środa, 23 kwietnia 2014

Rozdział 3

- Co Lilly mu powiedziała
- Nic. To znaczy, że już tu nie pracujesz i ma więcej się nie pokazywać, bo ciebie i tak nie będzie. A czemu?
- Tak się składa, że kiedy rozmawiałam z nią moja mamusia wpuściła go do domu.
- Był u ciebie?
- Tak. Normalny, słodki, czarujący a moja mama mu uwierzyła. Mało tego jak z nią rozmawiam uważa go za najodpowiedniejszą osobę dla mnie i najlepszą rzecz jaka mnie spotkała. Dowiedział się o tym kłamstwie i dał mi do zrozumienia, że tu dziś będzie.
- Ty masz szczęście do chłopaków.
- Potrafisz pocieszyć.
- Oj nie bądź taka. Wszyscy staramy się ci pomóc.
- Wiem i dziękuję wam za to. Idę na chwilę. Zaraz wracam- poszłam do szatni. Wyciągnęłam mój telefon z torebki i zobaczyłam wiadomość:

"Będę po twojej zmianie. Wezmę Cię gdzieś. Tylko nie próbuj się wykręcać. I tak Cię znajdę
                                 H Xx "

I co ja mam teraz robić? Raczej co on chce ze mną zrobić? Już wiem:

"Dziś nie mogę. Jadę do rodziny. Może jutro?"

Nie odpisał. Z jednej strony cieszę się, że udało mi się chociaż po części opóźnić nasze spotkanie
''sam na sam'' ale z drugiej strony na pewno przyjdzie sprawdzić czy napisałam prawdę. Zaczęłam płakać.
- Ash, pomóż nam. Mamy niezły tłok. Słyszysz mnie?- głos Kim był coraz głośniejszy. Po chwili stała w drzwiach.- Ashley? Co jest?- usiadła i przytuliła mnie. pokazałam jej naszą wymianę zdań i wtuliłam się w jej ramię.
- Ej, nie płacz. Dasz sobie radę.
- Co mam robić?
- Wrócić do pracy i zapomnieć o tym. Do końca zmiany jeszcze daleko.
- Racja. Trzeba się pozbierać.
                                               ***
Zimny wiatr otoczył mnie gdy tylko przeszłam próg kawiarni. Otuliłam się ciaśniej kurtką i wsadziłam słuchawki do uszu. Zawsze gdy wracam sama do domu słucham muzyki. Kilka razy wpadłabym pod samochód ale ze słuchawkami w uszach czuję się pewniej, wśród otaczającej mnie ciemności. Moje miętowe Vansy były bardziej widoczne od samej mnie w jeansowych rurkach i czarnej kurtce. Mimo wiosny, wieczorami jest bardzo zimno i ciemno. Tak jak ów pechowego dnia uciekł mi autobus i musiałam dreptać pieszo. Tylko, że tym razem szłam do domu a nie do Lilly, która mieszka bliżej centrum niż ja. Niestety nie mogłam przerwać trasy na jej mieszkaniu, ponieważ była właśnie w pracy. Tego dnia trafiły nam się inne zmiany.
Szlam ulicą mijając ludzi, obserwując odjeżdżające samochody i spacerujące pary. Wszystkie były takie słodkie. Ja nadal mogłam tylko marzyć, żeby znaleźć się na miejscu jednej z tych szczęściar.
Nagle przede mną zatrzymało się czarne, duże auto. ściągnęłam słuchawki  patrząc, kto wyłoni się zza otwierającej się szyby.
- Cześć skarbie. Podrzucić cię do rodziny?
- Nie, trafię sama- kontynuowałam swoją drogę mijając samochód.
Uśmiechnął się i wysiadł.
- Wsiądziesz sama czy ja mam cię wsadzić?- w jego głosie pojawiła się złość. Zauważyłam, że to co nawet podobało mi się w nim, w czasie naszego pierwszego spotkania, zielone oczy, wyraźnie pociemniały. Mimo przeszywającego strachu starałam się nie pokazywać, jak bardzo się go boję. Moje nogi najchętniej zaliczyłyby teraz maraton biegnąc do domu, byle by być jak najdalej niego.
- Więc jak?- stanął  blisko mnie , plecami przywierającej do ściany tak , że nie mogłam uciec, a jego oddech przyprawiał mnie o ciarki. Kilka łez spłynęło po moim policzku. Zauważył to.
- Boisz się?- zapytał z uśmiechem na twarzy. Nie odpowiedziałam ale moje trzęsące się ciało dało mu wystarczającą odpowiedź- bądź grzeczna to może postaram się być miły.
Chwycił moją dłoń i zaprowadził mnie do samochodu. Nie opierałam się. Nie chcę, żeby zrobił mi krzywdę. Usiadłam na fotelu pasażera.
- Więc jak ci na imię, skarbie?
- A..Ashley
- Bardzo ładne. Moje chyba już znasz- odpowiedź była oczywista. Wszyscy wiedzieli jak on ma na imię, więc nie mogłam być wyjątkiem.
Dotarliśmy pod mój dom.
- Chyba twój przystanek- zatrzymał si przy krawężniku i zbliżył do mnie. Poczułam jak wpija się w moją szyję. Z zaciśniętymi zębami czekałam aż się odsunie.
- Pasujemy do siebie- uśmiechnął się i wyszedł by chwilę później pojawić się koło moich drzwi. Wysiadłam i ruszyłam w stronę domu.
- Jutro o 6 będę po ciebie. Ubierz się w coś ładnego- ukazał dołeczki w swoich policzkach i odjechał.
Nic nie wymyślę. Muszę z nim iść. Może nie będzie tak tragicznie.
                                              ***
- Hej !
- Ashley ! Żyjesz? Tak się o ciebie martwiłam.
- Żyję. Przynajmniej do wieczora.
- Czemu?
- Harry chce mnie gdzieś zabrać.
- I co? Zamierzasz się zgodzić?
- A mam inne wyjście?
- Nooo... nie.
- Właśnie. A to wszystko przez to, że musiałam wracać wczoraj sama.
- Ojj. Sory, nie wiedziałam, że to się tak skończy.
- Dobra zmieńmy temat. Jak tam ten nowy?
- Masakra. Podrywał wczoraj mnie i Kim. Czemu akurat nam trafiła się zmiana z nim?
- Nie wiem. Dobra, otwierajmy. Już ósma.
- Racja- nie wiem czemu ale reszta osób, z naszej zmiany przychodzi zawsze na ostatnią chwilę.
- Hej! Sorki za spóźnienie
- Przyzwyczaiłyśmy się.
- Spoko, dzięki.
- Mam nadzieję, że przy kasie nie będziecie trzymać się za ręce?- Kim i Mike mieli zwyczaj pokazywania się wszędzie trzymając się za ręce. To jest bardzo słodkie ale na dłuższą metę staje się męczące.
- Oj nie bądź taka.
- Dobra lećcie się przebrać. Nasze gołąbeczki- Za te słowa Lilly dostała kuksańca w ramię. Nie zostało nam nic innego jak czekać na klientów i modlić się, żeby ON się nie pojawił.
                                                       ***
- Dobra, trzymamy kciuki. Dzwoń jak coś- cała banda odwiozła mnie do domu.
- Dzięki. Kocham was.
- Wzajemnie. Tylko nie wylądujcie w krzakach.
- Spoko.
- Jak tylko wrócisz daj znać. Albo przynajmniej napisz smsa wieczorem. Bo jeśli wrócisz jutro rano to ja  zdążę umrzeć z nerwów.
- Nie przesadzaj. Będzie dobrze. Cześć- zamknęłam drzwi i pomknęłam do domu.
Miałam ponad godzinę więc na spokojnie wzięłam prysznic, ogarnęłam włosy i umalowałam się. Wybrałam to mając nadzieję na brak wiatru. Nie chcę zmarznąć a tym bardziej znaleźć się w jego ramionach. Włosy zostawiłam rozpuszczone.
Nim się obejrzałam  wybiła 6. Sprawdziłam czy wzięłam telefon i klucze, po czym wyszłam z domu.
Gdy tylko zamknęłam dom ujrzałam to samo auto, którym zostałam odwieziona dzień wcześniej. Wypuściłam głośno powietrze i ruszyłam w stronę czarnego Rang Rovera.
- Cześć skarbie- stał oparty o bok samochodu. Założył czarne rurki, białą koszulkę i marynarkę. Bez czapki jego włosy były jeszcze gęstsze i bujniejsze niż miałam okazję widywać wcześniej.
- Ślicznie wyglądasz- złapał mnie w talii i przyciągnął do siebie. Odgarnął moje włosy by przyjrzeć się fioletowej plamce na mojej szyi. Odepchnęłam go od siebie.
- Możemy już jechać?
- A co ci się tak spieszy?
Chyba każda laska chciałaby mieć to już za sobą. Ugryzłam się w język. Nie chcę wiedzieć jak zachowałby się słysząc takie słowa. Tak jak poprzedniego dnia otworzył mi drzwi a gdy omal nie zabijając się o kamień wsiadłam zamknął je.
- To gdzie jedziemy?
- Niespodzianka- uśmiechnął się szeroko i skupił uwagę na drodze przed nami.
_____________________________________________________
Jestem znów !!!!!!!!!!!!!!!
I jak 3 rozdział? 
Mam nadzieję, że Wam się podobał,
bo pisałam go bardzo długo.
Nie wiem czy dobrze zrobiłam dodając go dziś.
Jutro mam sprawdzian i dużo roboty przy 3 konkursach.
W sumie wszystko ma być gotowe na już a ja siedzę i piszę.
 Chciałam Wam wynagrodzić tą przerwę w dodawaniu rozdziałów.
Jeśli ktoś z Was w ogóle czyta to myślę, że zostawi komentarz
a zawalony sprawdzian i szkoła nie pójdzie na marne ;)
Love Ya Xx

Aha jeszcze jedno.
 Nie wiem czy słyszeliście ale próbujemy dobić do biliona wyświetlenia WMYB.
Chcemy zrobić prezent chłopakom na 4 rocznicę powstania zespołu
 i uczynić ich pierwszym zespołem o takiej ilości wyświetleń. 
Więc nie ma na co czekać tylko wyświetlać ile się da
Tu macie link <klik>
Do zobaczenia niedługo Xx

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz