wtorek, 8 kwietnia 2014

Rozdział 1

Kolejny dzień w pracy. Kawiarnia, która '' płaci za moje życie '' jest znana i jedną z lepszych w mieście. Dlatego ludzie tłumnie odwiedzają to miejsce i zostawiają tu istną fortunę.
W soboty, tak jak dziś, mamy mnóstwo roboty.
- Lilly kasa !!!- zaczęłam się drzeć polerując stoliki. Ludzie nie lubią stać w kolejce a ona akurat teraz musiała wyjść.
- Lilly ?! Ugh, no dobra- warknęłam pod nosem i popędziłam do kasy.
- Już jestem- stanęła obok mnie i obsługiwała resztę klientów.
- Gdzieś ty była ?- powiedziałam uśmiechając się do zniecierpliwionej kobiety, która złożyła zamówienie.
- Nie można na chwilę wyjść ?
- Masz poczucie czasu.
- Oj weź. Postawię ci jutro drinka.
- Stoi- zaczęłyśmy się śmiać. Ludzie dostali to czego chcieli i miałyśmy chwilę luzu.
- Idę zapalić.
- Ile razy mówiłam ci, żebyś to rzuciła ? Niszczysz sobie zdrowie a mi nie płacą za pracowanie, kiedy palisz. To powinno być traktowane jak nadgodziny.
- Też cię kocham. 2 minuty- zniknęła z papierosem w ręce. Wtedy w drzwiach zobaczyłam 5 facetów. W mojej głowie zaroiło się od przekleństw. Pięciu chyba najgroźniejszych gości w mieście akurat w tej kawiarni i akurat na mojej zmianie. Nie mogli przyjść za 3 godziny jak mnie już nie będzie albo za te przeklęte 2 minuty jak wróci Lilly ? Ona zawsze bierze na siebie obsługę takich ludzi.
Gdy niestety skończyły mi się stoliki do wycierania a jej dalej nie było, nie miałam wyboru.
 Przy kasie czekał chłopak z burzą loków na głowie, ujarzmionymi kapturem bluzy. Jego nogi w wąskich spodniach i z białymi conversami na stopach, wyglądały na jeszcze dłuższe niż były w rzeczywistości. Zgniótł by mnie, drobną, małą dziewczynę w dwóch palcach.
- Dzień dobry, co podać?
- Espresso 5 razy
Stanęłam bokiem robiąc tą cholerną kawę a on lustrował mnie wzrokiem.
- Podobasz mi się, skarbie. Jak ci na imię?
- Coś jeszcze podać ?- zignorowałam jego pytanie. Nie odpowiedział - zaraz podam do stolika. Proszę chwilę poczekać- poszłam po szklanki. Gdy wróciłam on dalej stał i przyglądał się każdemu mojemu ruchowi. Jak na zbawienie pojawiła się Lilly. Byłam wściekła na jej uzależnienie i głód nikotynowy, który pojawiał się w najmniej potrzebnych momentach. Niestety, jej obecność wcale go nie zniechęciła.
- O której kończysz ?
Nie odpowiedziałam. Po co mu ta wiadomość? Bo na miłą rozmowę i odprowadzenie do domu raczej nie liczę.
- Jeśli nic więcej pan nie zamawia to proszę poczekać przy stoliku. Nie jest pan tu jedynym klientem- odpaliła Lilly.
- Jeszcze się zobaczymy, skarbie- odszedł. Usiadł obok kumpli patrząc cały czas w naszą stronę.
- Czego chciał?
- Oprócz kawy i rachunku liczył na to, że powiem mu jak się nazywam i o której kończę pracę. Dzięki, że przyszłaś ale na pewno nie były to dwie minuty.
- Ej, na naszej zmianie tylko ja zajmuję się takimi typami. Poza tym żaden nie zachowywał się nigdy przy mnie w ten sposób.
Szturchnęła mnie łokciem.
- Daj spokój i zanieś te kawy. Ja na pewno tam nie podejdę.
- Jak chcesz- uśmiechnęła się i wzięła tacę.
                                                                   ***
- No to chyba koniec- Kim i Mike przyszli na swoją zmianę.
- Hej. Możecie się zbierać. Ogarniemy to.
- Dzięki- poszłyśmy się przebrać. Tylnym wyjściem nie da się wyjść. Plac za kawiarnią jest ogrodzony i służy jako palarnia dla pracowników. Wychodząc pomachałyśmy do reszty i wyszłyśmy.
- Jak zimno- dzisiejszy, wiosenny wieczór nie był zbyt przyjemny a Lilly nie wzięła samochodu. Musiałyśmy jechać autobusem albo iść pieszo.
- Kurde.
- Co jest?
- Idziemy na piechotę.
- Nie no serio ?- spojrzałam na rozkład jazdy. W naszą stronę nie jedzie nic przez najbliższe pół godziny.
Przeklnęłam pod nosem i poszłyśmy w stronę domu.
- Chodźmy do mnie. Zobaczymy jakiś film, pochłoniemy kawę z bitą śmietaną i zapchamy się lodami. Co ty na to?
- No nie wiem...
- Jutro mamy wolne a ja muszę ci jakoś wynagrodzić to, że zostawiłam cię samą z tymi typami.
- No dobra. Ale nie będę w nocy wracać do domu.
- No to wrócisz jutro rano. Nie marudź tylko chodź.

_____________________________________________________
NO I MAMY PIERWSZY ROZDZIAŁ !!!!!!!!!!!
Tak strasznie się cieszę, że go napisałam.
Jestem chora i wykorzystałam fakt, że siedzę sama w domu zamiast w szkole
i, że mogę zacząć już dziś.
Za błędy przepraszam.
Mój brzuch odmawia posłuszeństwa i przez to mój mózg świruje.
Jeśli się podobało, liczę na komentarze.
Jeśli nie, proszę też napiszcie.
Bardzo mi zależy, żeby pisać dobrze i tak jak chcą czytelnicy,
więc musicie mi pomóc.
Następny rozdział pod koniec tygodnia.
Mam mały młyn w szkole i poza nią i nie wiem jak uda mi się wszystko 
ogarnąć. Tak naprawdę jutro i w czwartek nie będzie mnie prawie w ogóle w domu,
więc o pisaniu nie ma mowy.
Ale może w sobotę i niedzielę pojawią się następne.
Do zobaczenia już niedługo ;)
Love Ya
                  Olcia Xxx

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz