poniedziałek, 7 lipca 2014

Rozdział 14

Pojechałam do Lilly oddać jej samochód. Jak zwykle zasiedziałam się u niej. Wyszłam po kilku godzinach jak stwierdziłam, że zaczyna robić się ciemno.
Dotarłam do domu. Na podjeździe stał czarny Camaro i oparty o niego....Harry. Ile on ma do cholery samochodów?
- Idź stąd. Dlaczego w ogóle tu jesteś?
- Witaj, ciebie też miło widzieć.
Przeczesałam ręką włosy.
- Dobra powiedz mi czego chcesz i idź już- weszłam do mieszkania zostawiając otwarte drzwi. I tak by wszedł więc czy zostawiłam otwarte czy bym zamknęła żadna różnica. Usiadłam na kanapie czekając aż zrobi to samo.
- Więc?- zapytałam gdy zajął miejsce obok mnie.
- Dlaczego mnie nie lubisz?
- Że co?
- Dlaczego mnie nie lubisz?
- A dlaczego miałabym? Nie znam cię dobrze ale słyszałam dużo na twój temat a przynajmniej wystarczająco żeby móc cię nie lubić.
- Ludzie nie mówią prawdy. Nie jestem taki jak w tych opowieściach.
- Skąd mam mieć pewność, że mogę ci wierzyć?
- Nie musisz mi wierzyć. Sama możesz się o tym przekonać.
- Jak?
- Normalnie. Będę jutro o 15- wstał z kanapy i wyszedł zamykając drzwi. Chwilę potem przez otwarte okno usłyszałam jak odjeżdża.
- Co to było do cholery?- powiedziałam sama do siebie. Zrobiłam sobie herbatę i usiadłam w ogrodzie.
Postanowiłam zadzwonić do siostry.
- Halo?
- Siemka młoda. Co tam?
- A nic. Siedzę w domu i nie mam nic do roboty.
- Spotkajmy się w centrum na kawie. Dużo straciłyśmy przez te pół roku.
- Jasne. To za godzinę?
- Tak. Do zobaczenia- rozłączyłam się. Dawno nie rozmawiałam z nią jak siostra z siostrą i bardzo mi tego brakowało. Ucieszyłam się na spotkanie tym bardziej, że spotkamy się pierwszy raz od dawna sam na sam, bez rodziców i będziemy mogły normalnie porozmawiać.
Skończyłam moją herbatę po czym ubrałam się w jeansy, bluzkę i brązowy sweter. Włosy związałam w kucyk i wyszłam z domu. Robiło się ciemno bo było już po 9 ale w miarę ciepło jak na wiosenny wieczór.
- Co robisz poza domem o tej porze?
- A dlaczego mnie śledzisz?- próbowałam przyśpieszyć kroku ale chłopak szedł koło mnie cały czas- nie masz nic innego do roboty?
- Nope... Odpowiesz na moje pytanie?
- Idę do centrum na kawę z siostrą.
- O 9 wieczorem?
- A co w tym złego?
- Ktoś może cię skrzywdzić.
- Za chwilę będę na miejscu więc nic mi się nie stanie.
- Nie kłam. Jeszcze dobre pół godziny drogi przed tobą. Podwiozę cię.
- Nie musisz ja...
- Zawiozę cię i koniec. Chciałaś mnie lepiej poznać czyż nie?
- A co to ma do rzeczy?
- W samochodzie człowiek szybciej otwiera się przed kimś.
- No dobra....- poszłam za nim. Wsiadłam do czarnego Range Rovera.
- Czemu jesteś taka zimna i oschła?
Zdziwiłam się ale po chwili zdałam sobie sprawę że ma rację. Patrzę na niego z perspektywy tego co ludzie mówią zamiast dowiedzieć się jak jest naprawdę. On się stara zdobyć moje zaufanie a ja nawet nie daję mu takiej szansy.
- Naprawdę cię przepraszam. Zachowuję się jak ostatnia suka zamiast spróbować ci zaufać. Możemy zacząć jeszcze raz?- podałam mu rękę. Uścisnął ją a na jego twarzy smutek zastąpił szeroki uśmiech.
- Jestem Ashley Stone. Miło mi cię poznać.
- Harry Styles. Mi równiesz jest miło panią poznać. Gdzie szanowna pani sobie życzy?
- Do centrum poproszę- zaczęłam się śmiać, co zielonooki odwzajemnił tym samym.
- Więc ile masz lat?
- 20. Ty 18 prawda?
- Skąd wiesz?
- Takie rzeczy się wie. Wiem też, że za 3 tygodnie masz urodziny a twojego chłopaka nie będzie w kraju i nawet do ciebie nie zadzwoni bo nie ma o nich bladego pojęcia.
- Nic mu nie mówiłam. Nie chcę żadnych prezentów ani żeby odkładał swoje plany z powodu moich urodzin. Poza tym nie jesteśmy razem tak długo by musiał o nich pamiętać.
- My znamy się od- spojrzał na zegarek- pięciu minut....
- Wróć, od kilku miesięcy......
- Ale rozmawiamy normalnie pierwszy raz a ja już wiem o twoich urodzinach i pamiętam o nich cały czas.
- Ale na pewno nie wiesz o nich ode mnie. A od niego nie wymagam pamiętania o tym.
- Ale w głębi duszy będzie ci przykro jeśli nawet nie zadzwoni...
I kolejny raz ma rację.
- Dobra zmieńmy temat. Masz pracę?
- Pracuję w wydawnictwie. Czytam rękopisy.
- Ale na pewno to nie jest twoje jedyne źródło zarobków.
- Masz rację ale nie rozmawiajmy teraz o tym.
- Dlaczego?
- Nie chcę żebyśmy znowu byli w punkcie wyjścia.
Nic już nie powiedziałam. Nie chciałam znów zepsuć tego "czegoś" czymkolwiek to jest, co udało nam stworzyć.
- Zadzwoń jak będziesz chciała wracać do domu- zatrzymał się przed restauracją w której byłam umówiona z Alex.
- Ale ja przecież...
- Nie. Będzie późno i nie chcę żeby coś ci się stało.
- Ale ty masz swoje życie. Nie możesz cały czas mnie pilnować.
- Dlaczego?
- Masz swoich znajomych i na pewno mnóstwo rzeczy do roboty zamiast robienia za mojego szofera.
- Moi znajomi są naszymi znajomymi. Badzo cię polubili i czekają na następne spotkania. Poza tym nie, nie mam nic do roboty a muszę cię chronić.
- Dlaczego?
- Ugh proszę. Powiem ci innym razem tylko obiecaj mi że jak będziesz gdzieś wieczorem szła albo cokolwiek będzie nie tak lub będziesz miała nawet najgłupsze wrażenie że coś się stanie dzwoń do mnie. Nie ważne o jakiej porze dnia czy nocy. Obiecasz mi to???
Co to miało być? Co do kurwy nędzy może mi się stać?
- Tak jeśli ty obiecasz, że powiesz mi co się do cholery dzieje?
- Dobrze ale nie teraz. Zadzwoń jak skończycie. Będę u Liama niedaleko.
- Spoko, cześć- wyszłam z auta i poszłam do stolika przed lokalem gdzie siedziała moja siostra.
________________________
Czytasz=Skomentuj ;)

1 komentarz: