środa, 25 czerwca 2014

Rozdział 13 cz. II

-Ashley!!! Co z tobą? Nie odbierałaś telefonów, nie odpisywałaś a ja się martwiłam! Myślałam już, że coś ci zrobił?- Lilly wbiła do mojego domu. Usiadłam na kanapie a ona chodziła niespokojnie po pokoju bie umiejąc się uspokoić.
- Dobra ale weź się uspokój i mów powoli o co chodzi. Kto miał mi coś zrobić?
- Ten skurwiel który prawie rzucił się na chłopaków.
- Kiedy? Dlaczego chciał ich pobić? O czym w ogóle mówisz?- wypuściła głośno powietrze i usiadła obok mnie.
- Wczoraj Harry był na tej imprezie co wy. My też byliśmy chwilę ale poszliśmy na domówkę. Zanim wyszliśmy zobaczył was na parkiecie i wkurwił się jak nigdy. Potem podszedł do nas i zapytał kim jest ten chłopak. Jak chłopaki powiedzieli, że jesteście razem i, że Leo o wiele bardziej na ciebie zasługuje chciał ich uderzyć ba, rzucił się na nich ale go powstrzymałam. Ashley on go zabije!!!- potrząsnęła mną. Wtedy dotarło do mnie kim on naprawdę jest. Jest niebezpieczny i groźny. Kto wie, może nawet zabija za pieniądze.
Gdy tylko o tym pomyślałam zrobiło mi się słabo. Byłam na kolacji, imprezie i jechałam samochodem z kryminalistą! Come on!!!!!
- Muszę do niego jechać. Jest w pracy i Harry na pewno juź tam jest- zerwałam się z miejsca. Pobiegłam po torbę, założyłam moje miętowe Vansy. Gdy wybiegłam przed dom Lilly odpalała silnik swojego samochodu.
Gdy dojeżdżałyśmy do kawiarni zobaczyłam to, czego się bałam. Chłopak z burzą loków, którego chciałam od dawna pozbyć się z mojego życia właśnie wchodził do budynku.
- Wysadź mnie tutaj.
- Czekaj zaparkuję.
- Wysadź mnie i znajdź miejsce. Potem może być za późno- zatrzymała się przy krawężniku. Wyskoczyłam jak oparzona i pobiegłam do kawiarni. Wparzyłam przez drzwi w momencie, w którym Harry walnął z pięści mojego chłopaka. Wszyscy próbowali go powstrzymać ale był po prostu zbyt silny.
- Harry!- podbiegłam do niego- Harry, uspokój się!!
Odwrócił się do mnie. Leo nieprzytomny zsunął się na ziemię.
- Co to miało być?!- po moim policzku spłynęło kilka łez.
- Ashley to nie t...
- Tak. To tak Harry. Nie potrafisz po prostu dać spokój? Dlaczego to robisz? Jaki cel masz w ciągłym pojawianiu się w moim życiu a teraz bijesz mojego chłopaka?!?!?!
- Twojego chłopaka?!
- Tak. Ja i Leo jesteśmy razem. Nie zabronisz mi tego. A teraz po prostu stąd idź.
Nic więcej nie powiedział. Kopnął stół i wyszedł. Dobrze, że był remanent i nikogo nie było w lokalu. Szef by mi tego nie wybaczył.
- Leo, żyjesz?- podeszłam do siedzącego już chłopaka. Chris ma skończony kurs pierwszej pomocy i nie było potrzeby wzywać karetki.
- Tak. Jest ok.
- Przepraszam za niego. Widział nas w klubie i wpadł w szał.
- Czemu mi nie powiedziałaś, że tam był?
- Dowiedziałam się dzisiaj od Lilly. Nie powinno go tam być bo w piątki siedzi na domówkach. A tu bum szakalaka i Harry wkurwiony zabija wszystkich po kolei- uśmiechnęłam się lekko a on odwzajemnił tym samym.
- Dobra trzeba pracować. Wracasz do domu?
- Nie. I tak za dwie godziny kończysz a mam cię odwieźć na lotnisko.
- No tak

- Masz wszysko?- zamknęłam auto, które pożyczyłam od Lilly.
- Tak- poszliśmy do bramek. Po załatwieniu wszyskich formalności musiał iść na odprawę.
- No to widzimy się za miesiąc.
- Tak, będę tęsknić.
- Ja też. Zadzwonię jak wylądujemy.
- Będę czekać- przytuliłam go i... pocałowałam. Już nie raz próbował ale nie pozwalałam mu na to. Teraz, gdy nie będzie go miesiąc chcę, aby wiedział, że mi na nim zależy.
Trochę się zdziwił ale odwzajemnił pocałunek. Przerwał nam głos megafonu oznajmiający ostatnie 10 minut odpraw.
- Muszę iść.
- Jasne. Papa- ostatni raz go przytuliłam i widząc jak znika za bramkami wróciłam do samochodu.

__________________________
Tak jak obiecałam jest rozdział. Czekam na Wasze opinie ;)

Czytasz-Skomentuj

wtorek, 17 czerwca 2014

Rozdział 13 cz. I

- Hej! Gotowa?
- Cześć, tak- zamknęłam dom i poszłam za nim do jego samochodu.
- To gdzie jedziemy?
- Do klubu w centrum. Chyba, że nie chcesz...
- Nie jest ok- uśmiechnęłam się lekko. Szczerze, to nie miałam ochoty na żadną imprezę ale nie chciałam zrobić mu przykrości. Więc mimo wolnie poszłam do klubu.
***
Bawiliśmy się dobrze. Może nie był to szczyt marzeń ale było ok. W pewnym momencie miałam wrażenie, że w tłumie osób widziałam Harry'ego ale po przemyśleniu "za i przeciw" stwierdziłam, że on w piątki nie bawi się w klubach a flirtuje  przypadkowymi laskami na domówkach. Szybko odsunęłam od siebie myśl, że widział mnie z Leo na parkiecie i bawiłam się dalej.

- Dzięki za wieczór. Było świetnie.
- To ja dziękuję tobie- szepnął mi do ucha i pocałował mnie. Nie odwzajemniłam pocałunku. Czułam się...dziwnie. Stałam jak wryta nie wiedząc co zrobić. Odsunął się ode mnie patrząc mi w oczy. W błękicie jego tęczówek zobaczyłam zdziwienie i...żal? Wyglądał na zmartwionego i zdziwionego. Szepnęłam ciche "przepraszam" i weszłam do domu. Czułam się strasznie. Jesteśmy ze sobą już jakiś czas a gdy spóbował mnie pocałować po prostu uciekłam.
- Chore!- krzyknęłam i podniosłam się z ziemi. Poszłam pod prysznic. Po drodze wzięłam z pokoju piżamę i zamknęłam się w łazience.
Ciepła woda spływająca po moim ciele działa na mnie kojąco. Przesunęłam głowę pod gorący strumień żeby się zrelaksować. Nie zadziałało aż tak, jakbym tego chciała ale mimo wszystko wystarczająco. Wyszłam susząc włosy ręcznikiem. Alkohol, którego w porównaniu z innymi imprezami, nie było we mnie dużo wyparował z mojego ciała pozostawiając po sobie lekki ból głowy i zmęczenie.
Na telefonie zobaczyłam nieodebrane połączenie od Lilly ale nie miałam siły dzwonić. Miała być też na tej imprezie ale chyba nie przyszła bo znając życie pierwsza bym wiedziała o jej przybyciu. Postanowiłam zadzwonić do niej jutro i położyłam się spać.
_______________________________
Wiem, wiem, wiem....
1. Dawno mnie nie było
2. Rozdział krótki jak cholera
3. Nic się nie dzieje
4. Miało mnie nie być do końca roku........
Ale mimo wszystko jestem!!!
Dziś tylko pół rozdziału bo niedawno wróciłam z egzaminu i nie miałam czasu ani weny na pisanie.
Ogólnie jestem bardzo niezadowolona z tej części rozdziału ale może Wam się spodoba.
Ale życie toczy się dalej! 
Trzeba iść do przodu i ruszyć dupę do następnego rozdziału, który (w zależności od weny i komentarzy) mam nadzieję jeszcze w tym tygodniu ;)
LOVE YAAAAA ;*

niedziela, 15 czerwca 2014

Rozdział 12

Od kłótni z Harrym na imprezie minęły trzy tygodnie. Vicki stała się naszą przyjaciółką i spędzamy w trójkę mnóstwo czasu. Z Harrym od tego czasu się nie widziałam. Ale to nawet lepiej. Nie potrafię mu wybaczyć tego co mi zrobił.
A Leo?
Kilka dni po feralniej imprezie zaprosił mnie na randkę. Na jednej się nie skończyło a wczoraj zapytał się mnie czy chcę z nim być. Zdziwiłam się ale nie miałam powodu odmówić. Więc...mam chłopaka!! JEJ!!! Dawno nie czułam się tak jak teraz. Jestem...szczęśliwa? Zachwycona? Lub po prostu czuję się fajnie i.....normalnie. To dziwne bo zawsze myślałam, że miłości towarzyszy jakieś wyjątkowe uczucie. Coś wspaniałego, niesamowitego albo ekscytującego. Coś, o czego istnieniu nie ma się pojęcia, póki nie jest się zakochanym. A tu? Nic. Pustka. Normalność. Żadna rewelacja.
- To co dzisiaj robimy?
- Nie wiem.
- Może kino?
- Z chęcią- uśmiechnęłam się, gdy puścił moją dłoń by wyciągnąć telefon.
Po wybraniu filmu poszliśmy do kina. Zapłacił za bilety. Na początku chciałam ja to zrobić, przynajmniej za siebie ale nie uległ. Wybraliśmy jakiś film i poszliśmy na salę.

***
- Wybierzemy się gdzieś wieczorem?
- Dzisiaj nie dam rady. Jadę do rodziców na kolację- wyszliśmy z pracy. Odprowadzał mnie prawie codziennie.
- Ohh szkoda. Wyjeżdżam na miesiąc za dwa dni.
- Zupełnie zapomniałam. Przepraszam.
- Nie. Nie ma sprawy.
- Jutro możemy iść na imprezę. Nie mam żadnych planów.
- To świetnie.
- Wrócisz dopiero za miesiąc?
- Tak. Muszę załatwić kilka rzeczy w NY przed wyjazdem na studia.
- Oh. No tak- straciłam humor. We wrześniu oboje wyjeżdżamy. On do Nowego Jorku ja do Manchesteru. Nie wiem czy jeszcze się zobaczymy i czy nasz związek w ogóle będzie miał sens ale narazie muszę cieszyć się chwilą i nim. Póki jeszcze go mam...
Dotarliśmy do mojego domu.
- Czyli jak? Widzimy się jutro w pracy?
- Tak. Do zobaczenia- przytuliłam go i weszłam do domu. Od razu mój telefon zaczął wibrować. Lilly.
- Hej! Co się stało?
- Ashley on was widział! Jest porządnie wkurwiony i jedzie do ciebie!!!
- Ej ale spokojnie. Kto?
- Harry, tuku!!!!
- Kurwa!
- No właśnie. Za moment u ciebie będę. Może uda mi się przed nim...
- Nie Lilly. Nie możesz przyjść. Będzie jeszcze bardziej wkurzony i może się to źle skończyć.
- Racja ale zadzwoń jak tylko wyjdzie.
- Oczywiście, że zadz....- ktoś zaczął walić w drzwi.
- Dobra kończę.
- Pamiętaj o telefonie do mnie.
- Jasne. Cześć- rozłączyłam się i podeszłam do drzwi. Otworzyłam je a jego ręka zatrzymała się centymetr przed moją twarzą.
- Czego chcesz?
- Dlaczego ten kutas trzymał cię za rękę? Dlaczego odprowadził cię do domu. Dlaczego, do kurwy nędzy bez przerwy robisz mi na złość i doprowadzasz mnie do szewskiej pasji???!!!!!
- A co cię to obchodzi? Zostawiłeś mnie na imprezie trzy tygodnie temu. Flirtowałeś i robiłeś rzeczy, o których nawet nie chcę wiedzieć z przypadkowymi laskami, gdy ja siedziałam nie wiedząc co z sobą zrobić wśród twoich znajomych. Gdyby nie Vicki i Liam byłabym zupełnie sama na imprezie, na którą przypominam to ty mnie zaprosiłeś!!!- odpowiedziałam na prawie jednym tchu- A ten "kutas" który trzyma mnie za rękę i odprowadza mnie do domu to Leo, mój chłopak!!- jego oczy miały wielkość pięciozłotówek w odpowiedzi na moje słowa- coś jeszcze chcesz wiedzieć?!
Otworzył usta ale nie powiedział nic. Wrócił do auta i odjechał. Trzasnęłam drzwiami i opierając się o nie zjechałam na podłogę. Po prostu rozpłakałam się.
Ostatnie trzy tygodnie były przerwą w ciągłym płaczu, bólu i złości. Gdy tylko znów pojawia się w moim życiu, wszystko zaczyna się od początku. Ból i płacz powracają a złość, którą duszę w sobie wypływa na wierzch gdy przypominam sobie co mi robi. To dzieje się zdecydowanie za często a ja nic nie mogę na to poradzić. Tylko dlaczego to robi? Nic mu nie zrobiłam. Trzymałam się od niego z daleka choćby ze względu na opinię o nim, krążącą między ludźmi. A on tak nagle pojawił się, zadał mi mnóstwo bólu i płaczu, po czym zniknął na trzy tygodnie by pojawić się znów i zniszczyć to, co udało mi się odbudować.
- Lilly?
- Ash co się stało?
_____________________________
Jestem znów!!!
Nie było zakończenia roku ale...no cóż. Jest dużo wyświetleń ale mało komentarzy. Nie będę Wam ściemniać, mimo Waszej niechęci do komentowania kocham Was bardzooooooo i nie potrafię nie pisać ;) Cieszę się jeśli jest Was chociaż kilka osób a jeśli Wam się podoba to mam nadzieję na kilka komentarzy. Możecie też udostępniać bloga na TT albo FB lub co tam jeszcze macie. Jeśli chcecie. Uwielbiam pisać, miejąc świadomość, że piszę "DLA KOGOŚ" więc każdy czytelnik jest na wagę złota ;)
Nie wiem kiedy następny. Zacznę go na pewno już za chwilę i jeśli uda mi się go skończyć przed weekendem to go dodam. W poniedziałek mam ważny egzamin i muszę ćwiczyć na okrągło przez weekend.
No to na tyle o mnie.

Ash znowu płacze!!!!!! Ja nie wiem dlaczego zawsze tak to się kończy. Na szczęście ma Leo. YAY są razem!!! Sama jestem ciekawa jak długo uda im się być parą.
Piszę o czymś co zależy ode mnie. Naprawdę jest ze mną coś nie tak ;) Kończę na dziś zanim za dużo napiszę i zepsuję akcję z kilku następnych rozdziałów.
Do zobaczonka ;* Xxx

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Rozdział 11

- Dziękuję zo to co dla mnie zrobiłeś.
- Nie ma sprawy. Harry to trudny typ.
- Zauważyłam- w tym momencie dotarliśmy do czekającej przy taksówce dziewczyny.
- No nareszcie. Ileż można?!
- Sorry. Problemy...no wiesz.
- Taaa jasne- powiedziała nachylając się między nas- ja wiem ale ten typ widocznie ma problem ze zrozumieniem zdania "już idą"- szepnęła i zaczęła się śmiać.
- Ile jeszcze mam czekać gówniaro?!- powiedział gościu siedzący w naszej taksówce.
- Uważaj kurwa na słowa i nie nazywaj mojej dziewczyny gówniarą, dotarło?- krzyknął mu w twarz. Posłałam im spojrzenie "WTF?".
- Potem ci wyjaśnię- powiedziała ledwo słyszalnym głosem chwytając Liama za rękę i ciągnąc mnie za sobą.

- Co to było?- powiedziałam gdy wyszliśmy z auta. Stwierdzili, że nie zamierzają dłużej okazywać sobie czułości i z mojej ulicy wrócą piechotą.
- Wkurzył mnie.  Zawsze tak robimy kiedy ktoś źle traktuje albo mówi coś obraźliwego na dziewczyny.
- Ale kurwa bez przesady! Myślałam, że zwymiotuję słysząc te durne, słodkie słówka.
- Wpadniesz jutro do mnie do pracy? Postawię ci kawę.
- Spoko a potem impreza!!!
- Tak. Lilly się ucieszy na twój widok.
- Ej dobra wy się umawiajcie a ja spadam. Do zobaczenia!- przytulił nas obie i odszedł. Mimo tego kim był on i jego kumple wydawał się całkiem normalnym człowiekiem. Gdyby nie liczne tatuaże zdobiące jego umięśnione ciało powiedziałabym nawet, że może studiować medycynę albo prawo lub zakuwać nocami jedno i drugie.
- Czyli widzimy się później?
- Jak później?
- Jest po pierwszej kochana.
- Aaa spoko- przytuliłam ją- papa.
- Cześć.
Weszłam do domu a ona zniknęła w mroku ulicy.
***
- Hej jak tam wczoraj?
- Spoko. Nie obrazisz się jak dołączy dzisiaj do nas Vicki?
- Znajoma Harry'ego?
- Taa ale nie mówmy o nim. Nie ma przyjaciółek swojej płci i zaprosiłam ją. Jest spoko.
- To fajnie. A jak Leo?
- A jak ma być? Czemu się mnie pytasz?
- No bo wieszzzzz. Tak się na ciebie patrzał......
- Ohhh skończ już. Jesteś straszna.
- Wmawiaj sobie Ashley.
- Nie mów do mnie pełnym imieniem. Wiesz jak tego nienawidzę.
- Też cię kocham Ashley.
- Ugh. Okropna jesteś.
- Taki mój urok- puściła mi oczko wychodząc z auta. Leo już był w środku. Jego auto stało na parkingu. Gdy weszłyśmy do kawiarni wszystkie stoliki były czyste a on stał wycierając filiżanki.
- Hej! Długo jesteś?
- Z pół godziny. Chciałem sam spróbować to ogarnąć i wreszcie nauczyć się gdzie co jest.
Wszyscy zaczęliśmy się śmiać.
- Dobra. To my się przebierzemy i otwieramy.
- Spoko.

______________________
Heloł kochani!!!!! Oceny wystawione więc wracam z 11 rozdziałem.
Jest bardzo krótki ale nie chciałam ciągnąć akcji dalej.
Mam nadzieję, że mimo to się podoba.
Następny prawdopodobnie dopiero po zakończeniu roku ;(
Tak wiem, że to długo ale mam egzaminy i dwa koncerty więc muszę wziąść się w garść. Poza tym jeśli nikt nie komentuje albo jest to jedna lub dwie osoby (za co swoją drogą strasznie dziękuję Xx) nie wiem czy ma sens dodawać wcześniej ;(
Przypominam Wam o akcji w związku z OTRAT na TT.
Tutaj macie linka 
http://www.twitlonger.com/show/n_1s1vvdk
Wszystko tam jest napisane. I najważniesze:
Udostępniajcie, wklejajcie i piszcie o tym gdzie się da. To naprawdę strasznie ważne.
Musi nam się udać.
KOCHAM WAS!!!!!!!!!!!!! <3 ;* ;) Xx

niedziela, 1 czerwca 2014

Rozdział 10

Dotarliśmy na jakieś blokowisko za miastem.
- Domówka?
- Taaa. W piątki w klubach niezły tłok- wyszliśmy z auta. Zaprowadził mnie do jednej z klatek schodowych a potem weszliśmy przez otwarte drzwi. Muzyka dudniła w moich uszach już od momentu wyjścia z auta.
Dotarliśmy do pomieszczenia przypominającego salon. Na kanapie siedziała grupa ludzi. Oprócz czwórki, którą znałam siedziały tam dwie dziewczyny, blondynka i ruda oraz chłopak. Od razu zwrócili swoją uwagę na nas.
- Hej stary! Jak nowa laseczka? -Zamknij mordę Josh- wysyczał na chłopaka z bląd włosami, mnóstwem tatuaży i kolczykiem w wardze.
- Hej! Jestem Vicki- blondynka wstała i podała mi rękę. Uśmiechnęłam się do niej. Wydaje się strasznie miłą osobą. Usiadłam obok niej. Druga dziewczyna nie odezwała się do mnie. Pogramiała wzrokiem moją osobę jakby chciała mnie zabić.
- To jest Amber. Nie będzie dla ciebie miła bo przyszłaś z Harrym. Przeleciał ją kiedyś raz czy dwa ale ona chce więcej i nie potrafi pogodzić się z tym, że on jej nie chce- powiedziała mi na ucho.
- I jak stary? Załatwiłeś?
- Nawet mnie nie wkurwiaj i zamknij ryj.
- Chodź na chwilę- Josh, Louis i Niall, przed chwilą poznałam ich imiona, wstali i oczekiwali tego od Harry'ego. Nie wiedziałam o co chodzi. Co miał załatwić?
- Nie.
- Nie bądź chujem i chodź do kuchni jak ci mówię- coraz mniej mi się podoba sposób bycia i słownik tej grupy. Wstał a zanim poszedł popatrzał się błagalnie na Vicki i złowrogo na Amber.
- Załatw drinki dla wszystkich- Powiedział jej Niall.
- Chyba cię poj...
- Idź po drinki do jasnej cholery!- wykrzyczał jej w twarz- Zayn idź z nią. Harry, Josh, Louis do kuchni, Liam zostajesz z nimi- skończył po czym zniknęli w drzwiach.
- To...miło mi cię poznać- chłopak uśmiechnął się.
- Mi też.
- Dobra Liam. Nie zanudzaj. Idziemy po coś do picia? Nam ta jędza na pewno nie przyniesie.
- Mi nie ale czemu tobie?
- Nie lubi mnie. Harry wolał kochać się ze mną a nie z nią więc byłam jej przeszkodą. Potem ja mu się znudziłam ale ona po roku jest dalej ofochana.
- Aha...- no cóż. Muszę się przyzwyczaić, że prawie wszystkie dziewczyny z imprez zostały przez niego zaliczone. Oprócz mnie. Idąc za Vicki zobaczyłam Harry'ego z jakąś laską popijających drinki.
- Zaraz skończą w sypialni. Chodźmy stąd!- podała mi kubek. Wypiłam całą jego zawartość. Gdy zobaczyłam go z tą dziewczyną poczułam coś dziwnego. Można powiedzieć, że nawet mnie to zabolało. Chciałam teraz o nim zapomnieć. Zabawić się jak na każdej imprezie i zapomnieć jak widok jego z inną mnie rani.
- Wygląda na to, że zaprosił mnie na tą imprezę i zostawił samą.
- Nie przejmuj się. Masz mnie i Liama a myślę, że reszta też cię lubi- podała mi następny kubeczek- chodźmy może już wrócili.
Zaciągnęła mnie z powrotem i chwilę później znów siedziałyśmy na tej kanapie. Harry'ego nie było. Już się przyzwyczaiłam.
- Dobrze, że cię poznałam. Wreszcie mam przyjaciółkę swojej płci. Może wyskoczyłybyśmy jutro razem na zakupy albo coś?
- Umówiłam się z przyjaciółką- zobaczył smutek na jej twarzy- możesz iść z nami. Na pewno się dogadacie.
- Jeśli jest taka jak ty a nie jędzowata jak ona to na pewno- wszyscy ze mną włącznie zaczęli się śmiać a Amber fuknęła pod nosem i obrażona siedziała na swoim miejscu. Gdy wszyscy zajęci byli rozmową poszła gdzieś ale nikt nie zauważył braku jej obecności.

Koło pierwszej w nocy miałam już dość. Harry'ego dalej nie było co porządnie mnie wkurzyło.
- Zamawiam taksówkę. Bierzesz się z nami?
- Kto jedzie?
- Ja i Liam. Reszta zostaje jak zwykle do rana.
- Aha spoko. Mogę jechać.
Zebraliśmy się i ruszyliśmy w stronę wyjścia. Vicki poszła czekać na taksówkę na zewnątrz chwilę temu.
- A ty gdzie do cholery się wybierasz?- usłyszał głos za sobą. Pan Styles sobie o mnie przypomniał.
- Wychodzę ale ciebie to chyba nie obchodzi. Wróć do swojej dziuni i nie przejmuj się mną.
- Coś ty kurwa powiedziała?
- To co usłyszałeś, zostaw ją.
- Ty Liam nie wtrącaj się i nie wkurwiaj mnie po raz kolejny. A ty tu zostajesz i wracasz ze mną.
- Chyba coś ci się pomyliło.
- Zostajesz.
- Ona chce wrócić z nami zrozum to wreszcie.
- Odpierdol się od niej. Jeśli chcę żeby została to tak będzie- wkurzał się coraz bardziej.
- Ja w ogóle nie wiem po co zaprosiłeś mnie na tą imprezę jak i tak po kilku minutach zostawiłeś mnie i zniknąłeś na pół nocy. Po co byłam ci ja?
- Nie wiem. Nie wiem kurwa nie powinienem cię brać. To był błąd. I tak skończyłoby się to tak jak się skończyło i miałem przyjechać tutaj sam!
Rozpłakałam się i patrzałam na niego z niedowierzaniem.
- I widzisz co narobiłeś? Do czego doprowadziłeś? Chodź, idziemy stąd- Liam obiął mnie ramieniem.
- Spróbuj ją dotknąć. Chociaż kurwa palcem a zabiję cię. Przypominam ci, że przyszła tu ze mną.
- A wychodzę z nim i Vicki. Gdzie masz problem? Przecież i tak moje przyjście tu było błędem co nie? Nie mam zamiaru tu zostać Harry i zrozum to. Nie potrafię patrzeć jak osoba, która zaprosiła mnie na imprezę i jeszcze chwilę temu śmiała się ze mną w aucie teraz flirtuje z przypadkową dziewczyną i ma mnie centralnie w dupie!- wybuchnęłam. Jego oddech trochę się uspokoił a mięśnie rozluźniły się.
- To nie tak ja...
- Przepraszam- szepnęłam nie powstrzymując łez płynących po moich policzkach i razem z Liamem wyszliśmy z tego okropnego miejsca.