego udało mi się go skończyć.
Myślę, że Wam się podobał.
Czekam na komentarze.
Jeśli czytasz zostaw po sobie ślad !!!
Chciałabym zobaczyć ile osób w ogóle wie o tym opowiadaniu.
Liczę na Was ;)
Love Ya
              Olcia Xxx

wtorek, 8 kwietnia 2014

Rozdział 1

Kolejny dzień w pracy. Kawiarnia, która '' płaci za moje życie '' jest znana i jedną z lepszych w mieście. Dlatego ludzie tłumnie odwiedzają to miejsce i zostawiają tu istną fortunę.
W soboty, tak jak dziś, mamy mnóstwo roboty.
- Lilly kasa !!!- zaczęłam się drzeć polerując stoliki. Ludzie nie lubią stać w kolejce a ona akurat teraz musiała wyjść.
- Lilly ?! Ugh, no dobra- warknęłam pod nosem i popędziłam do kasy.
- Już jestem- stanęła obok mnie i obsługiwała resztę klientów.
- Gdzieś ty była ?- powiedziałam uśmiechając się do zniecierpliwionej kobiety, która złożyła zamówienie.
- Nie można na chwilę wyjść ?
- Masz poczucie czasu.
- Oj weź. Postawię ci jutro drinka.
- Stoi- zaczęłyśmy się śmiać. Ludzie dostali to czego chcieli i miałyśmy chwilę luzu.
- Idę zapalić.
- Ile razy mówiłam ci, żebyś to rzuciła ? Niszczysz sobie zdrowie a mi nie płacą za pracowanie, kiedy palisz. To powinno być traktowane jak nadgodziny.
- Też cię kocham. 2 minuty- zniknęła z papierosem w ręce. Wtedy w drzwiach zobaczyłam 5 facetów. W mojej głowie zaroiło się od przekleństw. Pięciu chyba najgroźniejszych gości w mieście akurat w tej kawiarni i akurat na mojej zmianie. Nie mogli przyjść za 3 godziny jak mnie już nie będzie albo za te przeklęte 2 minuty jak wróci Lilly ? Ona zawsze bierze na siebie obsługę takich ludzi.
Gdy niestety skończyły mi się stoliki do wycierania a jej dalej nie było, nie miałam wyboru.
 Przy kasie czekał chłopak z burzą loków na głowie, ujarzmionymi kapturem bluzy. Jego nogi w wąskich spodniach i z białymi conversami na stopach, wyglądały na jeszcze dłuższe niż były w rzeczywistości. Zgniótł by mnie, drobną, małą dziewczynę w dwóch palcach.
- Dzień dobry, co podać?
- Espresso 5 razy
Stanęłam bokiem robiąc tą cholerną kawę a on lustrował mnie wzrokiem.
- Podobasz mi się, skarbie. Jak ci na imię?
- Coś jeszcze podać ?- zignorowałam jego pytanie. Nie odpowiedział - zaraz podam do stolika. Proszę chwilę poczekać- poszłam po szklanki. Gdy wróciłam on dalej stał i przyglądał się każdemu mojemu ruchowi. Jak na zbawienie pojawiła się Lilly. Byłam wściekła na jej uzależnienie i głód nikotynowy, który pojawiał się w najmniej potrzebnych momentach. Niestety, jej obecność wcale go nie zniechęciła.
- O której kończysz ?
Nie odpowiedziałam. Po co mu ta wiadomość? Bo na miłą rozmowę i odprowadzenie do domu raczej nie liczę.
- Jeśli nic więcej pan nie zamawia to proszę poczekać przy stoliku. Nie jest pan tu jedynym klientem- odpaliła Lilly.
- Jeszcze się zobaczymy, skarbie- odszedł. Usiadł obok kumpli patrząc cały czas w naszą stronę.
- Czego chciał?
- Oprócz kawy i rachunku liczył na to, że powiem mu jak się nazywam i o której kończę pracę. Dzięki, że przyszłaś ale na pewno nie były to dwie minuty.
- Ej, na naszej zmianie tylko ja zajmuję się takimi typami. Poza tym żaden nie zachowywał się nigdy przy mnie w ten sposób.
Szturchnęła mnie łokciem.
- Daj spokój i zanieś te kawy. Ja na pewno tam nie podejdę.
- Jak chcesz- uśmiechnęła się i wzięła tacę.
                                                                   ***
- No to chyba koniec- Kim i Mike przyszli na swoją zmianę.
- Hej. Możecie się zbierać. Ogarniemy to.
- Dzięki- poszłyśmy się przebrać. Tylnym wyjściem nie da się wyjść. Plac za kawiarnią jest ogrodzony i służy jako palarnia dla pracowników. Wychodząc pomachałyśmy do reszty i wyszłyśmy.
- Jak zimno- dzisiejszy, wiosenny wieczór nie był zbyt przyjemny a Lilly nie wzięła samochodu. Musiałyśmy jechać autobusem albo iść pieszo.
- Kurde.
- Co jest?
- Idziemy na piechotę.
- Nie no serio ?- spojrzałam na rozkład jazdy. W naszą stronę nie jedzie nic przez najbliższe pół godziny.
Przeklnęłam pod nosem i poszłyśmy w stronę domu.
- Chodźmy do mnie. Zobaczymy jakiś film, pochłoniemy kawę z bitą śmietaną i zapchamy się lodami. Co ty na to?
- No nie wiem...
- Jutro mamy wolne a ja muszę ci jakoś wynagrodzić to, że zostawiłam cię samą z tymi typami.
- No dobra. Ale nie będę w nocy wracać do domu.
- No to wrócisz jutro rano. Nie marudź tylko chodź.

_____________________________________________________
NO I MAMY PIERWSZY ROZDZIAŁ !!!!!!!!!!!
Tak strasznie się cieszę, że go napisałam.
Jestem chora i wykorzystałam fakt, że siedzę sama w domu zamiast w szkole
i, że mogę zacząć już dziś.
Za błędy przepraszam.
Mój brzuch odmawia posłuszeństwa i przez to mój mózg świruje.
Jeśli się podobało, liczę na komentarze.
Jeśli nie, proszę też napiszcie.
Bardzo mi zależy, żeby pisać dobrze i tak jak chcą czytelnicy,
więc musicie mi pomóc.
Następny rozdział pod koniec tygodnia.
Mam mały młyn w szkole i poza nią i nie wiem jak uda mi się wszystko 
ogarnąć. Tak naprawdę jutro i w czwartek nie będzie mnie prawie w ogóle w domu,
więc o pisaniu nie ma mowy.
Ale może w sobotę i niedzielę pojawią się następne.
Do zobaczenia już niedługo ;)
Love Ya
                  Olcia Xxx

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Bohaterowie_ Wstęp

 


Ashley Stone- 18 lat.
Zwykła dziewczyna. Lubi chodzić na zakupy i imprezy wraz z przyjaciółką Lilly. Po kłótni z rodzicami wyprowadziła się z domu i zamieszkała w Londynie.






Harry Styles- 20 lat.
 Bad Boy. Wraz z kumplami uwielbia chodzić na imprezy i robić szum wokół własnej osoby. Z żadną dziewczyną nie związał się na długo, jeśli w ogóle wiedział co znaczy '' mieć dziewczynę ''.









Lilly Brown- 19 lat.
Przyjaciółka Ashley. Straciła rodziców w wypadku samchodowym kilka lat temu. To dzięki Ash pozbierała się i zaczęła sobie radzić. Ma duże powodzenie u facetów ale nadal czeka na kogoś na kim " da się zawiesić oko ".








Niall-20 lat, Liam-21 lat, Louis-22 lata i Zayn-20 lat
Przyjaciele Harry'ego. Tak jak on żyją imprezami i dziewczynami
''na jedną noc". Mimo wszystko potrafią mu pomóc i wesprzeć kiedy tego potrzebuje.






                                                       ♥ Wstęp (krótki prolog) ♥
 Moje życie nigdy nie było idealne. Fałszywe BFF, kłótnie z rodzicami i nowy rozdział w życiu właśnie tu, w Londynie. I tak mija kolejny dzień. Pobudka, praca, dom, impreza i tak w kółko czekając aż w końcu coś się zmieni. I pomyśleć, że wszystko jest na wyciągnięcie ręki ...

Powitanie- kilka słów o mnie ;)

Hejjjj !!!!!!!!!!!!!!!!!!!
 


Witam na moim blogu ! <3
Jak pewnie się już domyśliliście będzie się tu pojawiało opowiadanie w stylu "Dark". Nie jest to moje pierwsze opowiadanie ale takie piszę po raz pierwszy. Liczę na zrozumienie i rady jeśli coś będzie nie tak.
Pierwsze wrażenie jeśli chodzi o wygląd bloga nie jest najlepsze (przynajmniej mi się nie podoba) i myślę, że po jakimś czasie (jeśli w ogóle ktoś będzie czytał) pojawi się osoba chętna zrobienia szablonu. Próbowałam zrobić do poprzedniego bloga i nie wiem czemu nie zapowiada się na to, że w najbliższym czasie ogarnę jak to się robi. Jak znajdę chwilę zmienię wygląd ale musicie trochę poczekać ;)

Teraz o mnie.
Jestem Ola (nienawidzę swojego imienia), mam 13 lat. Directionerką jestem od 2 lat. Chodzę do ostatniej klasy szkoły podstawowej. Uczę się też na ognisku artystycznym w szkole muzycznej. Gram na keyboardzie (7 lat) i skrzypcach (2 miesiące). W czerwcu mam bardzo ważny egzamin więc mimo wszystko muszę ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć, więc rozdziały nie będą pojawiały się tak często jak bym tego chciała :(
Jestem BARDZO dziwna ( rozumie mnie tylko moja sis Directioner ) i wpływam na ludzi ( nie koniecznie w dobry sposób ;) ). Niektórzy w moim towarzystwie nie potrafią się uspokoić i przestać śmiać.

Postaram się aby moje opowiadanie było chociaż w maleńkim stopniu tak dobre jak wszystkie, które czytam. Już na wstępie proszę o komentarze. To strasznie motywuje. Jeśli komentarzy nie będzie, będę musiała porządnie się zastanowić nad pisaniem. Gdy nikt nie czyta po prostu nie ma to sensu.
Ale nie będę pesymistyczna i serdecznie zapraszam do czytania ;)
Już niedługo prolog i startujemy z opowiadaniem ;)
                                                                                              Love Ya
                                                                                                      Olcia Xxx