- Tu chciałeś mnie zabrać? Do biurowca?
- Nie całkiem- wyszedł i otworzył mi drzwi. Wygramoliłam się z auta z jego małą pomocą. Nie miałam szansy uwolnić swojej dłoni z jego uścisku. Czemu musi być tak cholernie silny?
Weszliśmy do środka i nie mówiąc słowa zaciągnął mnie do windy. Wcisnął guzik.
- Dach?- zapytałam. W moim głosie wyraźnie słychać było strach. Od małego mam lęk wysokości.
- Tak. Boisz się?- zapytał. Nie odpowiedziałam- nie mam zamiaru cię z niego zepchnąć więc nie martw się.
Uśmiechnęłam się lekko. Dotarliśmy na górę. Moim oczom ukazał stolik z dwoma krzesłami i wiaderko z szampanem. Nigdy nie spodziewałabym się po nim czegoś... chociaż w połowie takiego jak to co zobaczyłam. Harry pewnym krokiem podszedł do stolika a ja dalej stałam jak słup telegraficzny nie umiejąc zrobić kroku.
- Będziesz tak stać? Nie wiem jak ty ale chciałbym zjeść... jeszcze dzisiaj- stał patrząc się na mnie. Lekko się zarumieniłam po czym zajęłam swoje miejsce. Pomijając kelnera, który co jakiś czas wyłaniał się z windy by dolać szampana albo podać jedzenie, nie było tu nikogo ani żadnej drogi ucieczki. No chyba że chciałabym skończyć na swojej mszy żałobnej po skoku z dachu. Od razu odpycham od siebie tą myśl ale jednocześnie nie chcę tu być. Nie znam go. No przynajmniej na tyle by siedzieć i jeść z nim sam na sam. Inne laski byłyby w siódmym niebie spędzając czas z prawdziwym bad boy'em- typem uwielbianym przez młode dziewczyny ale mnie to w ogóle nie pociąga. Wolę być z kimś kto zaprosi mnie na spacer, przytuli do snu i poprzytula się na kanapie a ten typ człowieka na pewno nigdy do tego by się nie posunął.
- Żyjesz jeszcze.. tam...w środku?- z zamyśleń wyrwał mnie jego głos, zupełnie nie współgrający z słowami, które wypowiedział.
- Tak jest ok. Tylko..zamyśliłam się.
- Ohh to..dobrze- tak bo cię interesuje co się ze mną dzieje. Naprawdę mnie irytuje. Najpierw próbuje się do mnie dobrać, potem pojawia się w moim domu i zaprasza nie wiadomo gdzie a teraz rozmawia ze mną przy kolacji. Ale jedno pozostaje niezmienne jego szorstki głos i nie wyrażający żadnych uczuć wyraz twarzy, pomijając kilka uśmiechów, znikających z resztą w mgnieniu oka. Wiedziałam, że ma jeden cel. Upatrzył sobie mnie jako cel do zaliczenia i robi to wszystko żebym wepchała mu się do łóżka. Będzie miał trochę roboty bo nie mam najmniejszego zamiaru skończyć jak wszystkie jego "koleżanki z korzyściami". Zaczął znacznie szybciej niż się spodziewałam.
- Co masz na sobie pod tą kiecką?
- Czemu pytasz?
- Chętnie bym ją z ciebie zerwał.
- Ani o tym nie myśl.
- Sprawię, że się mi nie oprzesz. Działa na wszystkie.
- No to chyba jestem wyjątkiem.
- Jeszcze zmienisz zdanie.
- Nie i pogódź się z tym. Jeśli nic innego ode mnie nie chcesz to wracam do domu- wstałam czekając na odpowiedź. Nie odezwał się ani słowem. Tak jak powiedziałam weszłam do windy i zadzwoniłam do Lilly żeby po mnie przyjechała. Potem rozpłakałam się. Mimo wszystko wiedząc, że zaprosił mnie na kolację, w głębi duszy miałam nadzieję na coś bardziej wartościowego z jego strony. Ale pomyliłam się. On nie ma uczuć. Wykorzystuje dziewczyny żeby zaspokoić siebie a potem o nich zapomnieć. Czułam się strasznie.
_____________________________________________
Hejjjjjjj !!!!!!!!!!!!
Co tam u Was?
Cieszę się, że pojawił się 4 rozdział.
Jest mi strasznie przykro, że nie komentujecie ale cóż.
Nie mogę Was zmuszać ale wiedzcie, że miło by mi było zobaczyć
że ktoś jednak czyta to opowiadanie.
Wystarczy choćby kropka!!!
Dla Was to kilka sekund a dla mnie wiele znaczy.
To chyba tyle. Zabieram się za następny żeby nie było znowu takiej luki
a jeśli będzie choć jeden komentarz rozdział pojawi się jeszcze szybciej.
Wiem, że Was na to stać.
LOOOOOVVVEEEEEE Xxx
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz