-Skarbie co się stało?- Lilly dotarła szybciej niż bym się po niej spodziewała -Rozerwę go na strzępy jeśli coś ci zrobił.
- Nie..to nie tak...ja po prostu..ohh byłam taka głupia. Spodziewałam się, że zaprosi mnie, zjemy w miłej atmosferze a potem odwiezie mnie do domu może nawet całując na pożegnanie. Ale nie! Musiałam trafić na ten typ człowieka, któremu dziewczyna potrzebna jest do zaspokajania wyłącznie swoich potrzeb!
-Ej dobra ale teraz wolniej i prościej. Mój mózg nie przyswaja tyle ile ty w złości wypowiadasz w ciągu sekundy- czasami jej wolne rozumowanie strasznie mnie wkurza.
- W największym skrócie najpierw wydawał się miły, normalny, po czym oświadczył, że najchętniej pozbawiłby mnie sukienki jak najszybciej jest to możliwe i nie oczekuje ode mnie nic poza tym.
- Kurwa mać. Gruba sprawa. Tylko nie użalaj się nad sobą do cholery bo to nie twoja wina, że taki z niego chuj.
- A ty przestań ze swoim niewyparzonym językiem bo przekleństwa mi nie pomogą.
- Sorki. Wiesz jaka jestem.
- Chyba za dobrze.
- To co? Może mała imprezka? Na rozluźnienie?
- Jutro o 8:00 rano mamy być w pracy a ty chcesz iść się nachlać. Ty i te twoje pomysły.
- Tylko jeden drink, proszeeee. Ja nie idę jutro do pracy.
- Ok ale nie chce cię znowu znaleźć na lotnisku.
- Spoko- powiedziała przez śmiech.
-Swoją drogą dalej nie wiem jakim cudem tam się znalazłaś.
- Uwierz ja też. Chyba wygodnie mi się tam spało- zaczęłyśmy się śmiać.
- Skoro ciebie jutro nie ma to z kim zostanie mi pracować?
- Z tym nowym. Jak mu tam leci? Leo?
- Chyba tak.
- Nie zazdroszczę. Ja już mam go dość. Po tylko 8 godzinach.
- Oj biedna.
- Ale Nat chyba też będzie więc nie musisz się martwić.
- Oh dziękuję za wsparcie.
- Nie przesadzaj. Nie wiem w ogóle o co ci chodzi. Weź się ogarnij bo nie lubię pić z wkurzoną Ash.
- No dobra.
***
Tak jak sądziłam, Lilly się upiła i musiałam prowadzić. Dla jej bezpieczeństwa przetrzymałam ją na noc na swojej kanapie. Rano postanowiłam jej nie budzić. Zostawiłam jej klucze i list, żeby przyniosła mi je do pracy. Wiem, że tak nie zrobi i poczeka na mnie tutaj ale dla wszelkiej pewności nie zaszkodzi napisać. Dotarłam do kawiarni. W środku czekał już średniego wzrostu blondyn. Stał do mnie tyłem ale od razu wiedziałam, że najbrzydszy nie jest. Jego twarz, która ukazała mi się chwilę później tylko utwierdziła mnie w tym przekonaniu.
- Cześć!
- H-hej- odpowiedziałam cicho.
- Więc... jestem Leo.
- Ashley- podałam mu rękę. Na pierwszy rzut oka nie wygląda na takiego złego jak Lilly opowiadała.
- Jestem!!!- jak na zbawienie pojawiła się Nat !!!
- Hej!!! Jesteś wcześniej niż zwykle.
- Chciałam jak najszybciej dowiedzieć się jak po wczorajszym wieczorze?
Dałam jej porozumiewawcze spojrzenie. Szybko się przebrała i poszłyśmy do jednego ze stolików.
- Więc...
- Byłam głupia. Chciał mnie po prostu wykorzystać. Czuję się strasznie.
- Jest dupkiem. Nie zasługuje na ciebie.
- Nie pomagasz.
- Ale tak jest. Nie ma nic do zaoferowania a ty zasłużyłaś na coś zdecydowanie ponad to wszystko.
- Dzięki- przytuliłam ją.
- Nie chcę wam przeszkadzać ale powinniśmy otwierać.
- Jasne. Jest ok- wstałam ocierając ostatnie łzy
piątek, 16 maja 2014
Rozdział 5
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz