sobota, 31 maja 2014

Rozdział 9

Obudziło mnie walenie i dzwonienie do drzwi. Zaspana zeszłam na dół.
- O co cho...- tylko tyle udało mi się powiedzieć, gdy wszedł do mieszkania spychając mnie na ścianę.
- Co z tobą do cholery jest nie tak? Dzwonię, piszę, zapchałem ci chyba całą skrzynkę głosową a ty nic. Czemu mnie ignorujesz? Czemu tak cholernie chcesz pokazać jaka odważna jesteś doprowadzając mnie do złości? Czemu nie potrafisz odebrać pierdolnego telefonu albo odpisać na sms'a?
- Już powiedziałam ci wszystko co miałeś ode mnie usłyszeć. Czego jeszcze chcesz? Kolejny raz doprowadzić mnie do płaczu?- uspokoił się. Przynajmniej nie jest taki wściekły jak przed chwilą.
- Więc co chciałeś mi tak koniecznie powiedzieć.
- Przepraszam tak? Powiedzieć kurwa przepraszam i zaprosić cię na imprezę.
- Ale jak chcesz na mnie krzyczeć i obudzić wszystkich wokoło, którym o 6 rano dane jest jeszcze spać to możesz po prostu sobie iść.
Jego oddech stał się równy i spokojny. Zamknął na chwilę oczy wypuszczając głośno powietrze po czym zaczął patrząc na mnie.
- To jak będzie?
- A dlaczego miałabym z tobą iść?
- Kochanie. Oboje wiemy, że tego chcesz.
Chcę tego? Sama już nie wiem. Moja podświadomość krzyczy żebym się zgodziła ale cała reszta mnie wie jak to się skończy. Nie chcę kolejny raz płakać ale też może być fajnie.
- Dzisiaj o 20. Ubierz się w coś ładnego- szepnął mi do ucha. Ciepłe powietrze z jego ust sprawiały, że przez moje ciało przepłynęła fala przyjemnych dreszczy. Przygryzł delikatnie skórę mojej szyi i wyszedł, zostawiając mnie, samą ze swoimi myślami.
Nie wiem co się ze mną dzieje. Sama jeszcze nie rozumiem tego co robię ja i wszyscy wokoło. Dlaczego tak mu zależy? Sam mi powiedział, że się nie umawia i nie zakochał się we mnie. Dlaczego więc tak się zachowuje?
Postanowiłam ogarnąć się i iść z Lilly na zakupy. Nie mogę cały czas o tym myśleć. Muszę trochę się rozerwać a Lilly na kacu jest moim najlepszym pocieszeniem.
- Jak się czujesz?
- Chce mi się spać, głowa mi pęka- wymamrotała przeszukując schowek- jest tu gdzieś...coś...ohhhh
- mam tabletki w torebce jeśli chcesz- prowadziłam jej samochód. Ostatnimi czasy stało się to bardziej niż przyzwyczajeniem a codziennością.
- Zakupy mi pomogą. Nie będę brała żadnych proszków.
- Jak chcesz. A potem do Nando's?
- Po co się pytasz jak wiesz, że zawsze po zakupach tam lądujemy.
- No w sumie...
***
Zrobiłyśmy małe zakupy. Kupiłam sobie śliczną ale bardzo krótką różową sukienkę na dzisiejszy wieczór.
Do tego czarne szpilki i czarna kopertówka którą kupiłam kilka dni temu. Do domu wróciłam wieczorem i miałam tylko godzinę czasu. Boję się tej imprezy. Na pewno zjawią się jego przyjaciele i będą się koło nas kręcić. Nie bardzo tego chcę ale jakaś cząstka mnie mówi, że nie idąc będę bardzo żałować.
Ubrana umalowałam się i wyprostował włosy. Zamykając drzwi łazienki usłyszałam pukanie. Zeszłam powoli po schodach żeby nie zabić się w szpilkach i otworzyłam drzwi.
- Cześć kochanie- stał przed drzwiami opierając się o werandę. Wyglądał jak anioł w czarnych wąskich spodniach i opinającej jego umięsnione ciało koszulce. Zauważyłam czarny tusz na widocznej części jego ramion. Do tej pory chodził tylko w długich bluzach i nie miałam okazji ich podziwiać.
- Coś nie tak?- zauważył że mu się przyglądam.
- Nie...n-nie...jest ok.
- To...możemy iść?
- Tak
________________________
Przeczytałeś(łaś)?-skomentuj!

poniedziałek, 26 maja 2014

Rozdział 8

Za chwilę jedziemy do moich rodziców. Prawo jazdy mam od dawna ale nie kupiłam jeszcze samochodu. Właśnie w takich momentach jestem na siebie za to strasznie zła. Chyba porządnie rozważę ten zakup bo bardzo mi się przyda od września gdy zacznę studia. Jeśli w ogóle się dostanę.
- Możemy iść?- krzyknęłam z salonu.
- Tak już- usłyszałam trzask drzwi jej sypialni i kroki na schodach. Chwilę później stała obok kanapy.
- No to w drogę!- chwyciła klucze z auta i wyszłyśmy z jej mieszkania.

- Cześć!
- Hej- odpowiedziałam bez emocji. Alex nie była na liście osób "koniecznie spotkać". Wręcz przeciwnie. Miałam nadzieję, że tak jak ostatnio nie będzie jej w domu. To właśnie moja rok młodsza siostra była powodem tego wszystkiego co się stało. Może kiedyś uda nam się naprawić zniszczone relacje.
- Cześć Ashley, witaj Lilly. Jak dawno cię nie widziałam.
- Ja pano również pani Stone.
Usiedliśmy w jadalni. Stół pięknie nakryty. Jak zwykle z resztą. Mama ma od zawsze kręćka na punkcie perfekcji. Wszystko musiało być idealne. Nasze rzeczy w szafach idealnie ułożone, nasze stroje i włosy porządne, czyste i stosowne do okazji i miejsca. Na pierwszy rzut oka mogło się to wydawać fajne, bo często chodziłyśmy na zakupy a nasze szafy były pełne czystych i świeżych ubrań ale na dłuższą metę, robiło się strasznie męczące. Nawet książki na półkach układała alfabetycznie a skarpetki w szufladzie kolorami. Nie pomogło wmawianie o chorpbie ani szpitalu dla psychicznie chorych. Ona cały czas robiła swoje.
To chociaż w niewielkim znaczeniu również wpłynęło na moją decyzję o wyprowadzce.
- To co? Może wina?
- Chętnie- wypaliła Lilly.
- Ejejejj powoli! A kto zawiezie nas do domu co?
- Alex- no to żeś mamusiu dosrała. ONA ma mnie zawieźć?- albo tata. On i tak nie może dzisiaj wypić.
Znacznie lepiej. Nie wytrzymałabym w jednym samochodzie z nią.
Usiedliśmy do kolacji.
- Czy..czy wy z Harrym jesteście...no wiesz... razem?- zaczęła niepewnie moja mama.
- Nie, oczywiście, że nie.
- Nie podoba mi się ten typ i to że kręci się blisko ciebie- wypalił tata.
- Wiem, mnie też ale ta sprawa jest już skończona- przynajmniej mam taką nadzieję.

- Ashley możemy pogadać?- zapytała moja siostra.
- Nie mamy o czym.
- Proszę. Daj mi tylko 2 minuty.
Mama pogromiła mnie wzrokiem. Nie raz mówiła, żebym chociaż spróbowała jej wysłuchać. Nie chodziło nawet o wybaczanie ale po prostu żebym usłyszała co chce mi powiedzieć.
Kiwnęłam głową i poszłyśmy do kuchni.
- Wiem, że nie chcesz mnie znać, że przeze mnie się wyprowadziłaś ale ja o niczym nie wiedziałam. Żyłam w przekonaniu, że obie jesteśmy na równi, że rodzice traktują nas tak samo. Nie dostrzegałam jak cierpisz a gdy próbowałam się dowiedzieć odpychałaś mnie. Gdy się wyprowadziłaś nie chcieli mi powiedzieć czemu a ty zmieniłaś numer. Ja też się wyprowadziłam ale tylko na miesiąc do Justina. Potem rodzice mnie znaleźli. Wszysko mi powiedzieli. Było mi strasznie głupio i źle. Próbowaliśmy cię znaleźć ale nic z tego. Proszę, zrozum mnie i postaraj się mi wybaczyć. Jeśli nie to zrozumiem ale jesteś moją jedyną siostrą. Nie mamy nic oprócz siebie.
- Ja...ja nie wiem. Muszę to ogarnąć, poukładać sobie wszystko w głowie.
- Spoko. Zadzwoń kiedyś- podała mi małą, postrzępioną karteczkę. Uśmiechnęłam się lekko i schowałam ją do kieszeni jeansów. Nie wiem jak to się wszystko potoczy. Myślę, że kiedyś znów zbliżymy się do siebie. Tak jak to było kiedyś.
***
Tata odwiózł nas do domów. Zobaczyłam na telefonie kilka nieodebranych połączeń i wiadomości od Harry'ego. Usunęłam wszystkie bez czytania i poszłam pod prysznic. Po wyjściu nie miałam siły na nic więc po prostu poszłam spać.
_________________________
Hejjj! Mamy 8 rozdział. Wiem, że daty faktycznego dodania i te, pokazujące się nad rozdziałami mogą się różnić. Pokazują one kiedy zaczęłam pisać rozdział a nie kiedy go dodałam. Dzieje się tak, ponieważ dodaję rozdziały przez aplikację bloggera na telefpn i nie wiem jak ustawić daty. Jak tylko do tego dojdę to będą prawidłowe ale jeszcze trochę mi to zajmie ;)
W każdym razie rozdział dodałam dzisiaj aby uczcić moje 37 punktów ze sprawdzianu szóstoklasisty, o których dowiedziałam się kilka godzin temu. Więc będzie mi bardzo miło zobaczyć kilka komentarzy. Do zobaczenia niedługo ;) Xx

niedziela, 25 maja 2014

Rozdział 7

- I jak randka?
- Frajer- wtoczyła się do mojego mieszkania. Nie miałabym nic przeciwko, nawet w takim upitym stanie, w jakim się znajdowała ale nie o 2 w nocy do cholery!
- Dobraaa a co robisz u mnie?
-Bo...ja....umm...tylko..bo...uhh miałam bliżej.
- Ohhh jasne. Z centrum. Sory ale swój dom musiałaś minąć.
- Oj nie bądź taka tylko polej coś bo zaraz wybuchnę ze złości- wymamrotała coś jeszcze idąc do salonu ale nie dało się nic zrozumieć z tej zlepki słów. Powstrzymałam się żeby nie wybuchnąć śmiechem. Jej nietrzeźwość zawsze doprowadza mnie do łez.
Nalałam jej wody i poszłam do salonu.
- Więc...
- Zabrał mnie do jakiegoś tandetnego baru z bilardem i lotkami zamiast na imprezę. Zamiast drinka z parasolką dostałam kufel piwa, którego swoją drogą nienawidzę a koniec końców dosiadł się do nas jakiś pocieszny staruszek i zaczął opowiadać jak to zabił kurczaka, którego mamy na talerzach. Wtedy stwierdziłam, że mam dość i wyszłam upić się do klubu. Coś jeszcze chcesz wiedzieć czy mogę iść spać?
Wybuchnęłam śmiechem. Historia opowiedziana jednym tchem przez pijaną Lilly była przezabawna.
- Tak naprawdę chciałam tylko wiedzieć czy zostajesz na noc ale cieszę się, że opowiedziałaś mi tą niesamowitą historię.
- A weź idź się utop. Dobranoc.
Odwróciła się na drugi bok i zasnęła. Na wszelki wypadek sprawdziłam czy drzwi na pewno są zamknięte i wróciłam do łóżka.
***
- Idziemy do mnie? Chcę się przebrać przed pracą.
- Jasne tylko się ogarnę- wysuszyłam szybko włosy, ubrałam się w jeansy i biały sweterek. Do tego założyłam moje miętowe vansy i mogłyśmy iść.
- Idziemy jutro wieczorem na imprezę? Mike się pyta- powiedziała czekając aż zamknę drzwi.
- Nie wiem.
- No to się dowiedz bo muszę mu odpisać.
- Pojadę chyba do rodziców. Zaprosili mnie na kolację. Ciebie też.
- No to jedziemy do twojej rodzinki- powiedziała stukając palcami w telefon. Po wczorajszych zdarzeniach chcą koniecznie ze mną porozmawiać. Na pewno mama już zmieniła zdanie i będą mi mówić jaki zły i nieodpowiedni dla mnie jest. Ale po tym co mi zrobił i nawet małej ilości rzeczy, które o nim wiem całkowicie się z nimi zgadzam.

Lilly szybko się przebrała i pojechałyśmy do pracy. Leo pracował dziś z nami. Może wreszcie Lilly się do niego przekona.
- Ash jest sprawa. Moja kuzynka przyjeżdża z Włoch i za pół godziny muszę być po nią na lotnisku.
- Za godzinę i tak zamykamy. Zmykaj bo są korki.
- Będę ci wdzięczna do końca życia.
- Oj już nie pierwszy raz.
- Dobra lecę- przytuliła mnie i wybiegła.
Ostatnia godzina szybko przeleciała. Było dużo klientów i na szczęście żadnych chłopaków pokroju Harry'ego.
- Odprowadzić cię do domu? Mieszkam niedaleko a nie wziąłem auta.
- Z wielką chęcią.
- To ja zamknę a ty się zbieraj- uśmiechnął się lekko zakłopotany. Poszłam do szatni i szybko się ubrałam. Nie chcę, żeby już przy pierwszym naszym wspólnym powrocie do domu musiał na mnie czekać.
- Możemy iść?
- Tak, jasne- wyszliśmy przed budynek. Było już całkiem ciemno więc tym bardziej byłam mu wdzięczna, że będzie mi towarzyszył.
- Co to kurwa ma być?- Harry. Odwróciłam się w stronę, z której dochodził głos. Szedł szybko w naszą stronę. Był wkurzony to mało powiedziane.
- Co ty tu robisz?
- Przyszłem tu do ciebie porozmawiać. Powiedzieć kurwa przepraszam i zaprosić na kolację! A ty co? Z chłoptasiami się umawiasz i chcesz mi pokazać jak cholernie masz mnie w dupie?!
- W ogóle nie chodzi o ciebie!!! A swoją drogą chyba masz mnie gdzieś po tym co mi powiedziałeś! No to o co do cholery ci chodzi?! Chcesz mnie znów pogrążyć?-proszę bardzo. Upokorzyć?-masz wolną rękę. Tylko po co? Co ja ci zrobiłam? Jaki masz w tym cel?- rozpłakałam się. Leo stał obok mnie jak wryty. Nie wiedział czy ma coś powiedzieć albo się ruszyć. Dziękowałam mu, że mimo natłoku myśli w jego głowie nie zrobił nic. A Harry? Stał przez moment patrząc się raz na mnie, raz na niego a potem odszedł. Tak po prostu.
- Dziękuję.
- Za co?
- Za to, że nie zostawiłeś mnie tu samej.
- Od tego tu jestem- uśmiechnął się i obiął mnie ręką. Wtedy usłyszeliśmy pisk opon odjeżdżającego samochodu. Przestraszyłam się. I to bardzo.
________________________
No to mamy następny rozdział już dziś!! Nie wiedziałam, że powstanie tak szybko. Liczę na komy ;) love ya Xx

niedziela, 18 maja 2014

Rozdział 6

Zmiana minęła bardzo szybko. Leo okazał się cudownym człowiekiem. Od razu się z nim zaprzyjaźniłyśmy.
Oboje proponowali mi podwózkę do domu ale postanowiłam się przejść.
- Czego do kurwy nędzy w zdaniu  
"nie ma jej w domu" nie zrozumiałeś?!
- Skoro jej nie ma to co do cholery robisz tu ty?!
- Nie twój zasrany interes!!!
- Co tu się dzieje? Lilly słońce kto to jest?
- Frajer który przylepił się do Ashley.
No pięknie. Lilly z moim tatą i Harry w furii w moim domu. Tylko tego dzisiaj mi brakowało.
- Czy ktoś może mi wytłumaczyć co tu się dzieje!!- krzyknęłam do obrażającej się wyzwiskami szanownej trójki moich gości.
- Ten przyjeb przyszedł do ciebie i za cholerę nie chciał pojąć, że cię nie ma.
- Ej uspokój się i bez takich słów!- uspokoiłam ją
- Słyszałaś szmato?
- Oboje!!- wydarłam się słysząc te słowa określające moją przyjaciółkę.
- Zadzwoń wieczorem jak wszystko sobie wyjaśnicie- powiedział mój tata wychodząc z domu po czym odjechał.
- Ty wychodzisz i nie przychodzisz tutaj więcej a my idziemy do kuchni.
- Co ty właśnie powiedziałaś?
- Tak Harry. To co usłyszałeś. Nie chcę cię znać.
- Czemu do cholery?
- To zabolało. I to bardzo.
- A co ty kurwa sobie myślałaś? Że się w tobie zakochałem i chcę z tobą być? No to cię zmartwię. Ja nie chodzę na posrane randki i nie kocham- ałć- nikogo!!!!!!- dodał i poszedł do swojego Range Rovera.
- Mówiłam. Chodźmy do środka. Nie przejmuj się nim.
Próbowałam powstrzymać łzy cisnące się do moich oczu.
Bolało. Cholernie. Dlaczego ja? Co zrobiłam, że się na mnie wyżywa?
- Po co w ogóle przyszedł?
- Chciał z tobą porozmawiać. Ale zmieńmy temat. Jak nowy?
- Jest spoko. Można powiedzieć, że się z nim zaprzyjaźniłyśmy.
- Tego bym się nie spodziewała.
- A widzisz! Co więcej myślę, że tobie też się uda.
- Spróbuję. Ale tylko dla ciebie.
- Ohh dziękuję.
- Dobra spadam. James zaprosił mnie na imprezę.
- Uuuu- pogromiła mnie wzrokiem- bawcie się dobrze. I grzecznie- dodałam gdy zbierała się do wyjścia.
- Już tym się nie martw. Nie zaprzątaj swojej małej główki takimi myślami.
- Na pewno?
- Obiecujemy pani być baldzo gzecni i ładnie się bawić.
- No dobra. Leć bo się spóźnisz.
- Dobra. Papa do jutra.
- Będę u ciebie przed pracą.
- Ok- wyszła.
Od razu poszłam do łazienki. Odprężająca kąpiel była jedyną rzeczą, która mogła mi pomóc.
Przebrana w piżamę usiadłam na tarasie z kubkiem gorącej herbaty. Musiałam wszystko przemyśleć. Poukładać sobie w głowie dzisiejszy dzień i spróbować zrozumieć jaki on ma w tym cel? Co chce osiągnąć raniąc i niszcząc mnie?
Nim zdążyłam się rozpłakać z bólu rozsadzającego moje wnętrze poszłam do sypialni i zasnęłam.
__________________________
  Hejjj!!!! Jest następny rozdział!        Cieszę się bo udało mi się pobrać na telefon apkę bloggera i mogę pisać będąc wszędzie. Bardzo mi to odpowiada a rozdziały będą pojawiały się częściej.
Co do tego rozdziału...
Byłby o kilka dni wcześniej ale byłam na dwudniowej wycieczce w Warszawie i nie miałam czasu pisać.

Smutno mi bo widzę ile osób czyta a nikt nie komentuje ;(

Ja rozdział piszę kilka dni a zostawienie komentarza, nawet zwykłej kropki zajmuje kilka sekund. Byłoby mi strasznie miło zobaczyć chociaż jeden albo dwa komentarze.
Liczę na Was Xx

piątek, 16 maja 2014

Rozdział 5

-Skarbie co się stało?- Lilly dotarła szybciej niż bym się po niej spodziewała -Rozerwę go na strzępy jeśli coś ci zrobił.
- Nie..to nie tak...ja po prostu..ohh byłam taka głupia. Spodziewałam się, że zaprosi mnie, zjemy w miłej atmosferze a potem odwiezie mnie do domu może nawet całując na pożegnanie. Ale nie! Musiałam trafić na ten typ człowieka, któremu dziewczyna potrzebna jest do zaspokajania wyłącznie swoich potrzeb!
-Ej dobra ale teraz wolniej i prościej. Mój mózg nie przyswaja tyle ile ty w złości wypowiadasz w ciągu sekundy- czasami jej wolne rozumowanie strasznie mnie wkurza.
- W największym skrócie najpierw wydawał się miły, normalny, po czym oświadczył, że najchętniej pozbawiłby mnie sukienki jak najszybciej jest to możliwe i nie oczekuje ode mnie nic poza tym.
- Kurwa mać. Gruba sprawa. Tylko nie użalaj się nad sobą do cholery bo to nie twoja wina, że taki z niego chuj.
- A ty przestań ze swoim niewyparzonym językiem bo przekleństwa mi nie pomogą.
- Sorki. Wiesz jaka jestem.
- Chyba za dobrze.
- To co? Może mała imprezka?  Na rozluźnienie?
- Jutro o 8:00 rano mamy być w pracy a ty chcesz iść się nachlać. Ty i te twoje pomysły.
- Tylko jeden drink, proszeeee. Ja nie idę jutro do pracy.
- Ok ale nie chce cię znowu znaleźć na lotnisku.
- Spoko- powiedziała przez śmiech.
-Swoją drogą dalej nie wiem jakim cudem tam się znalazłaś.
- Uwierz ja też. Chyba wygodnie mi się tam spało- zaczęłyśmy się śmiać.
- Skoro ciebie jutro nie ma to z kim zostanie mi pracować?
- Z tym nowym. Jak mu tam leci? Leo?
- Chyba tak.
- Nie zazdroszczę. Ja już mam go dość. Po tylko 8 godzinach.
- Oj biedna.
- Ale Nat chyba też będzie więc nie musisz się martwić.
- Oh dziękuję za wsparcie.
- Nie przesadzaj. Nie wiem w ogóle o co ci chodzi. Weź się ogarnij bo nie lubię pić z wkurzoną Ash.
- No dobra.
***
Tak jak sądziłam, Lilly się upiła i musiałam prowadzić. Dla jej bezpieczeństwa przetrzymałam ją na noc na swojej kanapie. Rano postanowiłam jej nie budzić. Zostawiłam jej klucze i list, żeby przyniosła mi je do pracy. Wiem, że tak nie zrobi i poczeka na mnie tutaj ale dla wszelkiej pewności nie zaszkodzi napisać. Dotarłam do kawiarni. W środku czekał już średniego wzrostu blondyn. Stał do mnie tyłem ale od razu wiedziałam, że najbrzydszy nie jest. Jego twarz, która ukazała mi się chwilę później tylko utwierdziła mnie w tym przekonaniu.
- Cześć!
- H-hej- odpowiedziałam cicho.
- Więc... jestem Leo.
- Ashley- podałam mu rękę. Na pierwszy rzut oka nie wygląda na takiego złego jak Lilly opowiadała.
- Jestem!!!- jak na zbawienie pojawiła się Nat !!!
- Hej!!! Jesteś wcześniej niż zwykle.
- Chciałam jak najszybciej dowiedzieć się jak po wczorajszym wieczorze?
Dałam jej porozumiewawcze spojrzenie. Szybko się przebrała i poszłyśmy do jednego ze stolików.
- Więc...
- Byłam głupia. Chciał mnie po prostu wykorzystać. Czuję się strasznie.
- Jest dupkiem. Nie zasługuje na ciebie.
- Nie pomagasz.
- Ale tak jest. Nie ma nic do zaoferowania a ty zasłużyłaś na coś zdecydowanie ponad to wszystko.
- Dzięki- przytuliłam ją.
- Nie chcę wam przeszkadzać ale powinniśmy otwierać.
- Jasne. Jest ok- wstałam ocierając ostatnie łzy

czwartek, 8 maja 2014

Rozdział 4

- Jesteśmy- powiedział uśmiechając się. Za oknem zobaczyłam jeden z najwyższych wieżowców w mieście.
- Tu chciałeś mnie zabrać? Do biurowca?
- Nie całkiem- wyszedł i otworzył mi drzwi. Wygramoliłam się z auta z jego małą pomocą. Nie miałam szansy uwolnić swojej dłoni z jego uścisku. Czemu musi być tak cholernie silny?
Weszliśmy do środka i  nie mówiąc słowa zaciągnął mnie do windy. Wcisnął guzik.
- Dach?- zapytałam. W moim głosie wyraźnie słychać było strach. Od małego mam lęk wysokości.
- Tak. Boisz się?- zapytał. Nie odpowiedziałam- nie mam zamiaru cię z niego zepchnąć więc nie martw się.
Uśmiechnęłam się lekko. Dotarliśmy na górę. Moim oczom ukazał stolik z dwoma krzesłami i wiaderko z szampanem. Nigdy nie spodziewałabym się po nim czegoś... chociaż w połowie takiego jak to co zobaczyłam. Harry pewnym krokiem podszedł do stolika a ja dalej stałam jak słup telegraficzny nie umiejąc zrobić kroku.
- Będziesz tak stać? Nie wiem jak ty ale chciałbym zjeść... jeszcze dzisiaj- stał patrząc się na mnie. Lekko się zarumieniłam po czym zajęłam swoje miejsce. Pomijając kelnera, który co jakiś czas wyłaniał się z windy by dolać szampana albo podać jedzenie, nie było tu nikogo ani żadnej drogi ucieczki. No chyba że chciałabym skończyć na swojej mszy żałobnej po skoku z dachu. Od razu odpycham od siebie tą myśl ale jednocześnie nie chcę tu być. Nie znam go. No przynajmniej na tyle by siedzieć i jeść z nim sam na sam. Inne laski byłyby w siódmym niebie spędzając czas z prawdziwym bad boy'em- typem uwielbianym przez młode dziewczyny ale mnie to w ogóle nie pociąga. Wolę być z kimś kto zaprosi mnie na spacer, przytuli do snu i poprzytula się na kanapie a ten typ człowieka na pewno nigdy do tego by się nie posunął.
- Żyjesz jeszcze.. tam...w środku?- z zamyśleń wyrwał mnie jego głos, zupełnie nie współgrający z słowami, które wypowiedział.
- Tak jest ok. Tylko..zamyśliłam się.
- Ohh to..dobrze- tak bo cię interesuje co się ze mną dzieje. Naprawdę mnie irytuje. Najpierw próbuje się do mnie dobrać, potem pojawia się w moim domu i zaprasza nie wiadomo gdzie a teraz rozmawia ze mną przy kolacji. Ale jedno pozostaje niezmienne jego szorstki głos i nie wyrażający żadnych uczuć wyraz twarzy, pomijając kilka uśmiechów, znikających z resztą w mgnieniu oka. Wiedziałam, że ma jeden cel. Upatrzył sobie mnie jako cel do zaliczenia i robi to wszystko żebym wepchała mu się do łóżka. Będzie miał trochę roboty bo nie mam najmniejszego zamiaru skończyć jak wszystkie jego "koleżanki z korzyściami". Zaczął znacznie szybciej niż się spodziewałam.
- Co masz na sobie pod tą kiecką?
- Czemu pytasz?
- Chętnie bym ją z ciebie zerwał.
- Ani o tym nie myśl.
- Sprawię, że się mi nie oprzesz. Działa na wszystkie.
- No to chyba jestem wyjątkiem.
- Jeszcze zmienisz zdanie.
- Nie i pogódź się z tym. Jeśli nic innego ode mnie nie chcesz to wracam do domu- wstałam czekając na odpowiedź. Nie odezwał się ani słowem. Tak jak powiedziałam weszłam do windy i zadzwoniłam do Lilly żeby po mnie przyjechała. Potem rozpłakałam się. Mimo wszystko wiedząc, że zaprosił mnie na kolację, w głębi duszy miałam nadzieję na coś bardziej wartościowego z jego strony. Ale pomyliłam się. On nie ma uczuć. Wykorzystuje dziewczyny żeby zaspokoić siebie a potem o nich zapomnieć. Czułam się strasznie.

_____________________________________________
Hejjjjjjj !!!!!!!!!!!!
Co tam u Was?
Cieszę się, że pojawił się 4 rozdział.
Jest mi strasznie przykro, że nie komentujecie ale cóż.
Nie mogę Was zmuszać ale wiedzcie, że miło by mi było zobaczyć
że ktoś jednak czyta to opowiadanie. 
Wystarczy choćby kropka!!!
Dla Was to kilka sekund a dla mnie wiele znaczy.
To chyba tyle. Zabieram się za następny żeby nie było znowu takiej luki
a jeśli będzie choć jeden komentarz rozdział pojawi się jeszcze szybciej.
Wiem, że Was na to stać.
LOOOOOVVVEEEEEE Xxx